Bracia Sistars - Psy.pl - mamy nosa!

Bracia Sistars

Paulina i Natalia Przybysz mają w domu samych psich przybyszów: Siwka przygarniętego z ulicy i wilkopodobnych braci ze schroniska

Co jadłyście dziś na śniadanie?
Paulina: Fasolkę z ryżem.

Wegetarianizm był Waszym wyborem czy wyborem mamy?
Paulina: Najpierw mama przeszła na wegetarianizm, ale utrzymywała, że chce, abyśmy jadły mięso i były „normalnymi” dziećmi. Żeby babcia nam je dawała i żeby było dobrze. Przez jakiś czas rzeczywiście tak to wyglądało. W trzeciej klasie szkoły podstawowej pojechałam na zieloną szkołę do Mielna i pamiętam, że poczułam tam jakiś opór: nie będę jadła kotleta schabowego. Wtedy pani zrobiła wielką awanturę i powiedziała: „Zadzwonię do twojej mamusi!”. Rzecz jasna, chętnie się na to zgodziłam. A mama powiedziała: „Skoro dziecko tak zadecydowało, to niech nie je!”.

Natalio, a jak było w Twoim przypadku?
Natalia: Ja chyba od początku czułam, że mama nie jest szczera, każąc nam jeść mięso.

Podobno próbowałyście też przestawić na dietę wegetariańską Wasze psy?
Paulina: Kilka razy kupiłyśmy im wegetariańską karmę…
Natalia: Sama nawet jej spróbowałam. Smakuje jak otręby.
Paulina: Pieski się nie podjarały. Mogła stać dwa dni, a one wolały pościć.
Natalia: Choć ostatnio, gdy odeszłam na chwilę od stołu, zostawiając na nim dwie parówki sojowe i jajko sadzone, po chwili usłyszałam mlaskanie…
Paulina: A ja dałam im niedawno po kotlecie sojowym – i zjadły z apetytem!
Natalia: To dobrze, bo wydaje mi się, że dostaną więcej witamin, gdy dam im na przykład jajko niż to przetworzone mięso.

Miłość do psów też przejęłyście od mamy?
Paulina: Mama ma alergię na psy, więc początkowo w ogóle ich w naszym domu nie było. Wszystko się zaczęło, gdy mieszkaliśmy jeszcze w bloku na Bródnie. Pewnego dnia tata przyprowadził Siwka – porzuconego, skołtunionego psa z niekompletnym uzębieniem.
Natalia: Babcia poszła z nim do weterynarza, a ten wpadł w zachwyt: Proszę pani, to jest pon, on nabierze szaty!
Paulina: W każdym razie został u nas i byłyśmy szczęśliwe, że wreszcie mamy psa! Mogłyśmy go zatrzymać, bo budowa domu była już na ukończeniu.
Natalia: Siwek się położył, a babcia usiadła i zaczęła wymyślać różne imiona. Wymawiała je i czekała, jak pies zareaguje. „Kajtek! A może ty jesteś Wojtek? Azor! Nie, to nie jest Azor…”. W końcu został Siwkiem.

Ale nie poprzestałyście na jednym psie…
Paulina: Bo zaraz po przeprowadzce do nowego domu okazało się, że w pobliżu biega wyrzucony przez kogoś mały kundelek. A gdy już go odchuchałyśmy, Ciapuś zrobił się taki śliczny, że wszyscy w okolicy zaczęli się do niego przyznawać.

Jak to?
Natalia: Idziemy na spacer, a tu nagle wybiega zza rogu jakaś dziewczynka i krzyczy: „Misiek! Wróciłeś! Gdzieś ty był?!”. A my na to: „Właśnie wracamy ze szczepienia! To MY go szczepimy!”. Kto wie, może Ciapuś miał po dziesięć szczepień rocznie…

Gdy Ciapek odszedł, Siwek pewnie bardzo to przeżył?
Paulina: W ogóle stracił poczucie sensu życia. Gdy otwierałam furtkę, tylko patrzył: Co będę eksplorował okolicę, skoro Ciapuś nie może tego robić ze mną. Nagle wydał się stary…

I postanowiłyście go odmłodzić, organizując mu towarzystwo?
Natalia: Tak. Pojechałyśmy do schroniska w Korabiewicach. Trzymałam już na rękach Ziomusia, gdy się zorientowałyśmy, że ma on pięcioro rodzeństwa! No i wzięłyśmy jeszcze jego brata.

Wyglądają raczej jak ojciec i syn…
Paulina: Ich tatuś był miksem kaukaza z rottweilerem.
Natalia: Weterynarz zerknął na nich i mówi: „Nie chcę was martwić, ale wygląda mi na to, że te pieski wyrosną na gryzawki”. Potem obejrzał Głoś­nika i stwierdził: „To będzie agresywny pies!”

Te przewidywania – jak widać – się nie potwierdziły?
Paulina: Faktycznie, Głośnik, gdy był jeszcze mały, miał taką fazę, że próbował gryźć obcych. Na szczęście szybko z tego wyrósł.

Może Siwek go wychował?
Paulina: Rzeczywiście na początku trochę karcił oba psiaki. Dzięki niemu też chyba zrozumiały, że są w domu miejsca, do których psy nie mają wstępu. Bo Siwek od początku był dobrze wychowany.

Z Ziomusiem nie było takich problemów jak z Głośnikiem?
Natalia: W nim nie ma cienia agresji, on chyba w ogóle nie ma testosteronu. Nawet jak się bawią, to Głośnik gryzie Ziomusia, a Ziomuś najwyżej po nim depcze…

…bo jest dużo większy. Ale widzę, że mimo to mniej odważny od brata.
Natalia: Mam na ten temat teorię. Początkowo były identyczne, więc myślały sobie: „O, to jest mój brat, jesteśmy tacy sami”. A teraz Ziomuś patrzy na Głośnika i myśli: „Boże, jaki jestem mały, a ten Siwek taki wielki!”. A Głośnik patrzy na Ziomka i myśli: „Jestem super!”.

Z Siwkiem bracia dobrze się dogadują?
Paulina: Głośnik ma wiele cech Ciapusia – jest wesoły, żywiołowy i Siwek go lubi, może jeść z nim z jednej miski. Natomiast za Ziomkiem Siwek nie przepada i trochę wykorzystuje jego brak odwagi.

A Wam który typ bardziej odpowiada: wszechobecny urwis – jak Głośnik – czy spokojny i nieśmiały jak Ziomek?
Paulina: Ja to chyba jednak wolę urwisy…
Natalia: …a ja chyba nie.

Jak się zaczęła Wasza współpraca z organizacją Viva! Akcja dla Zwierząt?
Dostałyśmy e-mail z propozycją włączenia się do kampanii „Kwik rozpaczy” [przeciwko przemysłowemu chowowi świń – przyp. red.]. Przyszłyśmy na konferencję i po raz pierwszy w życiu poczułyśmy, że warto coś promować. Tylko potem ciągle nas pytano, jak to możliwe, że mamy siły do śpiewania, skoro nie jemy mięsa…

I co odpowiadałyście?
Bo jemy tofu!

Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *