Edytorial

Zanim jednak tam trafiłam, obdzwoniłam kilkadziesiąt innych miejsc. Mimo pełni sezonu były wolne pokoje – do czasu aż powiedziałam, że chcę przyjechać z psem. Wtedy wszystkie nagle robiły się zajęte…
Mimo początkowych kłopotów ze znalezieniem dachu nad głową urlop okazał się udany. Ami przesypiał godziny skwaru na zacienionym balkonie, a popołudniami towarzyszył nam na plaży i w knajpkach. „Zobacz, jaki ładny piesek z nami mieszka” – mówili rodzice do dzieci, gdy spotykaliśmy się na schodach. Przez cały pobyt nie usłyszeliśmy ani jednego nieżyczliwego słowa – ani na plaży, ani na ulicy, ani w restauracjach. Dlaczego więc – skoro psy nie przeszkadzają klientom – wciąż tak bardzo przeszkadzają właścicielom pensjonatów?