To nie było schronisko…

Zeznania te oburzyły świadków biorących udział w procesie. – Porównanie do schroniska nie ma prawnej racji bytu. Sprawdzaliśmy: dzika hodowla nie była zarejestrowana ani jako schronisko, ani jako przytulisko, ani nawet działalność gospodarcza – powiedziała „Gazecie Wyborczej” Diana Malinowska, inspektor warszawskiego oddziału TOZ, zaangażowana od wielu miesięcy w sprawę otwockich psów.

Przypomnijmy, że wyniku ubiegłorocznych akcji Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami, straży miejskiej i władz Otwocka z posesji braci S. uwolniono ponad 50 psów. Zdaniem specjalistów były one szkolone do walk (miały liczne ślady pogryzień). Większość zwierząt została później uśpiona. (TJ)