Podejrzane mięso - Psy.pl

Podejrzane mięso

Ktoś rozkłada truciznę w parkach. Czy to rodzaj samosądu na psach po ostatnich przypadkach pogryzień?

Kilka tygodni temu na psim forum ukazało się ogłoszenie: „Pies mojej znajomej został otruty – zjadł znaleziony podczas spaceru na Polu Mokotowskim w Warszawie kawałek chleba, prawdopodobnie nasączony glikolem. (…) Pies jest po transfuzji, niestety rokowania nie są pomyślne”. Po kilku dniach ktoś dokleił kolejne ostrzeżenie: „Przypuszczam, że część warszawiaków chodzi na spacery z psami na Kępę Potocką, nad tzw. kanałek. Chciałam ostrzec, ponieważ ktoś porozrzucał tam trutki na psy. Wczoraj zatruły się cztery psy”. Zaniepokojeni zadzwoniliśmy do Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami.

NOTATKĄ W TRUCICIELA
– To, niestety, prawda. Rozkładanie trucizn zdarza się często – tłumaczy starszy inspektor Diana Malinowska z warszawskiego oddziału TOZ-u. – Na Pradze Południe znaleźliśmy truciznę w okolicy bloków, zatruły się psy i dzikie koty. Wcześniej było podobne zgłoszenie z Pruszkowa. Próbujemy w takich sytuacjach badać zatruty pokarm, ale TOZ nie ma pieniędzy na ekspertyzy.

Problem trucia psów nie dotyczy tylko Warszawy. Kilka psów otruto niedawno na przedmieściach Poznania, mięso z toksyczną substancją podrzucili też nieznani sprawcy psom w Słonecznej w gminie Opatówek. – To były kurze łebki nasączone substancją chemiczną powodującą śmierć przez uduszenie – tłumaczy Lech Słabosz, lekarz weterynarii i biegły sądowy w sprawach otruć zwierząt. Nie jest to jedyna tego typu sprawa w powiecie kaliskim. Lekarz weterynarii Stanisław Przygodzki przyznaje w lokalnym tygodniku: „Od czasu do czasu mamy do czynienia z zatruwaniem zwierząt. Pięć lat temu na osiedlu Zagorzynek, gdzie mieszkam, ktoś wytruł aż 29 psów. Sprawcy nigdy nie zostali ujęci”.

Za usunięcie trucizny odpowiadają służby miejskie, właściciele danej posesji, np. wspólnoty mieszkaniowe czy administratorzy. W Warszawie w takich sytuacjach interweniuje patrol ekologiczny straży miejskiej.

– W parku Szczęśliwickim porozrzucano zatrutą wątróbkę – opowiada Piotr Mostowski. – Dwa psy zdechły, a kilka poważnie zachorowało. Zostaliśmy zaalarmowani przez mieszkańców, zabezpieczyliśmy mięso i oddaliśmy jedno Zakładu Higieny Weterynaryjnej.

Rzeczywiście – mięso było nasączone trującą substancją chemiczną. W wypadku takich zgłoszeń patrol podejmuje rutynowe działania – zabezpiecza ślady, informuje policję i urząd dzielnicy.

– Sporządzamy notatkę i na tym się kończy – mówi Piotr Mostowski.

SPRAWY UMARZANE
– Mamy ograniczone możliwości – tłumaczy Adam Godlewski, rzecznik prasowy Straży Miejskiej w Warszawie. – Parku powinni pilnować funkcjonariusze w cywilu, a my nie mamy takich uprawnień.

Piotr Mostowski przyznaje, że w ciągu czterech lat swojej pracy w straży miejskiej jeszcze nie słyszał o złapaniu w Warszawie choćby jednej osoby odpowiedzialnej za rozkładanie trucizny.

– Policja nie zawraca sobie głowy takimi sprawami – tłumaczy Diana Malinowska z TOZ-u. – Najczęściej sprawa jest umarzana z powodu niewykrycia sprawcy.

– W jednym z procesów, w którym byłem biegłym, oskarżenie dotyczyło sąsiada – mówi Lech Słabosz. – Jednak właściciel otrutego psa nie zdecydował się na wydanie 200 zł na badanie toksykologiczne i sprawę zamknięto.

LICZMY NA SIEBIE
Nie najlepiej jest też z informowaniem mieszkańców. Strażnicy miejscy nie mogą rozlepiać ostrzeżeń, a dzielnice rzadko to robią. „Wydział Ochrony Środowiska dla Dzielnicy Ochota uprzejmie informuje, że w roku 2005 na przełomie maja i czerwca na terenie parku Szczęśliwickiego dwukrotnie rozkładane było mięso podejrzane o zawartość trucizny. Meldunki w tej sprawie składała straż miejska. WOŚ każdorazowo przekazywał próbki do laboratorium specjalistycznego, które potwierdziło obecność trucizny w pożywieniu. Sprawie nie nadano rozgłosu” – brzmi oficjalny komunikat urzędu dzielnicy. – Informacje o truciźnie rozchodzą się wśród psiarzy głównie pocztą pantoflową – przyznaje Piotr Mostowski.

– W takich sytuacjach musimy liczyć przede wszystkim na siebie i na solidarność naszych sąsiadów – uważa Diana Malinowska z TOZ-u. – Dobrym pomysłem jest rozwieszenie plakatów informacyjnych, zawiadomienie innych właścicieli psów czy najbliższych przychodni weterynaryjnych. Pamiętajmy, że w takich sytuacjach ważny jest czas.

SZCZYPTA SOLI
Aby nie dopuścić do zatrucia, wyprowadzajmy psa w kagańcu. Jeżeli podejrzewamy zatrucie, a minęło nie więcej niż pół godziny, to:

  • sprowokujmy wymioty, kładąc psu na koniec języka trochę soli,
  • podajmy mu kiszoną kapustę,
  • niezwłocznie jedźmy do weterynarza.
Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *