Jak Łazanka stworzyła sforę - Psy.pl

Jak Łazanka stworzyła sforę

Zwykle sami decydujemy, jakiego chcemy mieć psa, ale popularnemu dziennikarzowi Zygmuntowi Chajzerowi większość jego psów wybrała... dożyca Łazanka

Jeden ma być cały czarny, drugi podpalany, a trzeci rudy. Mijam przydomowe ogródki na podwarszawskim osiedlu i wypatruję kundelków. Myślę sobie, że dom Zygmunta Chajzera najszybciej rozpoznam właśnie po ogródku pełnym psów, bo oprócz trzech mieszańców popularny dziennikarz ma też doga. Już po chwili słyszę poszczekiwanie i widzę rudego czworonoga, który gwałtownie się podnosi, jakby w obronie reszty drzemiącego w półcieniu stada.

Wyłączność na doga
Rudy Misiek nie jest jednak przywódcą sfory, prym wiedzie tylko wśród swoich braci. Na całym stadzie łapę trzyma dożyca Łazanka, starsza o parę lat od trzech chłopaków. – Ideał psa! – mówią o niej zgodnie Zygmunt Chajzer i jego żona Dorota, która o dogu niemieckim marzyła od chwili, gdy jako dziecko obejrzała film „W pustyni i w puszczy”.

Swoim marzeniem zaraziła dzieci. Toteż gdy tylko zamieszkali w domu z ogródkiem, syn nie dawał jej spokoju: „Obiecałaś, że jak się przeprowadzimy, kupimy psa! I to musi być duży pies, bo inaczej będę się wstydził z nim wychodzić!”. Kupili miesięcznik „Mój Pies” – akurat był dog na okładce! Pozostawało tylko namówić do kupna psa głowę rodziny… – Rozkładaliśmy te dogi po całym domu – śmieje się pani Dorota. – Na każdym stoliku był jakiś dog, malutki dożek, wielkie dożysko, zdjęcia, plakaty, pisma… Oglądaliśmy też filmy o dogach na wideo i głośno się nimi zachwycaliśmy. Mąż nie dał się długo prosić. Ostatecznie przekonała go córka, a syn zadeklarował, że będzie się opiekował psem.
– Dobrze rodzina wybrała? – pytam Zygmunta Chajzera.
– Doskonale! Dogi to fantastyczne psy: łagodne i przyjacielskie, a jednocześnie robią wrażenie. I przepięknie wyglądają w biegu! Jedyną ich wadą jest to, że roztrzepują faflami ślinę – najchętniej przy lustrze – ale można się do tego przyzwyczaić…
– Syn dotrzymał obietnicy, że będzie się opiekował psem?
– Żona ma na nią wyłączność – śmieje się pan Zygmunt – bo Łazanka prędzej dałaby sobie łeb urwać, niż wyszła na spacer z kimś innym. Podobno dogi z reguły wybierają sobie jedną osobę, którą darzą szczególnym uczuciem.

Wpływ na ten wybór miało zapewne dzieciństwo dożycy. Pan Zygmunt chciał ją wychowywać zgodnie z radami szkoleniowców – nie miała mieć np. wstępu do sypialni. Pani Dorocie te metody wydały się jednak zbyt radykalne – taki malutki szczeniaczek, jak go zostawić samego? Pierwszą noc spędziła więc przy suczce, na polówce. Zmiękczyło to serce pana Zygmunta i odtąd Łazanka spała… z córką w łóżku. Dopiero gdy przestały się już razem w nim mieścić, dożyca została przetransportowana na batut. Na szczęście – wbrew przestrogom szkoleniowców – nie było z tym problemów.

Skutki spaceru
Łazance zawdzięczają ciepły dom – i życie – pozostałe trzy psy. – Wyszliśmy na ostatni spacer. Ciemno, mróz, a Łazanka gdzieś utknęła i grzebie nosem w śniegu. Podchodzę bliżej, a tam trzy szczeniaczki patrzą na mnie jak na ostatnią deskę ratunku! – opowiada pani Dorota.

– „Wiesz co, Zygmunt… Tam są takie trzy maleństwa, nie przeżyją tej mroźnej nocy, jeśli im nie pomożemy” – mówi do mnie żona – kontynuuje pan Zygmunt. – „To weź koszyk i przynieś je” – odpowiedziałem.
– Nie wyobrażałam sobie wtedy, że można mieć cztery psy – przyznaje dziś pani Dorota. – Ale cierpiały na nużycę, wyłysiały, więc pomyślałam, że takich łysych nikt nie weźmie, trzeba je najpierw podleczyć. No i zaczęłam leczenie, odrobaczanie, szczepienie… A jak wreszcie wyzdrowiały, to się już do nich zdążyliśmy przyzwyczaić.
Mimo to podjęli próbę znalezienia im domu. Oddali dwa czarne – jak się okazało, tylko na jedną noc. – Wyliśmy z tym trzecim, Miśkiem, non stop – opowiada pani Dorota. – Dostałam gorączki, chyba mój organizm się buntował przeciwko tej rozłące. Dłużej byśmy nie wytrzymali.
– Gdy czarnuszki spotkały się po dobie z Miśkiem, cała trójka odtańczyła taki obłąkańczy taniec radości, że już nigdy nie przyszło nam do głowy, żeby jeszcze raz próbować je rozdzielić – przyznaje pan Zygmunt. – Dla takich momentów się żyje, żeby zobaczyć tyle radości i miłości! – dodaje entuzjastycznie pani Dorota.
Dziś cała trójka jest nierozłączna. Nie ma między nimi żadnej rywalizacji, są w sobie zakochane, liżą się po uszach, myją sobie nawzajem łapy po spacerze, jedzą z jednej miski. Osobną ma tylko Łazanka – dla podkreślenia jej pozycji.

Własnoręczny kompromis
– Ma pan faworyta wśród trójki braci? – pytam Zygmunta Chajzera.
– To Rudi, ten podpalany. Misiek łatwo się stresuje, Mały potrafi się odszczeknąć – a Rudolf jest luzakiem.
Ta sympatia mogła być mniejsza, bo żywiołem Rudolfa jest kopanie, a pan Zygmunt marzył o pięknej trawie. Znalazł jednak kompromis: – Wydzieliłem część ogródka i własnoręcznie przygotowałem ją dla psów. Wysypałem warstwę piasku, żwiru, kamieni, na wierzchu położyłem płyty, ogrodziłem siatką i folią. Na środku dorobiłem jeszcze kolumnę z klinkieru, która jest jednocześnie kwietnikiem i toaletą dla męskiej części stada.
Trzeba przyznać, podzielił ogródek sprawiedliwie: pół na pół.
– Dziecko z biegiem czasu wymaga coraz mniej opieki, w wypadku zwierząt sytuacja się nie zmienia. Gdyby Dorota się nimi nie zajmowała, nie bardzo znalazłbym na to wszystko czas – przyznaje pan Zygmunt.
Na szczęście dla czworonogów pani Dorota jest domatorką. Przez pierwsze lata opieki nad całą czwórką w ogóle nie wyjeżdżała. Jakiś czas temu to się zmieniło. – Dziewczyna syna jest miłośniczką psów i mogę je zostawiać pod opieką ich obojga. Nie oddałabym zwierząt do żadnego hotelu. Myślę, że musiałoby się to odbić na ich psychice.

Gdy się zdarza, że syn również musi wyjechać, do opieki nad psami przyjeżdża specjalnie z Niemiec siostra pani Doroty. Cieszy się z tego zwłaszcza Łazanka, która uwielbia siostrzeńca swojej pani. Dożyca w ogóle przepada za dziećmi. – Z taką miłością zagląda do wózka wnuka – podziwia jej delikatność pan Zygmunt. – Ale czuje przed nim respekt. Najwyraźniej się zorientowała, że to ktoś bardzo dla nas ważny.

Lato ze zwierzętami
Pan Zygmunt dużo podróżuje służbowo, wielokrotnie przy okazji prowadzenia telewizyjnych teleturniejów odwiedzał różne rodziny. Jakie są jego wrażenia z tych wizyt? – Sposób odnoszenia się do zwierząt nie jest problemem w rodzinach wielkomiejskich, gorzej jest na wsi. Pies jest tam traktowany jak rzecz. A dzieci upodabniają się do świata, który je otacza, i koło się zamyka – stwierdza ze smutkiem.

Czy w takim razie nie należałoby włączać zwierząt w wizję tego świata, znajdując dla nich miejsce choćby w tak bliskim panu Zygmuntowi radiu?
– Obawiam się nadużywania zaufania zwierząt – stwierdza dziennikarz. – One trochę inaczej odbierają świat i mogłoby je to stresować.
Jednak z okazji obchodzonego w tym roku 35-lecia Lata z Radiem zwierzęta prawdopodobnie zagoszczą na antenie. – Poprowadzę konkurs, w którym wybierane będzie to, co najpopularniejsze: najsłynniejsi detektywi, najsłynniejsze sceny miłosne – również najpopularniejsze zwierzę filmowe. Pewnie można się spodziewać, że wygra Szarik, choć kto wie, czy nie zagrozi mu Myszka Miki…

Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *