W imię godności - Psy.pl - mamy nosa!

W imię godności

Wszystkich zwierząt nie uratujemy, ale staramy się pomóc tym, które akurat wyszły nam naprzeciw - mówiką pracownicy i przyjaciele łódzkiej lecznicy Sfora

Malutki kociak Florcia ma teraz miesiąc. Znaleziono ją tuż po urodzeniu, na środku ruchliwej jezdni, razem z martwym już braciszkiem. Karusię przyniósł do lecznicy jakiś mężczyzna, cisnął na stół zabiegowy i poszedł. Trzy kociaki, odkarmione później butelką, ktoś zostawił w pudełku przed wejściem. Kacperek – rasowy, ale bardzo chory kot syberyjski – przyjechał aż z Giżycka, gdzie znaleziono go pod murem. Brombę dwie dziewczyny ukradły z poczekalni weterynarza, który miał ją uśpić.
Do łódzkiej lecznicy „Sfora”, której właścicielką jest doktor Ewa Pacałowska, trafia miesięcznie około czterech kocich podrzutków.

Pomocnicy z okolicy
Ewę i Zosię z lecznicy „Sfora” od kilku lat stale wspiera kilkanaście osób. Najczęściej są to okoliczni mieszkańcy, wrażliwi na krzywdę zwierząt. – Przynoszą jednego kota, potem drugiego, i zostają w „klubie” – mówi Zosia, siostra doktor Ewy. – Przetrzymują chore kotki, i potem, już zdrowe, oddają do adopcji.
Gdy ktoś przynosi do lecznicy znalezione zwierzę, doktor Ewa zwykle stara się przekonać tę osobę, aby sama podjęła się czasowej opieki. Oferuje pomoc w leczeniu i znalezieniu nowego właściciela. Tak tworzy się krąg współpracujących ludzi dobrej woli.
Do „Sfory" trafiają nie tylko koty. – Ostatnio była z nami Niunia, na wpół sparaliżowana suczka owczarka niemieckiego – mówi Zosia. – Teraz ma już nowy dom.

Rudy pójdzie szybko
– Jakiś czas temu trafił do nas Dżeki, mieszaniec buldoga – dodaje Ewa. – Nie nadawał się do adopcji, bo szkolono go do psich walk. Choć na początku był agresywny, został potraktowany z miłością i odwzajemnił ją. Został u nas i teraz doskonale dogaduje się z naszymi kotami.
– Osoby biorące zwierzę na przechowanie liczą się z tym, że może nie znaleźć się nikt chętny – wtedy zostaje ono u nich na zawsze. – Zazwyczaj widać od razu, czy kot ma szanse na adopcję – mówi Ziemowit, który prowadzi stronę internetową lecznicy „Sfora”. – Rudy pójdzie szybko, czarny i dymny – w miarę. Najgorzej jest z „buraskami” i kotami z problemami.
Dlatego w lecznicy została Sekretarka z uszkodzonym błędnikiem – zanim trafi do miski, musi zakręcić się trzy razy w kółko. I Fungisia, długo leczona z grzybicy, która mocno przywiązała się do miejsca i ludzi.

Leczyć, a nie usypiać
Na pytanie o sens angażowania się w ratowanie życia jednego zwierzęcia, gdy tyle jest bezdomnych i niechcianych, Zosia odpowiada: – Najprościej mówiąc, robimy to w imię godności człowieka. Wszystkich zwierząt nie uratujemy, ale w miarę możliwości staramy się pomóc tym, które akurat wyszły nam naprzeciw. Robimy, co w naszej mocy – karmimy, leczymy, szczepimy, szukamy domu.
– Lekarz weterynarii uczył się leczyć, a nie usypiać – kategorycznie stwierdza Ziemowit. – Usypianie to ucieczka od odpowiedzialności.

Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *