Ciężarna pitbulka uniknęła śmierci i urodziła szczeniaki - Psy.pl

Ciężarna pitbulka uniknęła śmierci i urodziła szczeniaki

Pitbulka Molly znaleziona na ulicy w los Angeles, jak większość psów tej rasy, trafiła do tzw. high kill shelter, schroniska w którym usypia się stare, schorowane i nie rokujące nadziei na adopcję psy. A jednak los był dla niej łaskawy. Wzruszający filmik o jej historii trzeba koniecznie obejrzeć!

Pitbule to rasa ciągle nie ciesząca się zbyt dobrą opinią zarówno w Europie, jak i w Stanach Zjednoczonych. Miłośnicy psów, a w szczególności tej rasy, przedstawiają przykłady wspaniałych relacji pitbuli z rodzinami, z małymi dziećmi, ale to ciągle za mało. Niestety, skutkiem tak złej sławy jest bardzo niski procent udanych adopcji pitbuli. W Stanach Zjednoczonych znajdowane na ulicach bezdomne psy w typie pitbuli trafiają zwykle do kill shelter, czyli schronisk, w których najczęściej czeka je uśpienie.

Podobnie było z ciężarną suczką Molly, która wprost z ulicy w Los Angeles trafiła do takiego schroniska. Jednak do niej los się uśmiechnął. Dzięki organizacji The Dog Rescuers pojechała do domu tymczasowego. Tam została otoczona opieką i w Święto Dziękczynienia spokojnie powiła siedem szczeniaczków: sześć suczek i jednego pieska. W przyjaznym domu tymczasowym pieski spędziły święta Bożego Narodzenia i walentynki, a niedawno – po przeglądzie weterynaryjnym, szczepieniach i sterylizacji – wszystkie trafiły do swoich nowych rodzin. Także mama Molly ze swoją córką Gracie zamieszkała w kochającym domu.

Organizacja charytatywna The Dog Rescuers nie tylko ratuje psy, umieszczając je w takich wyjątkowych, jak pokazany na filmiku, domach tymczasowych, skąd zawsze trafiają do domów na całe życie. Jest także rzecznikiem zmiany prawa dotyczącego ochrony zwierząt, a jej przesłaniem jest zmiana powszechnie akceptowanego myślenia, że zabijanie jest najlepszym sposobem na zmniejszenie populacji bezdomnych zwierząt. PK

Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *