Dramat amstafów

W opuszczonym gospodarstwie przetrzymywano dziewięć amstafów. Czworonogi były wygłodniałe, poranione i przywiązane grubymi łańcuchami. Zapewne są to zwierzęta z hodowli w Dymaczewie, która w kwietniu przestała istnieć po interwencji TOZ. – To oczywiste, że rany powstały w walkach – mówi Wiesława Możdżeń, szefowa gnieźnieńskiego oddziału TOZ. Psy są uwiązane na łańcuchach w taki sposób, że nie mogą podejść do siebie, czyli nie pogryzły się nawzajem pod nieobecność właściciela. Działacze TOZ wezwali policję. O dalszych krokach wobec właściciela amstafów zadecyduje prokuratura.

Sprawę opisał „Głos Wielkopolski”. (PAP, tj)