Pies i zwierzęta gospodarskie - Psy.pl - mamy nosa!

Pies i zwierzęta gospodarskie

Kiedyś wiejski pies był zwykle niewielkim szczekaczem. Dziś na wieś trafiają też duże mieszańce ras trudnych do ułożenia. Jeżeli chcemy mieć prawdziwego psiego pomocnika w gospodarstwie, pracę musimy zacząć od siebie

Choć trafiają się gospodarstwa, gdzie pies jest panem na włościach, to większość wiejskich czworonogów jest skazana na krótki łańcuch, kiepski wikt i samotność, a w efekcie niechęć do ludzi. Czasem nawet wrogość.

Właśnie obejrzałam w telewizji reportaż o tragedii pięcioletniego chłopca zmasakrowanego przez wiejskie psy. Jak to możliwe, aby psy chciały zagryźć dziecko? Tak samo możliwe jak to, że rodzic dziecka może się okazać jego mordercą. Tragiczne, ale możliwe. Wiejski pies rzadko się spotyka z ludzką sympatią. Jeśli ma być groźny, drażni się go i szczuje od szczeniaka – nic dziwnego, że boi się człowieka. Jeżeli miał przodków o morderczych instynktach, to niechęć do ludzi łatwo się przerodzi w pragnienie odwetu. Wiejskie psy bywają dziś większe i groźniejsze niż dawniej, ale zwyczaje gospodarzy niewiele się zmieniły. W ciągu dnia pies jest przypięty do łańcucha lub zamknięty w boksie, a na noc puszcza się go luzem, bo ma się sam wyżywić. Wiele wiejskich psów kłusuje, bo inaczej umarłyby z głodu.

Rano gospodarz zapomni o spuszczonym psie albo pies zapomni wrócić. Biega więc duży, niechętny człowiekowi zwierzak po okolicy… Nietrudno odpowiedzieć na pytanie: Kto będzie winny, jeśli dojdzie do nieszczęścia? Dopóki ludzie nie będą ponosili surowych i nieuchronnych kar za brak opieki nad swoimi zwierzętami, dopóty będą się zdarzały tragedie, w których niewinne osoby i niewinne zwierzęta będą płaciły najwyższą cenę: zdrowia i życia. Czas wrócić do prawdziwej roli psa w gospodarstwie.
W praczasach, kiedy człowiek i pies zaufali sobie na tyle, aby zamieszkać pod jednym dachem, role obu były ściśle określone. Pies tak jak jego pan był myśliwym, tragarzem, obrońcą i opiekunem dobytku. Grzali się wzajemnie, gdy było im zimno, i dzielili się upolowanym łupem. Z czasem pan przeprowadził się do ogrzewanego domu i zapomniał o umowie: „tam gdzie pan, tam jego pies”. Jeżeli chcemy mieć prawdziwego psiego współpracownika w gospodarstwie, zacznijmy od siebie i poprawy naszego stosunku do psa.

Dla zwierząt gospodarskich – koni, krów, owiec, świń, kur itd. – pies powinien być nie tylko stróżem, ale i opiekunem, a nie myśliwym. Prawie każdy czworonóg, który od szczeniaka towarzyszy człowiekowi w pracy przy zwierzętach w gospodarstwie, będzie traktował je jak członków rodziny. Prawie każdy, bo są rasy, a więc i mieszańce tych ras, które nie nadają się do pełnienia funkcji psa gospodarza z powodu silnego instynktu łowieckiego lub łatwo wyzwalanej agresji. Przeciętny, dobrze traktowany kundelek odda życie za własną kurę, a złodziejowi pourywa nogawki.

Do dziś porusza mnie historia Cygana, który przybłąkał się do moich pradziadków. Było to w okresie międzywojennym na Kresach Wschodnich. Pradziadek Józef nikomu nie odmawiał pomocy w potrzebie. Suterenę zajmowała garbata Nastka, kobieta, która tułała się po mieście, póki nie trafiła do domu Józefa. Towarzyszyło jej wiele przygarniętych kotów. Kochała je i zwracała się do nich „kociki braciki”, a Józef nie skąpił jadła ani im, ani jej.

Ulubieńcem pradziadka był bokser Wamp (Łampiczek), a ulubienicami prababci Heleny były kury i kaczki, które służyły do ozdoby, a nie do konsumpcji. Kochała je i nie miała im za złe spustoszenia, które siały w ogrodzie.

Pewnego dnia po okolicy zaczął krążyć duży czarny pies. Bał się ludzi, a ludzie bali się jego. Józef wziął kawał przedwojennej kiełbasy i poszedł go obłaskawiać. Pies przyszedł na podwórko, ale wejścia do domu odmówił, choć Łampiczek przywitał go radośnie. Pradziadek próbował różnych sztuczek, ale czworonóg za nic nie chciał przestąpić progu domu. Cóż było robić – trzeba było zmajstrować budę, w której pies, nazwany przez Nastkę Cyganem, zamieszkał. Szybko został panem podwórka. Pilnował obejścia z kurami, kaczkami i kotami włącznie.

Jakże zdziwiła się prababcia Helena, gdy któregoś ranka zobaczyła kaczkę wychodzącą z budy Cygana. Zaskakujące było też to, że od czasu gdy ptak zamieszkał z Cyganem, pies nie pozwalał podchodzić do budy nawet Józefowi. Wszystko się wyjaśniło, kiedy kaczka wyprowadziła cztery dorodne kaczęta. Ponieważ przez cały czas wysiadywania jaj Cygan sypiał w budzie, śmiano się, że to kaczęta przez psa wysiedziane. I było w tym trochę prawdy, bo chcąc nie chcąc, ogrzewał swoim ciałem i kaczkę, i jajka.

Jak widać, może się zdarzyć, że gospodarski pies nawet jajka wysiadywać będzie…

Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Przeczytaj także

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *