Czworonożni żołnierze - Psy.pl - mamy nosa!

Czworonożni żołnierze

Po raz pierwszy polską misję wojskową wesprą czworonożni żołnierze. Do Afganistanu wyjadą wyszkolone w tym celu psy

Dzień psa i żołnierza opiekuna zaczyna się – jak to w wojsku – od porannej zaprawy, polegającej na wspólnym bieganiu. Potem odbywają się ćwiczenia z posłuszeństwa i wyszukiwania zapachów. Około godz. 15 – powrót do domu. – Po całym dniu zajęć pies jest zmęczony, nie wolno go przetrenować – tłumaczy sierżant Arkadiusz Mendel, przewodnik półtorarocznego owczarka niemieckiego Tajsona.
Tajson jest jednym z tuzina czworonogów szkolonych do pomocy naszym wojskowym w wykrywaniu ładunków wybuchowych i amunicji. Są wśród nich labrador, owczarek belgijski malinois i 10 owczarków niemieckich. Wszystkie silne i bystre. Należą do psiego plutonu utworzonego w 2. Mazowieckiej Brygadzie Saperów w Kazuniu pod Warszawą. To pierwszy i na razie jedyny taki oddział w polskiej armii. Docelowo ma w nim służyć 16 psów z przewodnikami.

Do woja marsz
Wybór czworonogów powierzono w zeszłym roku specjalistom z Ośrodka Tresury Psów Służbowych w Lubaniu na Dolnym Śląsku, którzy przygotowują psy dla straży granicznej, wojsk lądowych i marynarki wojennej. Szukano zwierząt w wieku od roku do dwu lat, zdrowych i sprawnych, lubiących aportowanie i niebojących się wystrzałów czy wybuchów.
Po przyjęciu do służby psy i ich opiekunowie rozpoczęli półroczne szkolenie. Naukę podzielono na kilka etapów. Najpierw pies i przewodnik się poznają. Musi się między nimi wytworzyć silna więź. Pies szkolony jest w zakresie posłuszeństwa. Następnie czworonogi uczą się wykrywania materiałów wybuchowych i amunicji. Dostają do zabawy sączki, czyli kawałki materiału przesyconego różnymi zapachami. Kiedy się z nimi zapoznają, przechodzą do kolejnego etapu zajęć – przewodnik chowa sączek, a jego czworonożny partner musi go znaleźć. Jeśli mu się uda, dostaje nagrodę – smakołyk albo zabawkę. W trakcie tych ćwiczeń stopniowo wprowadza się zapachy materiałów wybuchowych – w sumie około 10. Od tej pory tylko one mają interesować psa i tylko za właściwe ich wskazanie czeka go nagroda.
Szkolenie kończy się egzaminem, podczas którego pies musi m.in. wyszukać zapachy materiałów wybuchowych w bagażu, samochodzie i na otwartej przestrzeni. – Rozstawia się kilkanaście puszek, w ośmiu z nich są ukryte zapachy, z czego w czterech – materiału wybuchowego – wyjaśnia podporucznik Wioletta Grabowska, oficer prasowy OTPS. Wszystkie zwierzaki z psiego plutonu zdały egzamin i otrzymały certyfikaty.

Oficerki dla psa
Tak przygotowane psy trafiły do Kazunia, gdzie każdego wyposażono w kaganiec, smycz, kamizelkę kulo- i odłamkoodporną, specjalne buty i transporter podróżny. – I zestaw zabawek – śmieje się dowódca plutonu chorąży Krzysztof Zagulski.
Nim wyjadą na misję, przez całą dobę przebywają z przewodnikami – od rana na placu ćwiczeń, a później w domach opiekunów, którzy choć zgłaszali się na ochotnika, zostali starannie wyselekcjonowani. Oprócz tego, że są doskonałymi żołnierzami, muszą też lubić zwierzęta. – Zadbał o to szef komisji, miłośnik psów – mówi opiekun owczarka niemieckiego Demona, plutonowy Andrzej Pierzynowski, który od dawna marzył o psie i takiej pracy. – Demon jest pełnoprawnym domownikiem. Mieszkam w domu jednorodzinnym, więc ma dużo swobody – dodaje.
Rodziny żołnierzy też miały wpływ na decyzję. – Zanim wstąpiłem do tego plutonu, zapytałem o zgodę mojego domowego szefa sztabu, czyli żonę. W końcu zwierzak to duże zmiany i nowe obowiązki – tłumaczy sierżant Arkadiusz Mendel, przewodnik Tajsona.
Choć czworonogi dostają wojskowy przydział karmy najlepszej jakości, chętnie skubną coś ze stołu przewodnika i jego rodziny. – Czasem daję Demonowi kawałek naleśnika, które uwielbia – przyznaje plutonowy Pierzynowski.
Początkowo nietypowy pluton wywoływał sensację w jednostce, a jego żołnierzy nazywano „psiarczykami”. Dziś są tacy, którzy żałują, że do niego nie wstąpili.

Polecą na służbę
Teraz wybrane trzy psy i ich przewodnicy w pełnym pogotowiu oczekują chwili, gdy wsiądą do samolotu, który wystartuje do Afganistanu. Ich zadania są jasno określone. – Pojawią się w punktach kontrolnych, na przykład przy wjeździe do baz, w których stacjonuje polski kontyngent – mówi kapitan Dariusz Kacperczyk, rzecznik Dowództwa Operacyjnego Sił Zbrojnych, odpowiedzialnego za zagraniczne misje naszej armii.
– Będą sprawdzały, czy ktoś nie wwozi potajemnie materiałów wybuchowych albo amunicji – dodaje. Już na miejscu mogą dostać jeszcze inne zadania, na przykład będą uczestniczyły w patrolach. – Wszystko zależy od tego, jak się zaaklimatyzują w Afganistanie – wyjaśnia rzecznik.
Z pewnością przydadzą się im tam buty, w które zostały wyposażone. Na skalistych afgańskich szlakach nietrudno wszak o kontuzję łapy. Gdyby mimo wszystko do niej doszło, pomoże im lekarz weterynarii, który wchodzi w skład kontyngentu.

Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Przeczytaj także

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *