Pies z gór Ekwadoru - Psy.pl - mamy nosa!

Pies z gór Ekwadoru

Prawdziwe szczęście dla bezdomnego psa to spotkać bezdomnego człowieka

Rano i wieczorem w miasteczku Baños w Andach zawsze było zimno. Gdy tylko zachodziło słońce, temperatura natychmiast spadała o kilka stopni i wszyscy starali się być już wtedy z powrotem w domu. Ogrzewanie elektryczne czy olejowe nie jest wprawdzie stosowane w górskich okolicach Ekwadoru, ale zawsze można liczyć na ogień w kominku albo przynajmniej ciepło rodzinne. Po zmierzchu po pustych ulicach nie chodziły nawet bezdomne psy, ale kładły się zwinięte w kłębek w jakimś nagrzanym od słońca zakątku i czekały na świt. Za dnia mogły próbować znaleźć na ulicach coś do jedzenia – obgryzioną kostkę kurczaka, którą niesforny klient baru wyrzucił, zamiast odłożyć na brzeg talerza; kawałek słonego sera, który ukruszył się z porcji gorącej andyjskiej kukurydzy, albo choćby łupinę od papai.

Można by przypuszczać, że szczęśliwy bezdomny pies to taki, który znajdzie okolicę zamieszkaną przez bogatych ludzi, mających pod dostatkiem jedzenia, a więc nieżałujących resztek. Ale doświadczenie wskazuje, że syty głodnego nie zrozumie, a w dodatku zamożny obywatel boi się pcheł i brudu, więc woli się trzymać jak najdalej od zwierząt, a w szczególności od bezdomnych psów i kotów. Prawdziwe szczęście dla bezdomnego psa to spotkać bezdomnego człowieka. I tak się właśnie stało pewnego dnia w miasteczku Baños w Ekwadorze.

Stara Indianka z tobołkiem na plecach przyszła tu zapewne z jednej z okolicznych wiosek, spodziewając się, że życie w mieście okaże się łatwiejsze. Bez pracy i bez pieniędzy wędrowała po ulicach, aż wreszcie ktoś obdarował ją smażonym pierogiem z mięsem, który nazywa się empanada i jest najbardziej popularną przekąską w wielu krajach Ameryki Południowej. Indianka usiadła na kamiennej ławce w centrum miasta i ułamała kawałek pieroga. Już od pewnego czasu, zachęcony zapachem świeżego jedzenia, czujnie podążał za nią pies. Poczekał, aż usiądzie, i też usiadł. Nie podchodził bliżej, nie prosił. Tylko czekał. Może miał nadzieję, że po odejściu Indianki na ziemi zostanie parę okruchów, a może wyczuł swoim psim nosem, że może liczyć na gest przyjaźni. Indianka ułamała drugi kęs pieroga i rzuciła go na ziemię w kierunku psa. Ułamała trzeci i włożyła sobie do ust. Czwarty znów oddała psu. I tak, bez pośpiechu, razem zjedli ten pieróg do końca, od czasu do czasu patrząc sobie w oczy, bo rozumieli się bez słów. To się często zdarza, gdy odpowiedni pies spotka się z odpowiednim człowiekiem…

Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *