Bagaż miłości i kłaków - wywiad z Marcinem Dorocińskim - Psy.pl - mamy nosa!
Dorociński z psami

Bagaż miłości i kłaków – wywiad z Marcinem Dorocińskim

O czym rozmawia z psami i na kogo czasami warczy – opowiada Marcin Dorociński.

Fragment wywiadu z magazynu „Mój Pies i Kot” nr 4(22)/2017. Z Marcinem Dorocińskim rozmawia Paulina Król.

Ta tragikomiczna historia wydarzyła się 15 lat temu. Aktor miał akurat wyjątkowo męczącą próbę w teatrze i kombinowali z kolegą, kto wymyśli dobry powód, by z tej próby się ewakuować.

I wtedy zadzwonił telefon. Monika, żona Marcina, była bardzo zdenerwowana. Ich suczka Sukienka podczas spaceru zerwała się i wbiegła na trzypasmową ruchliwą ulicę przestraszona przez dwa psy, które nagle wyskoczyły zza krzaka. Dwa pasy udało się jej pokonać bez szwanku, na trzecim została uderzona przez samochód. Wyleciała w powietrze i upadła, ale podniosła się i, kulejąc, pobiegła w siną dal.

Gdy Marcin wrócił na salę prób z wyrazem prawdziwego przerażenia na twarzy i przeprosił, że musi wyjść z próby, bo pies miał wypadek, kolega wymownym gestem kciuka pokazał uznanie: stary, no zagrałeś to tak, że szacunek. Sukienka wróciła następnego dnia do domu tylko z obtartymi poduszkami i wydartym od uderzenia pasem sierści.

#kotlet #moja #ukochana #partnerka #filmowa #mirek+kotlet=w.sz.m #boskiplan

A post shared by Marcin Dorociński (@marcindorocinski) on

Sukienka to był pierwszy przygarnięty pies?

Znaleźliśmy ją na ulicy. Sądziliśmy, że ktoś ją zgubił, więc rozwieszaliśmy ogłoszenia, pytaliśmy w schroniskach. Nikt się nie zgłosił. I tak przygarnęliśmy pierwszego psa. Tę prawie roczną sunię w typie owczarka belgijskiego z pewnością ktoś skrzywdził, niewykluczone, że dzieci.

Mimo że była bardzo nieufna, pokochała nas, ale na dzieci często warczała i szczerzyła zęby, co bywało i groźne, i przerażające. Jednak nigdy ich nie ugryzła. Miała więc u nas kochający dom przez 13 lat. Zmarła w Boże Narodzenie z powodu raka. Jej odejście było dla nas niewyobrażalnie bolesnym przeżyciem.

Jak trudne są rozstania z psem, opowiada film „Był sobie pies”, w którym dubbingował Pan głównego psiego bohatera.

To piękny, wzruszający film. Mądrze i zabawnie mówi o tym, co ważne, szczególnie w relacjach człowieka z psem. Pokazuje nie tylko, jak ciężko jest się pogodzić z odejściem kogoś bliskiego, w tym wypadku psa, ale też jak różne bywają ludzkie postawy wobec zwierząt: od uwielbienia po używanie ich do zaspokojenia własnych potrzeb, by potem je wyrzucić. To film dla całych rodzin, my też byliśmy i wszyscy się spłakaliśmy.

Wzruszają Pana dzieci, zwierzęta i polscy sportowcy.

Zazwyczaj wzrusza mnie, gdy dzieje się coś dobrego, a nie złego. Na filmie „Był sobie pies” płakaliśmy, współodczuwając poruszające relacje człowiek – pies. Mnóstwo jest filmów, w których ludzie przezwyciężają swe słabości.

Podobnie w sporcie. Jestem fanem Roberta Kubicy, który z powodu jednego wypadku nie może jeździć w wyścigach, w których może byłby najlepszy. Nie poddaje się jednak, nie rozczula się nad sobą i mając niesprawną rękę, pracuje i stara się dojść do perfekcji. Podobnie Karol Bielecki, piłkarz ręczny, który stracił oko i gra dalej. Pokazuje, że z bardzo dużym okaleczeniem można uprawiać sport na światowym poziomie. Ludzie wykazujący się niezłomnym charakterem w sytuacjach, gdy stanie się coś złego, też mnie wzruszają.

Dorociński i Kotlet
fot. Instagram / marcindorocinski

14 lutego w przyszłym roku premiera filmu „Boski plan”, w którym Pana partnerem jest australian cattle dog.

Paulina, opiekunka suczki Mu, zwanej też Kotletem, przyszła na casting tylko do towarzystwa. Dano mi przywilej wybrania psa do roli. Kiedy zobaczyłem Kotleta, od razu wiedziałem, że ten dzikus jest mi przeznaczony. Debiutantka okazała się utalentowana.

Australian cattle dog to owczarek stworzony do wypasania bydła, który może przemierzać kilkadziesiąt kilometrów dziennie. Trzeba mieć dużo zdrowia, żeby za nim nadążyć. W filmie gram Mirka, chłopaka, który ma dobre serce, ale trafia do więzienia. Kiedy z niego wychodzi, zostaje nagle sam. Myśli nawet, żeby z sobą skończyć, i nagle pojawia się pies i zmienia jego życie.

Na planie spędzaliśmy ze sobą po kilkanaście godzin dziennie. I chyba się zaprzyjaźniliśmy. W jednej ze scen wskakuję do zimnej wody, by kogoś uratować. Kotlet zgłupiała i została na brzegu. Pobiegłem potem do przyczepy zdjąć mokre rzeczy i jak wyszedłem, na drzwiach były ślady łap. Podobno Kotlet waliła w drzwi, żeby sprawdzić, czy tam jestem. Na tyle mi ufała, że w niektórych scenach zostawała ze mną bez opiekunki.

Granie z psem daje satysfakcję, kiedy słucha on komend aktora, ale to przyjemność połączona z odpowiedzialnością i podwójną energią, którą trzeba w to włożyć.

Dwa psy ze schroniska w domu też wymagają dużo energii?

Rózia jest wyjątkowo łagodną suczką. Do schroniska trafiła jako szczeniak, przerzucona za kark przez ogrodzenie. Do dziś dotknięcie w tym miejscu ją paraliżuje. Ma też swoje lęki: po schodach idzie zawsze przy ścianie, a na spacerze nagle zamyka się w sobie i ciężko ją ruszyć.

Chlebek pojawił się u nas trzy miesiące później. Znaleziono go z braćmi w pudle pod bramą schroniska w Korabiewicach. Zapchlony i zarobaczony ledwie przeżył. Ale dziewczyny z Korabiewiec doprowadziły go do porządku. U nas przez pierwsze dwa tygodnie tylko spał. Albo przy Rózi, która kładła się obok, by było mu ciepło i czuł się bezpiecznie, albo u kogoś z nas na rękach. Rózia się nim opiekowała jak starsza siostra, która musi przejść szybki kurs dorastania.

Chlebek w końcu się rozbudził, najadł, porządnie załatwił i zrozumiał, że będzie żył. Od tej chwili geny dały znać o sobie i poznaliśmy prawdziwego urwisa, który pokazał Rózi, że kanapa może służyć do wylegiwania się, a drzwi są fajne do gryzienia. Jest z nami już prawie trzy lata, choć zawsze mam problem z określeniem tego czasu, bo wydaje mi się, że te psy są z nami od zawsze.

W dzieciństwie odwiedzał Pan w budzie psa Bobka, żeby sobie pogadać. Dzisiaj rozmawia Pan z psami?

Chyba większość ludzi komunikuje się ze swoimi psami. Jak zajmują cały fotel, to proszę, żeby się przesunęły. Pytam, czy coś je boli, czy czegoś potrzebują, chcę wiedzieć, czy jest im dobrze. Rozmawiam z psami jak z każdym innym członkiem rodziny, bo każdy chce żyć w rodzinie szczęśliwej.

Jednak pies w domu to nie zawsze jest idylla. Oprócz gigantycznego bagażu miłości i absolutnego oddania wnoszą olbrzymi bagaż kłaków, które walają się po całym domu, rozlewają wodę z misek, roznoszą jedzenie, kradną skarpetki. Czasem, tak jak wśród ludzi, irytujemy się, ale jak już sobie pogadamy, tych nieporozumień jest mniej. Z Rózią w ogóle ich nie ma, bo jest bardzo grzeczna. Ona dopasowała się do rodziny sama z siebie.

Chlebek jest bardziej nerwowy i nie wszystko akceptuje. Zdarza mi się warknąć na niego i pokazać, że za chwilę go ugryzę, jak będzie krnąbrny. Ale zwierzęta nigdy się nie obrażają i za każdym razem witają mnie tak samo serdecznie. Miłość i przyjaźń to bardzo ważne uczucia, także u zwierząt trzeba sobie na nie zasłużyć, a potem szanować je i pielęgnować. Jesteśmy jedną rodziną.

Ma Pan również olbrzymi szacunek dla wolontariuszy ze schronisk.

To są dla mnie prawdziwi bohaterowie. To ludzie, którzy żyją w cieniu. Biorą po kilka zwierzaków do swoich domów i traktują je jak swoje dzieci, bo najważniejsze jest dla nich dobro zwierząt. Ujmuje mnie prostota działania i pomagania, i niemówienia o tym.

Mój tata mi powtarzał, że trzeba ciężko pracować, robić to, co uważamy za słuszne, w co wierzymy, i nie patrzeć na wyniki, na splendor. Nie musi być głośno o nas, byle było głośno o zwierzętach. Żeby miały czysto, żeby miały pełną michę, by były zdrowe – i oni to po prostu robią.

A ja tylko daję swoją twarz. Mam to szczęście, że jestem popularny i przez to mogę dotrzeć do większej liczby ludzi. Biorę więc udział w wielu akcjach charytatywnych na rzecz zwierząt. Duża w tym zasługa mojej agentki Ani Świątek, która ma też psa ze schroniska i jest wielką miłośniczką zwierząt. Ona doradza i zajmuje się logistyką. Pomagamy po prostu razem. Największą satysfakcję mam wtedy, kiedy ludzie wezmą sobie do serca słowa i dobre czyny innych, by potem wziąć do serca bezdomnego psa.

Frontmani dla schronisk
fot. Instagram / marcindorocinski

Marcin Dorociński – popularny aktor teatralny i filmowy, laureat plebiscytu Gwiazda Dobroczynności 2015 w kategorii Ekologia, aktualnie ambasador akcji społecznej „Frontmani dla schronisk”.

Autor: Paulina Król
5 na 5 na podstawie 1 głosów
Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Przeczytaj także
  • ba
    ba 20 maja 2017 o 01:48

    jak pięknie powiediane "umarła",wspaniały człowiek i aktor

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *