Kaja - Psy.pl

Kaja

Psy to przyjaciele na całe życie niestety czasami nie zauważamy ich miłości, albo tak jak dzieci nie jesteśmy na tę miłość zbyt dorośli...

Kaja była mądrą suczką, jak to my mówiliśmy: była małym (trochę skundlonym) owczarkiem niemieckim. Była psem podwórkowym i mieszkała na końcu działki w kojcu. Co najśmieszniejsze była starsza ode mnie. Ale dopiero, gdy bardziej dorosłam psychicznie do tego, że w naszym domu jest pies miałam ok. 10 lat. Wcześniej w ogóle jej nie zauważałam, dla mnie nie istniała. Wtedy to dopiero zaczęłam dostrzegać, że te zwierzaki naprawdę mnie fascynują.

Zaczęło się niewinnie od oglądania zdjęć z „dzieciństwa” Kaji, a skończyło na obsesji (w dobrym słowa znaczeniu) na punkcie psów. Był także Marko (o czym zapomniałam powiedzieć na początku), który był psem służbowym mojego taty-policjanta. Czasami, gdy tata był na urlopie albo miał przerwę w pracy Marko przychodził do nas i razem z Kają spał w kojcu. Kiedyś nawet nasza sunia się oszczeniła, ale z pięciu zostało tylko jedno szczenię i tata dał je swojemu koledze. Mój tata tresował swoich „psich przyjaciół”(Marko jeździł także na specjalne szkolenia dla psów policyjnych) bo psy potrzebują szkolenia i poświęcania im czasu, dlatego Kaja potrafiła robić dużo różnych sztuczek i co najważniejsze zawsze przybiegała gdy się ją zawołało.

Te dwa psy stanowiły naprawdę zgrany duet, niestety po 12 latach pracy na komisariacie Marko zaszczekał po raz ostatni. Tak naprawdę to dopiero około rok przed „śmiercią” Kajusi zaczęłam regularnie wychodzić z nią na spacery i zajmować jak przystało na drugiego opiekuna (pierwszym i dla niej też najważniejszym był oczywiście mój tata) zrozumiałam, że skoro ten pies jest naszym towarzyszem i mieszka z nami to znaczy, że jest członkiem naszej rodziny i należy go tak traktować. Zrozumiałam, że siedzenie w kojcu całymi dniami nie jest wcale takie przyjemne szczególnie dla takiego dużego i potrzebującego ruchu psa. Niestety któregoś słonecznego dnia podczas rytualnego, codziennego spaceru zauważyłam, że Kaja dziwnie i jakoś inaczej się zachowuje. Zawołałam tatę no i niestety on widział to niezbyt pozytywnie. Następnego dnia po przyjściu ze szkoły rodzice dziwnie się zachowywali, ale, ponieważ padał deszcz nie wyszłam z psem. Później dowiedziałam się, że go już nie było… Czas spędzony z naszymi psiakami wspominam bardzo dobrze, choć chyba za późno dostrzegłam te kochane i oddane człowiekowi zwierzaki. Dziś po roku odstępu i przemyśleń znów mam przyjaciela: westie – Czikusię, która jest kochana i przypomina mi duchy moich wcześniejszych przyjaciół, których nigdy nie zapomnę.

Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *