Bezkarni oprawcy - Psy.pl - mamy nosa!

Bezkarni oprawcy

W Światowym Tygodniu Zwierząt alarmujemy, że sprawcy okrutnego traktowania braci mniejszych na ogół pozostają bezkarni. Wymiar sprawiedliwości jest dla nich wyjątkowo pobłażliwy

Mieczysław O. z Krzywej na Podkarpaciu, choć już dwa razy został skazany za znęcanie się nad zwierzętami, nie zmienił swojego postępowania. W czerwcu zabrano mu i przewieziono do schroniska kilkanaście szczeniaków, a prócz nich również gołębie. Większość zwierząt była chora, jedno padło kilka dni później. W sumie, od 1998 roku, z jego hodowli trafiło do schroniska ponad 150 psów i kotów. Wtedy po raz pierwszy sprawa hodowcy trafiła do prokuratury, która jednak umorzyła postępowanie uznając, że Mieczysław O. jest niepoczytalny. Gdy w 2001 roku kilkadziesiąt psów w opłakanym stanie znowu trafiło do schroniska, hodowca stanął przed sądem. Za znęcanie się nad zwierzętami został skazany na pół roku więzienia w zawieszeniu na dwa lata. W maju tego roku dostał kolejny wyrok: cztery miesiące w zawieszeniu na dwa lata, dozór kuratora, zakaz handlu i hodowli zwierząt. Ten drugi wyrok nie zdążył się jednak uprawomocnić, więc kurator nie pojawił się w gospodarstwie psiego oprawcy. Od pierwszego wyroku z kolei odwołał się i czeka na apelację.

Ustawa jak fikcja
– Prokuratorzy z pobłażaniem traktują sprawy znęcania się nad zwierzętami. Nie lepiej podchodzą do takich przestępstw policjanci, którzy bardzo często odmawiają wszczęcia postępowań twierdząc, że mają ważniejsze problemy – uważa Katarzyna Piekarska, szefowa sejmowej komisji sprawiedliwości. Alina Grabowska, członek założyciel Stowarzyszenia Braci Mniejszych uważa, że wina leży też po stronie sądów:
– Sędziowie zachowują się tak, jakby uważali, że znęcanie się nad zwierzętami to rzecz normalna. Sprawy trafiają na wokandę, ale trwają bardzo długo, a zwierzę nie może czekać. Sadyści, którzy znęcają się nad zwierzętami dostają co prawda kary, ale nie trafiają do więzienia, nie płacą grzywien. Ustawa o ochronie zwierząt przypomina fikcję.

Sprawiedliwe, nie surowe
Obecna ustawa o ochronie zwierząt obowiązują od blisko pięciu lat. Za nieuzasadnione lub niehumanitarne zabijanie zwierząt i znęcanie się nad nimi przewiduje karę roku więzienia, ograniczenia wolności lub grzywnę. W przypadkach szczególnego okrucieństwa można trafić za kratki nawet na dwa lata.
Statystyki Ministerstwa Sprawiedliwości pokazują jednak, że sądy rzadko orzekają surowe kary dla zwierzęcych oprawców. W 2001 roku za zabijanie zwierząt lub znęcanie się nad nimi (w tym za działanie ze szczególnym okrucieństwem) sądy orzekły 127 kar pozbawienia wolności (najczęściej na sześć miesięcy), z czego 110 w zawieszeniu. Dlaczego tak się dzieje?
– Sądy orzekają kary sprawiedliwe, a nie surowe. Za znęcanie się nad zwierzętami tylko w wyjątkowych wypadkach mogą zapaść kary pozbawienia wolności, bo za takie przestępstwa ustawodawca przewidział najniższe kary, jakie są wymienione w kodeksie – tłumaczy sędzia Wojciech Małek z Sądu Okręgowego w Warszawie.

Najpierw zwierzę, potem człowiek
Rok temu w Rudzie Śląskiej Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami „Fauna” odkryło zagłodzone konie. Właściciel był wozakiem. Nie karmił zwierząt, bo przestały ciągnąć wóz z węglem. Odebrano mu konie, lecz jedno ze zwierząt padło kilka dni później, a drugie długo wracało do zdrowia. Sąd skazał wozaka na pół roku więzienia w zawieszeniu oraz karę grzywny.
– O co to całe zamieszanie? – dziwił się wozak w sądzie. – Przecież to tylko gadzina. W ciągu ostatnich trzech lat członkowie TOZ przeprowadzili ponad 30 tys. interwencji. Większość z nich znalazła swój finał w prokuraturze, a potem w sądzie.
– Tylko w kilkunastu przypadkach wobec sprawców orzeczono kary pozbawienia wolności, ale były to wyroki w zawieszeniu – mówi Wojciech Muża, sekretarz TOZ. – Prymas Polski w homilii powiedział kiedyś, że niewrażliwość na człowieka jest poprzedzona brutalnością wobec zwierząt. Jeżeli dzisiaj nie będziemy na to reagować w sposób konkretny i zdecydowany to niedługo nie będziemy zwracać uwagi na brutalność wobec ludzi.
Podobnie uważa Katarzyna Piekarska: – W wymiarze sprawiedliwości nie ma zrozumienia, że agresja ludzi wobec zwierząt z czasem może zmienić się w agresję wobec ludzi.

W zawieszeniu
Dlaczego nasz wymiar sprawiedliwości tak rzadko skazuje zwierzęcych sadystów na kary bezwzględnego więzienia. Dlaczego zamiast trafiać za kraty pozostają na wolności?
– Jeśli osoba, która znęcała się nad zwierzęciem nie popełniła innych przestępstw, jeśli ma dobrą opinię w pracy i w swoim środowisku, jeśli ma rodzinę, wtedy sądy decydują się na wyrok w zawieszeniu, lub karę grzywny – zauważa Maciej Kujawski z Prokuratury Okręgowej w Warszawie. Zdaniem sędziego Wojciecha Małka problem leży gdzie indziej:
– Skoro sprawcy poważniejszych przestępstw nie dostają kar bezwzględnego więzienia, to trudno, żeby w przypadku osób znęcających się nad zwierzętami automatycznie zapadały wysokie wyroki. Nie ma pobłażania wtedy, gdy mamy do czynienia z recydywą, albo z drastycznymi przypadkami znęcania się na zwierzętami.

Zmiana świadomości
Podejście do oprawców zwierząt, choć bardzo powoli, jednak się zmienia. W grudniu ub. roku głośna była sprawa Wietnamczyka z Nowego Dworu Mazowieckiego, u którego znaleziono ciała trzech kotów. Gazety donosiły, że zwierzęta bito przed śmiercią, by zgodnie z wietnamskim rytuałem mięso było bardziej kruche. Potrawy z kotów miały być potem sprzedawane w orientalnych knajpach, m. in. na warszawskim Stadionie X-lecia. Choć w czasie prokuratorskiego śledztwa nie udało się tego potwierdzić, to i tak Wietnamczyk otrzymał surową karę. Sąd skazał go w lipcu na cztery miesiące więzienia bez zawieszenia.
– To sprawiedliwy wyrok – uważa Jacek Pergałowski, szef prokuratury w Nowym Dworze Mazowieckim, która prowadziła śledztwo w tej sprawie. Organizacje dbające o prawa zwierząt w ostatnich latach dziesiątki razy przeprowadzały kampanie dotyczące właściwego traktowania psów, kotów i innych zwierzaków.
– Jak na razie niewiele to dało. Ale im więcej będzie się o tym mówić i pisać, tym bardziej będzie można ruszyć sumienie społeczne – uważa Alina Grabowska. Prokurator Maciej Kujawski potwierdza:
– Przepisy dotyczące ochrony zwierząt są stosunkowo świeże i zanim przyniosą oczekiwane efekty upłynie trochę czasu. Musi wzrosnąć świadomość społeczna, że złe traktowanie zwierząt to już jest przestępstwo, że nie można bezkarnie zabić psa tylko dlatego, że ugryzł właściciela w nogę.

Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *