Kochać i szanować - wywiad z Weroniką Rosati - Psy.pl
Weronika Rosati z psem na rękach

Kochać i szanować – wywiad z Weroniką Rosati

Kto ściąga gumki z włosów i czy pies ma swój honor – opowiada aktorka Weronika Rosati.

Wywiad z magazynu „Mój Pies i Kot” nr 3(21)/2017. Z Weroniką Rosati rozmawia Paulina Król.

Bugsy, pierwszy york aktorki, przeżył z nią czternaście lat. Kiedy miał osiem, uratowała mu życie, kierując się intuicją. Pewnego dnia przestał jeść, pić, wymiotował i był bardzo osłabiony. Lekarze w Nowym Jorku, gdzie wtedy studiowała, uznali, że to jakiś problem z wątrobą, i zatrzymali go w szpitaliku. Odwiedzała go na zmianę z mamą, ale z psem było coraz gorzej: tracił kontakt, chudł, nadal nic nie jadł.

Rosati z yorkiem
fot. Celestyna Król i Paweł Królikiewicz

Kiedy trzeciego dnia ostatkiem sił położył się na jej kożuchu, wiedziała, że daje jej znać: zabierz mnie do domu. Mimo że lekarka ostrzegała ją, że będzie mieć psa na sumieniu, podjęła tę odważną decyzję. Niosąc go na rękach, nagle poczuła ciepło. Bugsy zaczął sikać, a postawiony na ziemię sikał jeszcze parę minut. W klinice siedział zamknięty w boksie i wstydził się tam załatwić, taki był honorowy. Na drugi dzień pies już jadł, pił i wrócił do normalnego stanu. Jego wzroku pełnego wdzięczności aktorka nigdy nie zapomni. Gdyby go stamtąd nie zabrała, pewnie by go straciła.

Małego psa wszędzie można zabrać. Czy dlatego zdecydowałaś się na yorka?

Chociaż jako dziecko wychowywałam się z owczarkiem niemieckim Pumą, to zawsze wolałam małe psy. Znajomy aktor swoją chihuahuę zabierał na plany filmowe. I to on mnie zainspirował. Miałam przed sobą studia w Łodzi, nie chciałam być sama i uznałam, że to dobry moment na wzięcie psa, o którym marzyłam. Zadzwoniłam do hodowli poleconej przez znajomą. Nikomu nic nie mówiąc, pojechałam tam. Gromadka szczeniaków podbiegła do mnie, ale jeden kudłaty outsider stał w rogu. Od razu wiedziałam, że jest mój. Wzięłam go na ręce, a on wtulił się we mnie i zasnął. To był Bugsy.

Imię zawdzięcza tytułowej postaci z filmu, który zrobił na mnie piorunujące wrażenie. Co prawda to był gangster, ale uroczy i przystojny. Warren Beatty, reżyser i odtwórca głównej roli, jest moim idolem. Miałam okazję rozmawiać z jego żoną Annette Bening, która także gra w tym filmie. Bardzo ją ujęło, kiedy się dowiedziała, jak mój pies ma na imię.

Twój drugi york także ma filmowe imię.

Taylor Burton Lazuryt – to jego pełne imię, zdrobniale Teyli. I on był mi przeznaczony. Jak tylko zobaczyłam na stronie hodowli Lazuryt dorosłego yorka o imieniu ulubionego aktora Al Pacino, to był dla mnie sygnał. Zdjęcie Taylora wysłałam do mamy z podpisem: znalazłam mojego syna. Taylor tak jak Bugsy od razu zasnął mi na piersiach. Oczywiście wszyscy łapali się za głowę, jak ja mogę nazwać psa nazwiskiem aktorki.

Elizabeth Taylor jest dla mnie kimś wyjątkowym. Miała nieprzeciętną urodę i na koncie wiele wspaniałych kreacji aktorskich, ale była też wielką miłośniczką zwierząt i często stawała w obronie ich praw. Kochała psy, sama miała maltańczyki, z którymi się nie rozstawała. Kojarzona jest głównie z diamentami, wieloma mężami i skandalami, a mało kto wie, że za swoją działalność charytatywną otrzymała statuetkę Oscara w kategorii Humanitarian Award.

York Weroniki Rosati
fot. Celestyna Król i Paweł Królikiewicz

Liz Taylor mawiała, że „czasem myśli, iż woli zwierzęta od ludzi”. Czy Ty masz podobne odczucia?

Potrafię ją zrozumieć, bo był taki czas, kiedy spotkało ją wiele przykrości i rozczarowań, i ja mam podobne doświadczenia. Ale tak jak ona spotkałam też wspaniałych ludzi na swojej drodze. Psy mają w sobie coś takiego, że są w pełni oddane, lojalne, dają bezwarunkową miłość. Całkowite zaprzeczenie ludzi. Może też dlatego, że nie potrafią mówić, więc nie mówią głupot, niczego nie obiecują, by potem nie dotrzymać słowa. Ludzi się boję, a psów nie.

Kiedy Bugsy odszedł w lutym tego roku, wzruszająco pożegnałaś go na Instagramie.
Był moim największym przyjacielem. Dużo podróżowałam, a on zawsze mi towarzyszył, był ukojeniem w trudnych momentach, zarówno tych poważniejszych, jak i przyziemnych, jak walka z karaluchem. Histerycznie boję się tych owadów, więc kiedy jeden pojawił się w mieszkaniu w Los Angeles, próbowaliśmy wygonić go razem: ja krzyczałam, Bugsy szczekał, no i się udało.

Uwielbiali go wszyscy. I w szkole filmowej, gdzie wzbudzał czułość, i na planach filmowych, gdzie bywał na rękach wspaniałych aktorów. Jednego z przyjaciół mojego taty tak zauroczył, że ten obiecywał za niego złote góry.

Oczywiście tata był nieugięty, bo kochał Bugsy’ego, jak cała moja rodzina. Bugsy był też bardzo ufny. Jako szczeniak złapał w lesie kleszcza na nosku. Nie miałam wtedy pojęcia, jak go wyjąć. Nie zapomnę jego pyszczka. Leżał przede mną i z ufnością patrzył mi głęboko w oczy. Ja płakałam, on piszczał, ale się nie ruszył, a tata przez telefon instruował mnie, co mam robić. Nigdy ze strony człowieka nie doświadczyłam takiego pełnego oddania spojrzenia. Po raz pierwszy poczułam wtedy, że jestem za kogoś naprawdę odpowiedzialna.

Yorki są często wykorzystywane jako psi terapeuci. Czy po wypadku czułaś ich wsparcie?

Bardzo w to wierzę, że zwierzęta zdejmują z nas i choroby, i stres. Jestem osobą nadpobudliwą, typową nerwuską. Stres co prawda napędza mnie do działania, ale potrzebuję tych chwil z przytulonym Taylorem. Najlepiej też przygotowuję się do ról, kiedy w domu jestem tylko z psem. A po wypadku zarówno jeden pies, jak i drugi często leżały blisko mojej chorej nogi, a Taylor kładł się wręcz na chorej stopie. Bugsy wąchał gips i obserwował.

Któregoś dnia przyszłam do domu o kulach, ale już bez gipsu. Bugsy spojrzał na nogę, na mamę, na mnie, znowu na nogę i zaczął radośnie merdać ogonem. Jakby zrozumiał, że coś się zmieniło na lepsze.

Jak Bugsy zareagował na pojawienie się drugiego psa?

Bezpośrednio po wypadku nie mogłam się zajmować Bugsym, dlatego opiekowali się nim rodzice. Podczas odwiedzin czułam, jak bardzo zżył się z nimi, a oni z nim. Pomyślałam o drugim psie, żeby zabierając Bugsy’ego, nie sprawić przykrości ani rodzicom, ani jemu. Strasznie się bałam jego reakcji. Czułam się tak, jakbym dokonywała zdrady i zamierzała zostawić kogoś dla kogoś innego. Nigdy wobec nikogo nie czułam się tak winna, jak wobec tego psa.

Serce mi waliło, gdy przyszłam z Taylorem do rodziców. Bugsy podszedł do mnie, ale zobaczył Taylora, odwrócił się i przestałam dla niego istnieć. To było traumatyczne przeżycie, bo czułam, jaką zrobiłam mu przykrość. Bardzo pomogła nam behawiorystka, dzięki której Bugsy zaakceptował Taylora i chyba mi wybaczył.

Pół roku przed jego śmiercią lekarze doradzali, żeby go uśpić. Uznałam, że ma prawo odejść wtedy, kiedy chce, i będzie fair wobec niego, żeby to się stało w domu. Był bardzo chory, ale na mój widok zawsze ostatkiem sił podnosił się z posłania. On chciał jeszcze żyć, chciał pobyć z nami. Gdy Bugsy zmarł, Taylor chodził po całym mieszkaniu, wąchał jego posłanie, patrzył pytająco na moją mamę, był osowiały. Psy mają duszę i emocje podobne do naszych, trzeba to poznać, kochać i uszanować.

Rosati na kanapie z yorkiem
fot. Celestyna Król i Paweł Królikiewicz

Taylora nazywasz diabełkiem, bo dawał Ci się we znaki.

Jedyną rzeczą, jaką zniszczył mi Bugsy, był mój indeks. Taylor ma więcej na sumieniu, na przykład moje nowe szpilki. Mimo że jest już wychowany, to nadal kradnie długopisy i rozbiera je na czynniki pierwsze. Swego czasu wskakiwał mi do miski z sałatą i musiałam jadać na stojąco.

Dopiero moja mama, która ma wyjątkowy talent pedagogiczny wobec psów, oduczyła go tego. Wystarczyły jej trzy dni. Taylor namiętnie zdejmuje też gumki i spinki z włosów. Woli u kobiet, jak to facet, włosy rozpuszczone.

Na Instagramie masz hasztag „mustlovedogs”. Czy to sygnał dla partnera?

Byłoby straszne związać się z osobą, dla której pies jest przeszkodą. Na ultimatum albo ja, albo pies, odpowiadam szczerze – pies, i koniec rozmowy. Pies ma swoje prawa.

Weronika Rosati – utalentowana aktorka telewizyjna i filmowa, absolwentka słynnej szkoły aktorskiej Lee Strasberga w Nowym Jorku, członkini Europejskiej
Akademii Filmowej.

Autor: Paulina Król
Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *