Fundacje to banda oszustów? Wyznanie wolontariuszki

Pani Y próbuje już któryś raz dodzwonić się pod wolontariacki telefon. Cisza, cisza… Wciąż cisza. Kobieta złorzeczy pod nosem. Widziała kotkę z małymi blisko ruchliwej ulicy. Nie wzięła, bo przecież ma już w domu jednego kota, więc nie ma jak… Ale ma dobre serce, więc dzwoni. Ona działa, telefon aż się nagrzał, a ta cholerna fundacja nie reaguje. Od czego oni są?!

Złość, żal, rozczarowanie… Oto, z czym spotykamy się na co dzień podczas naszej wolontariackiej działalności. A kogo Ty widzisz po drugiej stronie kabla? Jakie jest Twoje wyobrażenie wolontariusza? Naprawdę myślisz, że odrzucając Twoje zgłoszenie, siedzę bezczynnie objadając się lodami? Że nie odbieram, bo mam taki kaprys? Nie pomyślałeś, że może jestem w pracy? Takiej płatnej, która zapewnia mi środki do życia. Nie przyszło Ci do głowy, że i ja muszę jakoś funkcjonować? A może odbieram dziecko z przedszkola lub gotuje rodzinie obiad? Może prowadzę auto i nie mogę chwilowo odebrać?

Pomyślałeś, że czasem dopiero koło drugiej w nocy mam czas, by usiąść, chwilę odetchnąć i sprawdzić korespondencję? Ciągła gonitwa między domem, pracą, a obowiązkami wolontariusza…

Bezdomny pies
fot. Shutterstock

Wolontariusz, czyli kto?

Zastanowiłeś się kiedyś, dlaczego pracowników fundacji określa się właśnie mianem wolontariuszy? Pozwól, że wdrożę troszeczkę teorii: wolontariat (łac. voluntarius – dobrowolny) – dobrowolna, bezpłatna, świadoma praca na rzecz innych lub całego społeczeństwa. Wiedziałeś? To dlaczego zachowujesz się tak, jakby rozmowa z Tobą była moim obowiązkiem?

Oczywiście, że nie działamy zupełnie bezinteresownie. Praca w fundacji daje nam ogromną satysfakcję, wartą więcej niż każde pieniądze. Nie pomagamy zwierzakom dla Ciebie, tylko dla nich samych. Nie chcemy oklasków, tylko wsparcia zamiast marudzenia.

Gdzie umieścić nowego psa czy kota, gdy brak nam tymczasów? Wciąż ten sam problem, ogromny mur obojętności, którego nie damy rady przeskoczyć. Na pewno często widziałeś ogłoszenia o tym, że dom tymczasowy potrzebny jest natychmiast. Co wtedy pomyślałeś? Jesteś dobrym człowiekiem, więc pomyślałeś pewnie: cholera, niech ktoś pomoże… A przyszło Ci do głowy, że tak myśli każdy? Że tym kimś innym mógłbyś być właśnie Ty?

Na cały Gorzów Wielkopolski, największe miasto województwa lubuskiego, liczące sobie ponad 130 000 mieszkańców, mamy zaledwie 9 (!) domów tymczasowych.

Natomiast na warunkach domu tymczasowego pod opieką fundacji Anaconda znajduje się obecnie ponad 60 zwierzaków.

Każdy może pomóc

Czasami w jednym domu wolontariusza jest jednocześnie 10 kotów. A Ty nadal upierasz się, że nie możesz pomóc, bo masz już zwierzaka. Powtarzasz to jak mantrę, aż sam zaczynasz w to wierzyć… Zamykasz oczy, przechodząc obok kulejącego kota lub kociaka z zaropiałymi oczkami. Dręczy Cię to, bo jesteś zwierzolubem i masz przecież takie dobre serce, ale po prostu nie masz możliwości pomocy. Nie dasz rady wziąć w karton, przetrzymać choćby w łazience i szukać wyjścia z sytuacji. Ty nie dasz rady, ale my to przecież FUNDACJA, my musimy dać radę.

Kochani! Każda fundacja to tylko ludzie. Szaleni, kochający zwierzęta, ale nadal tylko zwykli ludzie. Mamy rodziny, szkołę, pracę, obowiązki i wolny czas wypełniony po brzegi interwencjami i doglądaniem naszych podopiecznych. Nie mamy ogromnej hali z opcją przetrzymania zwierzaków. Mamy tylko/aż WAS.

Więc zamiast zrzucać na nas całkowitą odpowiedzialność, wysilcie się trochę… Zamiast czekać i wymagać, reagujcie. Zamiast narzekać i żądać – pomagajcie! Stale szukamy domów tymczasowych i wolontariuszy.

I Ty możesz być FUNDACJĄ !

Autor: Barbara Jastrzębska, Anaconda Fundacja Obrony Praw Zwierząt