Winni niewinni?

Przypomnijmy, że D. wysłali siedmiotygodniowego szczeniaka pocztą, bo chcieli zwrócić psa sprzedawcy. Uważali, że toruński hodowca ich oszukał – Frodo miał zgrubienie na ogonie, co zmniejszałoby jego szanse na wystawach. Po 16-godzinnej podróży w kartonie w upalny dzień pies padł z wyczerpania. Prokuratura w Katowicach wszczęła śledztwo, którego finałem była sprawa sądowa. Małżeństwo zostało skazane na 10 tys. zł grzywny oraz 5 tys. zł na rzecz Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami. W uzasadnieniu sędzia Marta Małachowska napisała m.in. „Jako lekarze dysponowali wiedzą, jaki wpływ na organizm małego psa będzie miała taka podróż. Nie było jednak dla nich ważne, na jakie cierpienia go narażą”. Sędzia zwróciła także uwagę, że według regulaminu poczty zwierzęta można przesyłać tylko w koszach lub skrzyniach.

Jak donosi „Gazeta Wyborcza”, kilka dni temu ta sama prokuratura złożyła apelację od wyroku, w której domaga się uniewinnienia lekarzy. „Fakt niedostosowania przez podejrzanych opakowania nie może decydować o ich winie. Nie mogli zrobić nic więcej, aby zwierzę całe i zdrowe dotarło do właścicieli. Są lekarzami, ale nie posiadają wiedzy o hodowli i wychowaniu małych psów” – napisano w uzasadnieniu apelacji. Zdaniem prokuratorów winni śmierci psa są pracownicy poczty, którzy przyjęli psa w kartonie.

Sąd apelacje rozpatrzy na początku maja. Jeśli małżeństwo D. zostanie uniewinnione, to prokuratura wystąpi z aktem oskarżenia przeciwko pocztowcom. (TJ)