Cudotwórca z kiełbasą - Psy.pl
Rottweiler

Cudotwórca z kiełbasą

Czasem najprostsze rozwiązania mogą sprawić, że ktoś cię uzna za cudotwórcę…

Nie lubię udzielać porad przez telefon. Często bowiem się zdarza, że sytua- cja, którą opisuje właściciel psa, w rzeczywistości wygląda zupełnie inaczej. Tym razem jednak głos mężczyzny w słuchawce pobrzmiewał nutami głębokiej desperacji:

– Proszę pana! Słyszałem, że pan jesteś behawiorysta!
– Zgadza się – odparłem.

rys. Grzegorz Bąkowski

Dalej nasza rozmowa potoczyła się mniej więcej tak:

– Panie, błagam, pomóż mi pan jakoś! Mam rottweilera. Duży jak byk. Waży ponad 60 kilogramów. Trzeba go zaszczepić. Weterynarz przyjechał, ale pies nie pozwoli mu się nawet zbliżyć do siebie. Nie wiem, co mam zrobić. Już w czterech chłopa próbowaliśmy go przycisnąć do siatki, żeby lekarz mógł go dosięgnąć z drugiej strony, ale wyrywa się i nie dajemy rady!
– Ale jak go próbowaliście do tej siatki podprowadzić? – zapytałem, starając się wyobrazić sobie tę akcję.
– Normalnie – odparł. – Ja go złapałem za obrożę, Staszek z drugiej strony
ciągnął na smyczy, a Janek ze szwagrem popychali go z tyłu. Ale się zaparł i ani drgnie!
– Hm, wygląda na to, że faktycznie ten pomysł nie był najlepszy. A ma pan w domu trochę kiełbasy? – zapytałem.
– Mam – odparł.

Od razu wszystko wydało się o wiele prostsze! Już wiedziałem, co mogę doradzić zdesperowanemu właścicielowi rottweilera w tej sytuacji.

– To proszę wziąć kawałek tej kiełbasy, pokazać psu, pozwolić mu powąchać, ale nie dawać do jedzenia, tylko niech podąża za nią w stronę siatki. Proszę go tam ustawić, skupiając uwagę na zapachu wędliny. Może wtedy lekarzowi uda się w końcu pańskiego psa zaszczepić.
– A, o tym to nie pomyślałem! – odparł uradowany właściciel rottweilera i przerwał połączenie.

Już myślałem, że nigdy więcej go nie usłyszę, ale jakże się pomyliłem. Nie minęło nawet dziesięć minut, a w słuchawce znów odezwał się znajomy głos. Tym razem słychać było jednak nie panikę, lecz entuzjazm – aż musiałem odsunąć telefon od ucha!

– Panie! To niesamowite, co się stało! Tak jak pan radził, wziąłem kiełbasę i poprowadziłem psa do siatki. On był taki skupiony na tym jedzeniu, że nawet nie zauważył, kiedy go weterynarz zaszczepił. Pan nie jesteś behawiorysta. PAN ŻEŚ JEST CUDOTWÓRCA! Teraz już zawsze będę tak robił. Dziękuję!

Autor: Jacek Gałuszka
Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

  • dwbem
    dwbem 13 czerwca 2017 o 17:29

    Uśmiałam się bo to cudna historia. Mam rottweilery 35 lat, sama mam 153 cm wzrostu, psy szkoliłam na obronne ale jakoś nigdy nie musiałam się pytać jak opanowac psa, żeby go zaszczepić.
    Nie mówiąc o tym, że zawsze mieszkałkam w osiedlu, w bloku a moje psy chodziły ze mną bez smyczy i kagańca i nie zdarzyło się, żeby kiedykolwiek były zagrożeniem dla ludzi i psów.

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *