Razem do pracy - Psy.pl

Razem do pracy

Kampania zachęcająca do zabrania psa do pracy przeprowadzona w Stanach Zjednoczonych pokazała, że tam jest to możliwe - a w Polsce?

Na Starym Kontynencie pies czy kot w biurze to wciąż bardzo rzadki widok. A szkoda, bo dowiedziono, że zwierzę w miejscu pracy znacznie obniża poziom stresu. Na 193 pracowników z 31 firm z Kentucky zdecydowana większość uznała obecność zwierząt w biurze za miłą, a wręcz pożądaną. Wielu badanych stwierdziło, że zwierzę sprzyja nawiązywaniu więzi międzyludzkich i ułatwia negocjacje. Pies w biurze czyni atmosferę bardziej nieformalną i pomaga rozładowywać konflikty.

PRZEPISY BHP NIE ZABRANIAJĄ
Wydaje się, że coraz częściej te zalety czworonogów doceniane są również w Polsce. – Obecność psa w firmie przyciąga klientów – mówi z przekonaniem Maciej Fiołka z Centrum Turystyki „Vasco” w Pile. – Chcieliśmy, aby Komo stał się swoistą atrakcją naszego biura. Nasi klienci dzielą się na tych, którzy starają się nie wykazywać zainteresowania leżącym w biurze olbrzymem, i na tych, którzy chcą go koniecznie głaskać. Zastanawiamy się tylko, jak to się ma do przepisów BHP…

Według Ministerstwa Gospodarki i Pracy, żadne przepisy nie regulują tej kwestii. – Można zatem bez przeszkód pracować ze swoimi psami. Pozwolenie należy uzyskać tylko od swojego pracodawcy – mówi rzecznik prasowy MGiP.

Podobną opinię uzyskaliśmy w Państwowej Inspekcji Pracy. – Żaden z naszych inspektorów nie zetknął się z przypadkiem, aby pies był powodem konfliktu w pracy – mówi Danuta Samitowska, rzecznik prasowy Państwowej Inspekcji Pracy. – Nie jest to częste, ale wiem, że część pracowników zabiera koty albo małe psy do biur.

SZEF POZWALA, KLIENT – NIE?
Zwierzęta zwykle przyprowadzają do pracy… szefowie. Bolończyk Jinky Lorenzo Di Meo prezesa Włosko-Polskiej zby Handlowo-Przemysłowej zwykle sypia do góry brzuchem na stole. I choć jeszcze kilka lat temu niektórzy polscy przedsiębiorcy przecierali oczy ze zdumienia, dziś nikt się już nie dziwi, gdy w pokoju prezesa wita go merdający ogonkiem biały piesek. Zdarzają się także zwierzaki… zmotoryzowane. Wesoły czarny kundelek przemierza warszawskie ulice w mercedesie Krzysztofa Halucha, taksówkarza, który bardzo sobie chwali towarzystwo czworonoga w pracy, jego klienci podobno też. Inne doświadczenia ma jednak Aneta pracująca w sekretariacie biura tłumaczeń.

– Wydaje mi się, że uprzedzenia wobec zwierząt w miejscu pracy mają właśnie klienci, a nie szefowie. Nasi zleceniodawcy często reagowali wrogością na widok mojego spaniela Ptysia. Szefowa pozwoliła mi zabierać go z sobą, ale po kilku krytycznych uwagach osób przychodzących do biura musiałam zrezygnować. Interesanci uważają chyba, że obecność psa lub kota zmniejsza prestiż biura.

ZNAK ZABIEGANYCH CZASÓW
Zabieranie psa do pracy może rozwiązać problem jego frustracji z powodu zostawiania go na wiele godzin samego w domu. – Miałam problem z moją suczką Solką – mówi Anna Fuś, pracownik działu plastycznego Teatru im. Stanisława Ignacego Witkiewicza w Zakopanem. – Nie mogłam zostawić jej w mieszkaniu, bo siusiała i gryzła. Zaczęłam ją więc zabierać do pracy. Dzisiaj, gdy większość dnia spędzamy poza domem, to jedyne wyjście. Solka nikomu nie przeszkadza. – Czasem co prawda ucieka nam z pokoju i włóczy się po teatrze, ale jeszcze nic nie zbroiła. Od czasu pojawienia się w teatrze Solki mamy tu coraz więcej innych zwierząt, przybył dalmatyńczyk reżysera i kundelek pani scenograf. Według Jarosława, właściciela suczki cane corso Joys, psa należy przyzwyczajać do przebywania w biurze od samego początku. Dlatego Joys pojawiła się tam, gdy tylko skończyła dwa miesiące. Na początku było trudno, bo nie była jeszcze nauczona załatwiania się na dworze. Jarosław podkreśla jednak, że przyprowadzanie psa do pracy to jedna z jego lepszych decyzji, bo Joys jest dzięki temu świetnie zsocjalizowana i zżyta z pracownikami. Zaczyna dzień od przywitania się ze wszystkimi, a potem głównie śpi. – Raz na jakiś czas osoba, która chce się akurat zrelaksować, po prostu się z nią bawi – opowiada Jarosław. – Gdy wchodzi klient, który obawia się psów, wołam ją do siebie i każę leżeć pod biurkiem.

Często jednak Joys leży między nim a rozmówcą. Ludzie reagują raczej pozytywnie, a negatywne uwagi można policzyć na palcach jednej ręki. Zresztą jeśli ktoś wejdzie i zobaczy porzuconą na środku korytarza pogryzioną kość albo gumowego kurczaka, to nie może się nie uśmiechnąć…

MAGIA MANEKI NEKO
Koty i psy są maskotkami wielu polskich sklepów. Do niedawna wizytówką stołecznego Nowego Światu i ulubienicą turystów była sędziwa kotka z księgarni „Leksykon”, która spała w witrynie wśród książek. Część właścicieli sklepów uważa, że zwierzak przynosi im pomyślność. Niektórzy z nich znają piękną wschodnią legendę o Maneki Neko – tajemniczym białym kocie, który uratował od bankructwa ubogiego sklepikarza. Głodujący kramarz z rozpaczy chciał odebrać sobie życie, ale gdy kot usiadł w witrynie i zaczął się myć, tłumy zachwyconych klientów ściągnęły do sklepiku. W ten sposób biedny kupiec stał się bogaczem, a na pamiątkę tego zdarzenia japońscy sklepikarze trzymają do dziś na wystawach figurki kota z uniesioną łapką.

W dobroczynną moc Maneki Neko wierzy też zapewne właścicielka śnieżnobiałej Miszki, łudząco podobnej do kotka z azjatyckiej opowieści. Od lat Miszka wita klientów kiosku na ulicy Gagarina w Warszawie. Przechadza się po ladzie, obserwuje błyszczące monety albo śpi na czasopismach. Podobno wiele osób nadkłada drogi, aby właśnie „u Miszki” kupić codzienną prasę…

Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *