Krystyna Krynicka - Psy.pl - mamy nosa!

Krystyna Krynicka

Moi rodzice zawsze mieli psy. Moja córka też marzyła o psie i w końcu go dostała - czarnego spaniela, który był zupełnym wariatem. Byliśmy do niego bardzo przywiązani, ale nasz stosunek do kotów jest zupełnie inny. Pierwszy kot, Smisio, został kupiony razem z domem na wsi. Gdy zmarł poprzedni właściciel, kot zniknął na rok i wrócił po naszym wprowadzeniu się. Początkowo bardzo się bał, ale szybko się do nas przyzwyczaił.

Gapcia jest do niego bardzo podobna – pewnie istnieje między nimi jakieś pokrewieństwo, w końcu pochodzą z tej samej miejscowości, która składa się z sześciu domów. Któregoś dnia mój mąż (poeta Ryszard Krynicki – przyp. red.) poszedł po drewno do stodoły i zastał tam trzy maleńkie kotki. Ich matka, gdy tylko się zorientowała, że ktoś zauważył kocięta, przeniosła je na strych stajni. Co rano i co wieczór bawiły się na dziurawym dachu, a my oglądaliśmy je godzinami. Z czasem z rodzeństwa została tylko Gapcia – pozostałą dwójkę zagryzły psy sąsiadów. Chcieliśmy zabrać ją z sobą do Krakowa, ale była dzika. Na szczęście była też ciekawska.Pewnego wieczoru wraz z córką zastawiłyśmy na nią pułapkę. Siedziałam przed domem i bawiłam się z kotką motkiem wełny. Córka zostawiła zapalone światło w sieni i w pokoju, a sama schowała się za drzwiami. Gapcię tak to zainteresowało, że weszła do środka. Następnego dnia zabraliśmy ją do naszego krakowskiego mieszkania. Podróż była koszmarna – Gapcia miauczała, a właściwie wyła przeraźliwie przez całą drogę – 8,5 godziny! W mieszkaniu nie chciała wyjść z koszyka. Postawiłam go przed lustrem. Mówi się, że koty nie widzą swego odbicia, a to nieprawda. Gapcię tak zainteresował „drugi kot”, że zaczęła zwiedzać mieszkanie. Przez miesiąc spała w nogach naszego łóżka, ale nie pozwalała się dotknąć – w końcu któregoś dnia Ryszard zaczął ją głaskać przez kołdrę. Bardzo jej się to spodobało i teraz jest największym pieszczochem. Gapcia to nasz najstarszy kot – mamy ją od siedmiu lat.

Następna była Bubi. Gdy poszłam kiedyś w Nowym Świecie kupić jajka od sąsiadki, ta powiedziała: – Niech pani zobaczy, tu taki mały kotek się przyplątał, nie umie jeszcze jeść. Pochyliłam się, a kotek przyczepił się do mojej bluzki i przyniosłam go do domu zamiast jajek. Karmiliśmy Bubi pipetką. Miała otwartą przepuklinę, była poraniona – słowem, najbrzydszy kot na świecie. A dziś to nasza najpiękniejsza kotka – wygląda niezwykle egzotycznie, jest szara, ale zamiast pręg ma cętki. Przepuklinę zoperowaliśmy, rany się zagoiły, okazało się jednak, że ma wrodzoną wadę wątroby i musi regularnie dostawać sterydy i antybiotyki. Troska o jej zdrowie spowodowała, że jest trochę rozpieszczona – przy śniadaniu domaga się od Ryszarda, by dzielił się z nią śmietanką i twarożkiem.

Zrozumiałe, że trochę się potem bałam jeździć na wieś – dwa koty na dwie osoby i cztery ręce do głaskania to trochę dużo. Parę lat temu wybrałam się tam z przyjaciółką i zaraz pojawiła się biało-czarna kotka z czworgiem kociąt. Po paru dniach wieczorem dwa kotki weszły do domu i postanowiły spędzić noc w schowku pod schodami. Tak już zostało i gdy nadeszła pora wyjazdu, zabrałam Fenkę i Gulcię (tak je później nazwaliśmy) do Krakowa. Fenka była moją wielką miłością od początku – składała się właściwie wyłącznie z uszu.

W naszej kociej gromadzie bywa różnie. Gapcia – delikatnie mówiąc – nie przepada za Bubi. Bulka i Fenka były w tej dobrej sytuacji, że są dwie. Poza tym małe koty się nie boją, uważają, że świat należy do nich. Gapcia je wychowuje i czasem dotkliwie policzkuje – ale one to pokornie przyjmują.

To nie wszystkie kocięta, które przewinęły się przez nasze życie – wiele innych znalezionych oddaliśmy w dobre ręce. Nikogo jednak nie namawiałabym do przygarnięcia zwierzęcia, jeśli nie ma takiej potrzeby i nie zdaje sobie sprawy z ogromnej odpowiedzialności. Trzeba mieć świadomość, że w jakiś sposób mieszkanie ze zwierzęciem określa nasze życie i albo potrafimy to zaakceptować, albo nie.

Wielką krzywdę robimy zwierzęciu, gdy je przygarniamy, a potem porzucamy. Jeśli więc ktoś za zwierzętami nie przepada, to ważne tylko, by im nie szkodził. Odradzam też sprawianie zwierząt małym dzieciom – często nieświadomie je dręczą, a, niestety, rodzice nie zwracają na to uwagi.

Wierzę w spotkania ludzi i zwierząt. W to, że są takie chwile, iż zwierzę potrzebuje człowieka, ale i człowiek potrzebuje zwierzęcia, właśnie tego, które spotkał.

Krystyna Krynicka, właścicielka Wydawnictwa A5

Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *