Janusz Chabior – dlaczego przygarnia bezdomne zwierzęta?


Historia pojawienia się w moim życiu Batmana jest, można powiedzieć, filmowa. Pod koniec ubiegłego roku pojechałem do Przemyśla. Miałem zagrać człowieka, który lubi siedzieć na dachu i filozofować w towarzystwie psa.

Pudel, który miał mi partnerować, okazał się zgryźliwym egoistą. Udaliśmy się więc do schroniska z nadzieją, że tam znajdziemy odpowiedniego czworonożnego aktora. Lekarz weterynarii, pan Andrzej, zaproponował Batmana i to był strzał w dziesiątkę. Choć tak naprawdę nie wygląda on na hollywoodzkiego amanta: przeszedł ok. 10 operacji, po których została mu niesprawna przednia łapa, co na szczęście tylko w niewielkim stopniu utrudnia mu poruszanie się na pozostałych trzech kończynach (choć one też są posztukowane).

Rewelacyjny aktor

Między mną a Batmanem od razu coś zaiskrzyło. Wziąłem go z sobą i okazał się na planie rewelacyjnym aktorem – nie przesadzam. Urzekł mnie swoją inteligencją, spokojem i brązowymi oczami, które wciąż się we mnie wpatrywały. Miałem do czynienia z wieloma psami szkolonymi do pracy na planie filmowym, ale zawsze robiły to za jakąś nagrodę: karmę czy przywilej. W „Odwróconych” pracowałem z yorkiem, filmowym Pikusiem. W jednej ze scen miał przybijać mi piątkę i rzeczywiście to robił, genialnie, ale w drugiej ręce musiałem trzymać smakołyk – kiedy go tam nie było, piątki też nie było. Batman zaś wykonywał wszystko, o co go prosiłem. Gdy mówiłem, żeby leżał, a potem patrzył w kamerę – on to robił, bez przysmaków. Może to brzmi nieprawdopodobnie, ale naprawdę tak było. Spał ze mną w hotelu i tak spędziliśmy z sobą trzy dni.

Dotąd nie myślałem o posiadaniu psa. Zawód, który wykonuję, jest nieustającą podróżą. Nienormowane godziny pracy. W moim domu ledwo kaktusy dają radę. Poza tym w dzieciństwie i młodości miałem boksera Cezara. Ja byłem mały i on był mały, a potem razem dorastaliśmy i przeżyliśmy z sobą 16 lat. To ja go zawiozłem do uśpienia, gdy nie było już ratunku. Jakoś nie wyobrażałem sobie innego psa.

Zostańmy partnerami

Po zakończeniu zdjęć nie miałem jednak serca pojechać z Batmanem z powrotem do schroniska i tam go zostawić. Przeprowadziłem z nim męską rozmowę, wytłumaczyłem, na czym polega moja praca, że musi się dostosować, być moim partnerem, bo będziemy wszędzie razem jeździć. Długo patrzył na mnie, po czym zasnął. Uznałem to za akceptację warunków. Wieczorem wracaliśmy razem pociągiem do Warszawy. Podjąłem tę decyzję, bo będąc w jakimś sensie deterministą, uważam, że o naszym spotkaniu zdecydował los.

Od pięciu miesięcy się nie rozstajemy. Batman ma imię takie, jak w schronisku, lekarz powiedział, że liczy sobie 7-9 lat i że miał wypadek samochodowy. Ja jednak nie obserwuję u niego lęku przed pojazdami mechanicznymi, za to widzę lęk wysokości. Mieszkam na czwartym piętrze bez windy. Batman wdrapuje się na pierwsze dla gimnastyki korekcyjnej, a potem biorę go na ręce. Momentalnie staje się niespokojny i czujny. Nie mówiąc już o tym, że nie przekroczy progu balkonu, który jest spory i mógłby być jego wybiegiem. Może więc nie został przejechany, tylko wyrzucony?

Nierozłączni towarzysze

Mimo wielu podróży nie chcę go nikomu podrzucać, jesteśmy więc nierozłącznymi towarzyszami. Chodzi ze mną na próby do teatru. Ma posłanie, które rozkładam mu na fotelach na widowni i on sobie tam poleguje, czasem i cztery godziny. Przez tych wspólnych kilka miesięcy – jeśli wliczyć świąteczną podróż do Paryża – Batman pokonał już 15 tys. km. Po opuszczeniu ściany wschodniej stał się globtroterem. Nasza symbioza jest więc doskonała.

Bardzo chciałbym apelować, przekonywać i zachęcać ludzi do przygarniania psów, ale jeśli nie ma w człowieku wewnętrznej potrzeby, wtedy kończy się to niedobrze – zwierzak jest niekochany i staje się zawalidrogą, albo wraca tam, skąd przyszedł. Powiem więc tylko: bądźmy czujni na te odruchy serca, które mamy. Jeśli coś w środku przybliża nam takiego psiaka, a my czujemy, że to jest to, nie brońmy się przed tym, spróbujmy w to wejść.

Janusz Chabior – aktor Teatru Rozmaitości w Warszawie, reżyser, scenarzysta, w 2010 r. zagrał wielokrotnie nagradzaną rolę Wiktora w „Made in Poland” Przemysława Wojcieszka

wysłuchała Magdalena Ciszewska