Schron jak dom - Psy.pl - mamy nosa!

Schron jak dom

Schronisko dla zwierząt w Millstream niedaleko Manchesteru w Anglii jest ubogie, ale stanowi dowód na to, że przy odrobinie wiedzy i pomysłowości można zdziałać cuda. A że na zdjęciach nie ma psów? To w trosce o ich spokój

Na pierwszy rzut oka to miejsce sprawia przygnębiające wrażenie – odrapane budynki, zrujnowane wybiegi. Nie byłoby warte wspomnienia, gdyby nie to, że od kilku lat z powodzeniem realizowany jest tu unikatowy program redukcji stresu u psów.

Łyk normalnego życia
Wszystko zaczęło się w 2000 r., gdy kierowniczka schroniska Sandra Lockwood, która miała wówczas pięcioletnie doświadczenie w socjalizacji czworonogów schroniskowych, zapisała się na kurs poświęcony zachowaniu psów, prowadzony przez Sheilę Harper . Sandra liczyła, że po jego skończeniu będzie w stanie pomóc zwierzakom, z którymi dotąd pracownicy schroniska nie byli w stanie sobie poradzić.
W czasie kursu Sandra zainteresowała się zwłaszcza wpływem stresu na zachowanie czworonogów. – Łatwo było wtedy zauważyć jego objawy u psów w Millstream, ponieważ wykazywała je większość z nich. A gdy uświadomiłam sobie, jak wygląda zestresowany pies, trudno było mi to ignorować. Kilka tygodni po rozpoczęciu kursu zaczęłam więc wprowadzać zmiany w schronisku – wspomina Sandra. Skupiła się zwłaszcza na technice redukcji stresu zwanej wzbogaconym środowiskiem. Polega ona na stworzeniu zwierzęciu takich warunków, by mogło doświadczać nowych bodźców i ćwiczyć zachowania wobec nich.
Początkowo Sandra pracowała z jednym psem, powoli wprowadzała go w środowisko, w którym toczyło się normalne życie. Wcześniej zwierzak ten – jako szczególnie trudny do opanowania – nie miał szans na adopcję. Jednak w nowych warunkach zaczął się powoli zmieniać. W końcu znalazł dom.

Personel do głaskania
Podbudowana sukcesem odniesionym z jednym czworonogiem Sandra postanowiła zastosować tę samą formę terapii wobec pozostałych psów. Podzielono zwierzaki na kilka małych, zżytych z sobą grup (co było o tyle łatwe, że w schronisku przebywało ich zaledwie kilkanaście). Otwarto kojce, umożliwiono psom swobodne poruszanie się po wszystkich pomieszczeniach i udostępniono wybieg, na którym mogły załatwiać swoje potrzeby.
Dzięki temu ostatniemu rozwiązaniu sprzątanie kojców zajmowało dużo mniej czasu niż poprzednio, ale zamiast zwalniać pracowników, Sandra zaangażowała ich w socjalizację i dokładniejsze poznawanie charakterów czworonogów. Mieli spędzać z nimi więcej czasu, oceniając je pod kątem możliwości adopcji i każdemu zapewniając to, czego potrzebuje, by się dobrze czuć – spacer, zabawę, pieszczoty.

Pokój dziecięcy w schronisku
Następnym etapem zmian było nowe urządzenie kojców – na wzór pomieszczeń domowych. Pojawiły się w nich przykryte kocami krzesła i fotele, na których siadywali pracownicy, czytając książki i głaszcząc psy.
Często wprowadzane są zmiany, by dostarczać zwierzakom nowych bodźców, a kolejne meble i przedmioty pozyskiwane są z darów, aukcji ulicznych lub… wysypisk śmieci.
Niektóre pomieszczenia urządzono jako pokoje tematyczne. Jest więc na przykład pokój dziecięcy z łóżeczkiem, a w nim lalka płacząca jak niemowlę i inne zabawki. W kojcach zorganizowano również autentyczne pomieszczenia gospodarcze, takie jak kuchnia, łazienka czy pralnia. W ten sposób, gdy pracownicy wykonują swoje obowiązki, psy są obok – oswajają się z dźwiękami codziennego życia i cieszą towarzystwem ludzi.
Jest też regularnie przebierany manekin krawiecki, który pomaga czworonogom przyzwyczaić się do różnie wyglądających ludzkich postaci. Gdy w schronisku przeprowadzano prace budowlane, ubrany był w odblaskową kamizelkę i kask.

Cenny spokój
Aby niepotrzebnie nie stresować zwierzaków, wizyty obcych ludzi są bardzo ograniczone. To dlatego na zdjęciach ze schroniska nie widać jego czworonożnych mieszkańców. Osoby zainteresowane adopcją najpierw są szczegółowo testowane, a dopiero potem przedstawia się im dwa psy, z których mogą wybrać swojego przyszłego pupila.
Schronisko w Millstream jest wyjątkowe pod jeszcze jednym względem – panuje w nim cisza. Dzięki zmniejszeniu do minimum przyczyn stresu, nie słychać tam żadnego szczekania! – Za każdym razem, gdy odwiedzam to miejsce, trudno mi uwierzyć, że rzeczywiście mieszkają tam psy – śmieje się Sheila Harper, inspiratorka tego udanego eksperymentu.

W tekście wykorzystano m.in. artykuł Sheili Harper „Millstream Animal Shelter – an encouraging example”, PDTE News, marzec 2007
 

Wszyscy skorzystali
Schronisko
  • wysoki współczynnik skutecznych adopcji – 99,28 proc.
  • obniżenie wydatków na usługi weterynaryjne (mniej chorób wywoływanych przez stres)
  • większy porządek i spokój
Przyszli właściciele
  • psy są oswojone z życiem domowym, nauczone załatwiania się na zewnątrz
  • można się wiele o nich dowiedzieć od pracowników schroniska

 

Gus ze schroniska uczy manier inne psy
Marilyn Aspinall adoptowała Gusa ze schroniska w Millstream. To jeden z pierwszych psów, z którymi zaczęła pracować kierowniczka przytuliska. Co sądzi o efektach tej pracy właścicielka czworonoga?

Mój Gus mieszkał w Millstream od bardzo dawna, jeszcze zanim wprowadzono program redukcji stresu. Był agresywny wobec innych psów i próbował uciec przy każdej nadarzającej się okazji. Mimo to został adoptowany przez jedną z osób pomagających schronisku.
Gdy kierowniczka Sandra Lockwood zaczęła się uczyć o sygnałach uspokajających czy pracy z psem na długiej smyczy, pracowała w ten sposób z Gusem i jego nowym właścicielem. Rezultaty były doskonałe.
Cztery lata temu, na skutek zrządzenia losu, Gus trafił do mnie. Gdy odwiedzam schronisko w Millstream, pracownicy, którzy pamiętają, jakim był trudnym psem, są zadziwieni, gdy słyszą, że teraz pomaga podczas szkoleń innym czworonogom, które są bojaźliwe lub którym brakuje dobrych manier.

Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *