Bara Adama Hanuszkiewicza i Magdaleny Cwenówny

W domu Adama Hanuszkiewicza psy były od zawsze. Od pięciu lat towarzyszy mu Bara, wzięta ze schroniska Na Palchu. - Tego psa wybrało nam przeznaczenie - mówi Magdalena Cwenówna, żona pana Adama

Pani Magdalena ma wielki sentyment do owczarków. Z Bartkiem – owczarkiem niemieckim, spędziła aż 17 lat. Mimo ciężkiego rozstania nie wyobrażała sobie domu bez psa. Zdecydowała się na rzadką w Polsce rasę owczarka belgijskiego. Razem z mężem wybrała hodowcę, w końcu konkretnego psa, jednak z powodu jakiegoś nieporozumienia został on oddany gdzie indziej. Musieli poczekać na następny miot.

Suka nie pies
Państwo Hanuszkiewiczowie wymyślili sobie, że wezmą tego szczeniaka, który pierwszy do nich podejdzie. Miał być pies, ale podeszła jedynie suczka. Nie zdecydowali się na żadnego z psów. Minął rok od pierwszej wizyty u hodowcy i tęsknota za psem wróciła. Pan Adam poprosił przyjaciela, aby ten według własnego uznania wybrał im psa ze schroniska. Warunek: miał być młody i przypominać wilczura. Przyjaciel zdecydował się na czarną suczkę, podobną do owczarka belgijskiego. Któregoś dnia przy czesaniu państwo Hanuszkiewiczowie znaleźli na jej skórze tatuaż. Okazało się, że Bara pochodziła z hodowli, którą wcześniej odwiedzali. Prawdopodobnie była właśnie tą suczą, która do nich podeszła.

Trudne chwile Bary
Pierwszym dźwiękiem, na który zareagowała suczka było „bara” i to ono stało się jej imieniem. Początkowo Bara była w głębokim stresie i przez trzy dni nic nie jadła. Do dziś ma kompleks wyrzuconego psa –
woli np. czekać na państwa w samochodzie niż sama zostać w domu. Nie można podnieść na nią głosu, gdyż pies się chowa.
Na co dzień Bara jest bardzo spokojna, pełna przywiązania do właścicieli. Wieczory spędza z panem Adamem, a noce z obojgiem państwa, najczęściej w nogach pani. Kiedy musi już zostać sama w domu, czeka pod drzwiami. Nie przepada jednak za dziećmi, być może to one zamęczały ją w domu pierwszych właścicieli.

Na strach łazienka
Burze i inne wystrzały budzą u niej lęk. W trakcie otwarcia jednego z festiwali w Międzyzdrojach, Bara pozostała w hotelu. Najpierw wystrzelono sztuczne ognie, a chwilę później rozszalała się burza.
– Gdy doszedłem do hotelu drzwi od pokoju były otwarte, a pies wydostał się na zewnątrz. Znalazłem ją przerażoną dopiero na jednej z okolicznych uliczek – opowiada pan Adam. – Innym razem zamknąłem się z psem w łazience, aby przeczekać wybuchy.
Bara wraz państwem dużo podróżuje i lubi jazdę samochodem. Uwielbia morze, wskakuje do wody i goni mewy. W czasie spacerów po lesie chętnie podejmuje trop i niestrudzenie goni napotkane koty.

Cziki i Agafia
Pan Adam wychowywał się ze spanielami. Pierwszym własnym psem, jeszcze w latach 50-tych, był chow-chow, suka o imieniu Cziki. Była to wówczas bardzo rzadka rasa, a szczeniak został kupiony w warszawskim ZOO.
– Kiedyś w czasie zabawy nad morzem wyciągnąłem ją na głębszą wodę w cebrzyku i tam ją wrzuciłem do wody, tak że suczka musiała płynąć do brzegu. Za ten, jej zdaniem, głupi żart pies spojrzał na mnie z taką pogardą, że aż się zawstydziłem – wspomina Adam Hanuszkiewucz.
Wiele lat później przygarnięta została Agafia.
– Pewnego dnia, po skończonym spektaklu „Kordiana” w Teatrze Narodowym wraz z Zofią Kucówną spotkaliśmy znajomą, która znacznie opóźniła nasz powrót do domu. Gdy w nocy weszliśmy na klatkę schodową kamienicy, pod naszymi drzwiami na wycieraczce leżał pies. Po otwarciu drzwi zwierzak z trudem wczołgał się do środka i położył na buciku Zofii. Tak trafiła do nas Agafia, która była z nami przez dwa lata – opowiada pan Adam. – Była chora na nosówkę, z której nigdy się nie wyleczyła. Gdy jej stan był już beznadziejny i czuła, że odchodzi, uciekła z domu.

Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *