Ku przestrodze - Psy.pl - mamy nosa!

Ku przestrodze

Ciężarówka swoją wielkością blokowała niemal całą szerokość drogi. Zdążyłam pomyśleć, że z pewnością zaraz się zatrzyma dając nam możliwość bezpiecznego przejścia. Rozległ się tylko klakson a ciężarówka dalej na nas pędziła nawet nie zwalniając. Odwróciłam się ruszając w stronę Berty.

Z Warszawy przenieśliśmy się nad Dadaj półtora roku temu, ciesząc się, że nasza sunia dożyje szczęśliwej starości wśród pól i łąk gdzie można spacerować pustymi, polnymi drogami. To był piątek 20-lutego 2009. Piękny, słoneczny dzień, widoczność aż po horyzont. Przed obiadem, ok. wpół do drugiej zabraliśmy z mężem psy na spacer. Wybraliśmy pustą, około 400 metrową drogę, która wzdłuż naszej posesji prowadzi do jedynego gospodarstwa przy lesie.

Byliśmy zadowoleni, że 13-letnia sunia, mieszaniec dużej rasy, cierpiąca na stawy tak dzielnie sforsowała pierwsze wzniesienie, widocznie leczenie kupionym dwa dni wcześniej preparatem daje dobre wyniki. Nie chciałam jej jednak przeforsować, więc w pewnym momencie postanowiłam wracać do domu. Mąż natomiast z młodziutkim podhalanem skręcił w polną ścieżkę poniżej wzniesienia. Byłam kilka, może 5 metrów przed moją sunią, zachęcając ją aby szła za mną gdy się odwróciłam w stronę szosy zauważyłam czerwoną ciężarówkę pędzącą od szosy w naszym kierunku.

Ciężarówka swoją wielkością blokowała niemal całą szerokość drogi. Zdążyłam pomyśleć, że z pewnością zaraz się zatrzyma dając nam możliwość bezpiecznego przejścia. Rozległ się tylko klakson a ciężarówka dalej na nas pędziła nawet nie zwalniając. Odwróciłam się ruszając w stronę Berty. Niestety nie dane mi było do niej dotrzeć, gdy ciężarówka ocierając się o mnie przemknęła tratując tył naszej suni. Jej schorowane łapy nie pozwoliły jej wskoczyć na wysokie pobocze, nie miała szans. Ciężarówka pojechała dalej, jakby nic się nie stało. Zaczęłam krzyczeć do męża. Wybiegł z boku, krzyczał i dawał znaki kierowcy aby się zatrzymał starał się, biegł chwilę za ciężarówką. Gdy dotarł do mnie namówiłam go aby zostawił mnie z Bertą, zabrał drugiego psa do domu i zadzwonił do weterynarza.

Berta leżała nieruchoma, ale żyła. Tuliłam jej pysk, gdy nagle usłyszałam i zobaczyłam powracającą ciężarówkę. Zerwałam się stanęłam na środku drogi, machając rozpaczliwie aby kierowca się zatrzymał. Tym razem nawet nie nacisnął na klakson tylko pędził na nas. Instynkt kazał mi wskoczyć na ośnieżone, śliskie wysokie pobocze a ciężarówka drugi raz przejechała po suni. Berta ostatnim wysiłkiem podniosła głowę i zawyła z bólu. Wyglądała przerażająco, cały tył zmiażdżony, powykręcany, narządy wewnętrzne na wierzchu, ale oddychała jeszcze gdy dotarł weterynarz. Nic nie zostało do zrobienia tylko uśpić moją ukochaną przyjaciółkę. „Jeno wyrwij mi z tych oczu, szkło bolesne obraz dni” nie ma bezpiecznych dróg ani ścieżek.

Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *