Pies pomoże psu lepiej niż człowiek

Nancy Dreschel weterynarz ze Uniwersytetu w Pensylwanii przeprowadziła ze swoim zespołem ciekawe badanie. Właścicieli 19 psów (10 mieszańców i 9 rasowych – m.in. golden retrieverów, labradorów, border collie) poprosiła, by odsłuchiwali kasety z nagranymi odgłosami burzy. Sesje były filmowane, a dodatkowych informacji dostarczyły naukowcom próbki śliny pobierane od psów 20 minut przed sesją i 40 minut po sesji. Na ich podstawie określono stężenie hydrokortyzonu (hormonu stresu) w organizmie.

Co się okazało? Nagrania oczywiście potwierdziły, że podczas burzy większość psów jest przestraszona – chowają się, skomlą, szczekają, drżą. Stężenie hydrokortyzonu podczas burzy sięgało 207 proc. normalnych wartości i na podwyższonym poziomie utrzymywało się jeszcze 40 minut po zakończeniu sesji. Działania właścicieli (głaskanie psów, ich uspokajanie) nie miały znaczącego wpływu na te wyniki. Mniejsze wahania stężenia hydrokortyzonu zanotowano natomiast u zwierząt w domach, w których mieszka więcej psów, co oznacza, że były one mniej zestresowane. Co ciekawe podczas „burzy” wcale nie dochodziło do interakcji między psami. Najwyraźniej wystarczała im sama obecność w pobliżu innego przedstawiciela tego samego gatunku. Jak to wytłumaczyć? Nancy Dreschel podejrzewa, że mamy do czynienia z pozostałością po przodkach. Wilki jako zwierzęta stadne czują, że w grupie ich szanse na przetrwanie jest większe, niż gdyby żyły samotnie. Zapewne udomowione psy wciąż reagują podobnie.