Romantyczna historia - Psy.pl - mamy nosa!

Romantyczna historia

Szkoda, że nauczyciele i podręczniki tak rzadko mówią nam o znanych pisarzach coś więcej, niż przewiduje program szkolny - na przykład, że niektórzy z nich byli wielkimi miłośnikami psów...

W wielu biografiach ludzi pióra zachowały się fakty z życia ich czworonożnych towarzyszy. Jedną z takich osób jest angielski pisarz sir Walter Scott. Urodził się w 1771 r. w Edynburgu jako dziewiąte dziecko w rodzinie i od początku był słabego zdrowia. Cierpiał na paraliż dziecięcy i stąd przez całe życie kulał na jedną nogę. Wykształcił się na prawnika, ale fascynowała go literatura i historia Szkocji oraz Anglii. Na podstawie legend i przekazów historycznych stworzył w swoich powieściach barwny świat. W 1812 r. wraz z rodziną osiadł w rezydencji Abbotsford w szkockim hrabstwie Melrose nad rzeką Tweed. Mieszkało w niej również wiele psów.

Pieprz, Musztarda i Ketchup
Czworonogi przepadały za Scottem, a on rozmawiał z nimi nawet wtedy, gdy pisał. Podczas obiadu zawsze rzucał im kawałki mięsa. Do jadalni zbiegały się m.in. charcica Finette, spanielka Charlotta, terier szkocki Ourisque oraz trzy dandie dinmont terriery: Pieprz, Musztarda i Ketchup. Nawet goście państwa Scott podczas wieczornych przyjęć biesiadowali w towarzystwie czworonożnych rezydentów.

Ulubiony mieszaniec deerhounda Maida asystował pisarzowi, a dandie dinmont terriery dokazywały pod stołem. Te krótkonożne psiaki o śmiesznej czuprynce właśnie Scottowi zawdzięczają swoją nazwę – Dandie Dinmont to bohater jego książki „Guy Mannering” – farmer, który miał sześć takich zwierzaków.

Bulterier – asystent prawnika
Wśród tak licznego stada pisarz miał swoich ulubieńców. Należał do nich bulterier Camp, którego nie nazywał inaczej jak drogim przyjacielem. Bywał on z pisarzem prawnikiem na posiedzeniach sądu. Gdy doznał urazu kręgosłupa i nie mógł już wszędzie towarzyszyć swojemu panu, zawsze wychodził mu na spotkanie, trafnie wybierając kierunek, z którego Scott miał przybyć.
Po śmierci pupila pisarz własnoręcznie wykopał mu grób w ogrodzie przy Castle Street w Edynburgu. Odmówił też uczestnictwa w obiedzie wydanym tego wieczoru przez wpływowe osoby, pisząc, że nie będzie mógł przybyć „z powodu śmierci drogiego, starego przyjaciela”.

Mieszaniec – towarzysz pisarza
Psy zawsze kręciły się po gabinecie, w którym Scott pracował. Bywał w nim też kolejny jego ukochany zwierzak, wspomniany już mieszaniec Maida. Podczas gdy greyhoundy Douglas i Percy miały zwyczaj wchodzić tam przez okno, stateczny Maida stukał łapą w drzwi. Jego pana bardzo to bawiło. Pisał: „pewien jestem, że Maida zapomina o swojej powadze, gdy tylko nikt na niego nie patrzy, i wtedy bawi się jak szczeniak z innymi psami. W towarzystwie ludzi zabawy wydają mu się nie na miejscu”.

Scott bardzo dbał o swoje psy, a szczególnie o Maidę. Gdy zimą musiał wyjechać, niepokoił się, czy jego ulubieniec ma wszystko, czego mu potrzeba. Pisał do przyjaciela Williama Laidlowa: „Pamiętaj, że ma mieć ciepło pościelone w kuchni, a przed nocą sprawdzajcie zawsze, czy jest w domu, by mu się nic nie stało. Niech Swanson zbije mu z desek skrzynię i wyłoży czystą słomą, którą niech często zmienia. Załączam czek na 50 funtów na pokrycie wydatków”.

Maida zakończył życie 22 października 1824 r. Pochowany został przy bramie do Abbotsford. Pisarz kazał mu postawić pomnik na grobie, a na cokole wyryć epitafium: „Spokojnie Maido śpij u domu tego wrót, ty coś obrazem był największych psiego rodu cnót”.

Pielgrzymka deerhoundów
Psy towarzyszyły Scottowi również wtedy, gdy nie mógł już chodzić i spędzał czas w fotelu na kółkach. Podobno umierał otoczony czworonogami, które tłoczyły się wokół niego i lizały go po rękach. Ten wielki miłośnik psów w liście z 24 kwietnia 1822 r. pisał: „Myślałem nieraz, dlaczego psy żyją tak krótko, i śmiem twierdzić, że to dlatego, aby łatwiej było nam znosić ich odejście. Jakże cierpieć musiałby człowiek, gdyby spędzał z psem lat 30 czy 50, skoro tak bardzo boli go rozstanie po zaledwie 10 czy 12”.

O słabości wybitnego pisarza do psów nie zapomnieli miłośnicy czworonogów, którzy odwiedzają czasem Abbotsford. W 1992 r. do dawnej posiadłości Scotta przybyło 71 deerhoundów z właścicielami, aby złożyć hołd jemu i jego ulubieńcowi Maidzie – synowi suczki tej rasy.
Lord i Bosman

Ważną rolę psy odegrały również w życiu przyjaciela Waltera Scotta, lorda Byrona – a właściwie George’a Gordona Byrona – czołowego reprezentanta romantycznej poezji angielskiej. Jego życie obfitowało w towarzyskie skandale, było ekscentryczne i pełne… miłości do zwierząt. Urodził się w Londynie w 1788 r., a już w wieku 10 lat został baronem i dziedzicem posiadłości Newstead Abbey. Od 1808 r. mieszkał tam razem ze swoim psem, nowofundlandem Boatswainem (pol. bosman). Ich ulubioną rozrywką były kąpiele w jeziorze, podczas których wodołaz próbował ratować swojego pana, choć poeta był dobrym pływakiem.

W listopadzie 1808 r. wydarzyła się tragedia: Boatswain został pogryziony przez wściekłego psa i zakończył życie w obecności Byrona, który opiekował się nim do końca. Pisarz zawarł też w testamencie, że chce być pochowany razem z ukochanym czworonogiem i osobistym służącym. Tego ostatniego bardzo to oburzyło…

Boatswain spoczął w krypcie kościoła w Newstead Abbey, a Byron postawił mu nagrobek. W podzięce za wierność napisał: „W tym miejscu spoczywają szczątki tego, który posiadał piękno bez próżności, siłę bez zarozumiałości, odwagę bez okrucieństwa i wszystkie cnoty człowieka bez jego wad. Ta pochwała byłaby nic nieznaczącym pochlebstwem, gdyby dotyczyła prochów człowieka, ale dotyczy Boatswaina, psa urodzonego w Nowej Fundlandii w maju 1803 r., który odszedł w Newstead w dniu 18 listopada 1808 r.”.

W posiadłości Newstead Abbey pozostał portret Boatswaina namalowany przez Cliftona Tomsona. Psa uwieczniono też ze swoim panem na pomniku postawionym w 1880 r. w londyńskim Hyde Park Corner. Na cokole siedzi zamyślony Byron, a obok niego leży Boatswain, wpatrując się w jego twarz.

W 1814 r. poeta opuścił posiadłość i wziął udział w walce Greków przeciwko Turcji o niepodległość ich kraju. W tej podróży również towarzyszyły mu psy, m.in. nowofundland Lyon. I to on właśnie asystował podczas sprowadzania jego ciała z twierdzy Missolongi, gdzie zmarł, do Anglii, na pokładzie statku „Floryda". Po śmierci Byrona Lyon żył tylko rok. I nie było już nikogo, kto mógłby go uwiecznić…

Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *