Horror w schronisku - Psy.pl - mamy nosa!

Horror w schronisku

W 150 polskich schroniskach na dom czeka ponad 20 tys. psów. Niestety, wiele takich przytulisk wcale nie jest schronieniem - przeciwnie staje się dla zwierząt miejscem kaźni

Na pierwszy rzut oka Jowita miała w sobie coś z charta. Była skrajnie wychudzona i miała zaawansowaną nużycę. Na dodatek okazała się szczenna. Choć, niestety, szczenięta nie przeżyły, jej się udało. Adoptował ją Dominik Nawa z Komitetu Pomocy Zwierzętom w Tychach. – Pojechaliśmy z nią do naszego doktora Dolittle, jak nazywamy dr. Niedzielskiego z Wrocławia, który pomógł nam już wiele razy w ciężkich przypadkach – opowiada Dominik.

Lekarze byli w szoku, że można doprowadzić psa do takiego stanu. Zapadła decyzja, że Jowita zostanie w klinice. Była nieufna, za wszelką cenę chciała uciekać. – Zostawiłem ją na godzinę i pojechałem kupić smycz, obrożę i kocyk. Kiedy wróciłem, Jowitka na powitanie zaczęła lizać mi ręce – opowiada wzruszony Dominik. Teraz suczka, gdy tylko usłyszy lub zobaczy człowieka, prosi, żeby ją pogłaskać i przytulić. Lgnie do dorosłych i dzieci, choć jeszcze niedawno na nie warczała. Nadal jednak warczy na koty i niektóre suczki. Ciągle też wymaga opieki weterynaryjnej, choć nabrała już ciała i porosła futrem.

Lusia jest starsza od Jowity. Kiedy pod koniec lutego trafiła pod opiekę lekarza weterynarii, miała nużycę, zaawansowaną dermatozę, wiele głębokich ran i gronkowca. Ma się dużo lepiej, choć trudno ją jeszcze nazwać zdrową. Najważniejsze, że przeżyła.

Takich szczęśliwych, uratowanych z pseudoschroniska w Nowej Ligocie psów jak Jowita i Lusia jest pół setki. A trzy razy tyle psich nieszczęść wciąż czeka na swoją szansę…

Łzy
Gdyby nie interwencja wolontariuszy Straży dla Zwierząt w Pogotowiu dla Małych Zwierząt Marzenny Sobańskiej w Nowej Ligocie koło Oleśnicy (Dolny Śląsk), tych 50 psów być może nie dożyłoby spotkania ze swoim człowiekiem. To, co wolontariusze zobaczyli, gdy 6 stycznia weszli na teren obejścia Sobańskiej, wprawiło ich w osłupienie, z którego do dziś się nie otrząsnęli. – Był wieczór – opowiada Dawid Karaś ze Straży dla Zwierząt. – Pracownik schroniska powitał nas stwierdzeniem: „K…, wchodźcie. Może to się wreszcie skończy”.

– Uderzył nas przeraźliwy fetor – opowiada Monika Zawadzka, która wraz z Dawidem i Edytą Siemiątkowską ze Straży dla Zwierząt zobaczyła to miejsce. – W ciemnych, uwalanych odchodami boksach wyły przerażone psy. Były wśród nich takie, które wyć już nie mogły. Z otwartymi ranami, przeraźliwie wychudzone, chore – umierały. Tak jak bezimienna bokserka z ropiejącymi ranami i gronkowcem, której weterynarz skrócił męki zastrzykiem usypiającym.

W pomieszczeniu gospodarczym strawę dla psów (później się okazało, że to rozmoczona śruta) gotował pijany mężczyzna. O zakrapianych balangach na terenie posesji Marzenny Sobańskiej od dawna zresztą krążyły w okolicy legendy. Psy były zdane na siebie.

Chore zwierzęta biegały ze zdrowymi, suki z psami. Część czworonogów była poza nieszczelnym ogrodzeniem. Mieszkańcy Nowej Ligoty bali się o swoje bezpieczeństwo. Tym bardziej że wokół obejścia Sobańskiej w płytkich dołach leżały zwłoki padłych psów, które w ten sposób grzebano od ośmiu lat.

– Byłem zdumiony, że takie miejsca naprawdę jeszcze istnieją – mówi Dawid Karaś – że są tuż obok i że nikt nie chce ich dostrzec.

– Wsiedliśmy do samochodu i milczeliśmy jakieś pół godziny. Wszyscy płakaliśmy – wspomina Monika Zawadzka. – Jeszcze tego samego dnia, mimo późnej pory, zawiadomiliśmy policję, a ta powiatowego lekarza weterynarii.

Ratunek
Księgi ewidencyjne kończą się na zapiskach z 2005 r. Zwierząt w schronisku w żaden sposób nie znakowano. Nikt nie kontrolował ich napływu. Dawid Karaś ocenia, że jest w nim miejsce dla 50-60 psów, tymczasem wolontariusze SdZ i towarzyszący im lekarze weterynarii doliczyli się około 200. Wszystkie wymagały leczenia.

Marzenna Sobańska podpisała upoważnienie, które daje Straży dla Zwierząt pełne prawa do opieki nad psami i organizacji adopcji. Sama opuściła Nową Ligotę.

Nowi opiekunowie schroniska najpierw zajęli się psami – zorganizowali im opiekę weterynaryjną, niektórym znaleźli domy tymczasowe lub docelowe. Wywieźli błoto i śmieci. Zasypali „dół śmierci”, który stanowił poważne zagrożenie epidemiologiczne. Wprowadzono zakaz przyjmowania nowych zwierząt.

W najbliższym czasie stare boksy zostaną zamknięte, a psy trafią do nowych kojców na świeżym powietrzu. Trwają też prace nad uszczelnieniem ogrodzenia.

Pod koniec lutego SdZ skierowała do Prokuratury Rejonowej w Oleśnicy zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Zawiadomienie to dotyczy nie tylko Marzenny Sobańskiej i jej pracowników, ale też Powiatowej Inspekcji Weterynaryjnej w Oleśnicy oraz wójtów (burmistrzów) 36 gmin i miast, którzy kierowali do Nowej Ligoty wyłapywane na swoim terenie zwierzęta. Przesłuchano część świadków, toczy się postępowanie przygotowawcze. Prokurator rejonowy Jerzy Szymczak nie chce mówić o szczegółach. Oświadczył tylko, że postępowanie jest na etapie średnio zaawansowanym.

Minęły niespełna cztery miesiące, odkąd wolontariusze odkryli pseudoschronisko w Nowej Ligocie. Psy przybrały na wadze. Nie mają ran, nie taplają się w błocie. Czy są szczęśliwe? Jeszcze nie, bo wciąż nie mają swojego pana i swojego domu.

Nie tylko Ligota

Z raportu Hycel 2005 wynika, że 57 proc. polskich schronisk jest przepełnionych. Kolejnym, wciąż narastającym problemem jest liczba psów utraconych (padłe, uśmiercone, zbiegłe). W 2005 roku było ich ponad 16 tys. Niektóre placówki mają skandalicznie wysoki, sięgający 80 proc. odsetek psów utraconych. Za takie rakarnie uchodzą schroniska w Chorzowie, Myszkowie, Radomiu, Tomaszowie Mazowieckim, Ostrowi Mazowieckiej i Suwałkach.

Inny problem to niepokojące luki w księgach ewidencyjnych. W latach 2003-2005 bez wieści zniknęły 3334 psy, co odpowiada stanowi 10 dużych schronisk! Można się tylko domyślać, co się z tymi psami stało.

Polska do tej pory nie podpisała Europejskiej Konwencji Ochrony Zwierząt Domowych z 1987 r., choć zrobiły to takie państwa, jak Rumunia i Azerbejdżan. Podpisanie konwencji oznacza, że nasz kraj musiałby nadzorować niekontrolowane teraz rozmnażanie zwierząt domowych i przyjąć, że opieka schroniskowa może być prowadzona tylko jako działalność niedochodowa. (pełen tekst raportu na www.psianiol.org.pl)

Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Przeczytaj także

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *