Ewa Szykulska - Psy.pl

Ewa Szykulska

Dlaczego to robię? Bo nie mogę ich zostawić, kiedy stają na mojej drodze. Zostało mi to z dzieciństwa. Psy mieli moi dziadkowie i moi rodzice. Pamiętam kundelki wzięte do domu w jakąś ulewną burzę. Potem były anonse prasowe, ogłoszenia na słupach. A ja się modliłam, aby nikt się po psa nie zgłosił, a jeśli już, to żeby się okazało, że to nie jego zwierzak.

Kiedyś moja mama nakarmiła kanapką bezdomnego psa, który kręcił się obok przystanku, a on wsiadł za nią do autobusu. Zachowywał się, jakby do niej należał. Pasażerowie zaczęli ją – Bogu ducha winną – ochrzaniać: „Jak pani może tak zostawiać psa”. Wysiadła więc z nim z autobusu, wzięła taksówkę i przywiozła do domu. I mieliśmy kolejnego psa.
Takie obyczaje przeniosłam do własnego domu. Kiedyś przed furtką pojawiła się sunia, owczarek kaukaski. Wybiedzona, wygłodzona stanęła i czekała. Postanowiłam ją nakarmić – zjadła chyba wszystko, co było w domu: ogromną porcję kiełbasy i prawie kilogram wafelków. Pierwszego dnia – choć była to mroźna zima – spała na dworze, nie chciała wejść do środka. Nazwaliśmy ją Corsa, bo mieszkamy nad warsztatem samochodowym. Musiała mieć za sobą jakieś traumatyczne przejścia. Wyprowadziliśmy ją z tego tylko dzięki miłości, bo o tzw. układaniu nie mamy pojęcia. Towarzyszyła nam przez jedenaście lat. Łączy się z tym wiele anegdot, ale najbardziej pamiętam, że sąsiedzi, widząc mnie z psem, mówili zawsze: „O, Corsa znowu wyprowadziła Szykulską na spacer”. Zanim odeszła, obiecałam jej, że natychmiast wezmę kolejnego psa – jeśli nie z ulicy, to ze schroniska.
W tydzień po jej śmierci pojechałam do Celestynowa i tak się zjawiła Florka. Choć imię dostała przyjazne, kwieciste, w rzeczywistości to diabeł wcielony. Uparciuch potworny. Nie da się wyczesać. Pielęgnację ma w nosie. Gdy ją brałam ze schroniska, skakała na siatkę jak najlepszy tyczkarz. Siedziała w pomieszczeniu, w którym było dwadzieścia psów, a wzięłam ją, bo najbardziej chciała. To psy nas wybierają, bo przecież głupio – wśród proszących się o odrobinę miłości zwierzaków – powiedzieć: „Tego biorę, bo ten jest najładniejszy”. Dziś Florka ma około dziesięciu lat i wciąż narzuca się ze swoją miłością każdemu, kto nas odwiedza.
Florce towarzyszy od paru lat Maksio. To mój pierwszy i jedyny pies wzięty jako szczeniak z hodowli. Zdecydowałam się na to, bo trochę tęskniłam za Corsą, bo lubię duże psy, a także dlatego, że w parku, do którego chodziłam, bywała pani z owczarkiem środkowoazjatyckim, takim jak Maksio. Przyznaję, że faworyzujemy jednak Florkę. Uznaliśmy że tak będzie sprawiedliwie, bo przecież Maksio od urodzenia był rozpuszczany. Oba psy kochają się niemożliwie. Nie ma mowy o tym, żeby Florka nie towarzyszyła mu nawet w drodze do lekarza.

EWA SZYKULSKA
aktorka teatralna i filmowa, związana ze scenami Warszawy, Wrocławia i Poznania. W ostatnich latach popularność przyniosła jej rola Heleny Bogackiej w serialach „Lokatorzy” i „Sąsiedzi”

 

Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *