Kundelek z immunitetem - Psy.pl - mamy nosa!

Kundelek z immunitetem

Gdyby Rudzik trafił do schroniska, zginąłby w tłumie podobnych psów. A tak ma namiastkę domu - wprawdzie na ulicy, ale wśród życzliwych ludzi

Była jesień. Pewnego dnia Regina Dąbrowska, emerytowana nauczycielka ze Zgierza, wyglądając przez okno na podwórko, zobaczyła, że coś się rusza w stosie zgrabionych liści. To niewielki rudy kundelek ubijał je łapami i próbował się w nich zagrzebać, aby się ochronić przed chłodem.

– Z daleka trudno go było dostrzec, bo jego futro zlewało się z otoczeniem. Zwłaszcza że był tak wychudzony, jakby to było pół psa – mówi Regina Dąbrowska. – Wystraszony, wybrał najdalszą kopę liści. Ktoś go musiał w przeszłości katować, bo jak się go dotknęło choć czubkiem palca, to skakał ze strachu w powietrze.

Mieszkanko pod balkonem
Rudzik, bo tak dostał na imię, z kilkudziesięciu balkonów na parterze wybrał akurat ten należący do pani Reginy. Spał pod nim na betonowych płytkach i prawie się stamtąd nie ruszał. Chyba od początku czuł, że to może być jego dom. – Zaczęłam go karmić i tak już został – mówi pani Regina. – Jakbym mogła nie pomóc takiemu biednemu psu…

Niestety, wziąć go do domu nie mogła, bo nie mieszka sama, a jej rodzina ma już czworonoga. Kundelkiem zaczęli się opiekować też inni mieszkańcy. Ktoś wyniósł mu koc, inny kurtkę, jeszcze inny – stary sweter. Spał w tekturowym pudle, a miseczkę miał zawsze pełną.

– Wreszcie poszłam do spółdzielni i powiedziałam: Mam problem. Czy mogłabym prosić o budę? – wspomina pani Regina. – Spojrzeli na mnie i zaczęli się śmiać, bo jak to: w blokach buda? Ale ja błagałam, prosiłam i w końcu pan kierownik się zgodził. Nie wiem, czy wzruszył go los psa, czy moje kalectwo, ale po kilku tygodniach Rudzik miał budę.

Uciekaj, Rudzik, uciekaj!
Niestety, gdy buda stanęła, pojawiły się problemy. Pies, który dotąd sąsiadom nie przeszkadzał, teraz podobno zaczął szczekać za głośno, ganiać dzieci, brudzić. Spółdzielnia pod wpływem skarg części mieszkańców zabrała budę, a psa postanowiono oddać do schroniska.

Rudzik nie chciał jednak opuszczać swojego domu. Mieszkańcy, którzy pokochali psa, zaczęli go razem z Reginą Dąbrowską pilnować. Jak tylko podjeżdżał patrol, ktoś biegł do niej i wołał: Trzeba Rudzika ratować! – a ona szła o kulach prosić, aby psa nie zabierali. Zresztą Rudzik swój rozum ma i sam czuł, kiedy trzeba uciekać. Ostrzegali go też mieszkańcy, bo zawsze któryś z czuwających sąsiadów otwierał okno i krzyczał: Uciekaj, Rudzik, uciekaj! – wtedy pies podkulał ogon i zmykał między bloki. Wracał dopiero po zmroku.

Prezydent spieszy na odsiecz
Pies miał trafić do Elżbiety Andrzejewskiej, prezes fundacji Medor prowadzącej przytulisko w Zgierzu. Uznała ona jednak, że to zły pomysł, aby go zabierać z miejsca, które sobie wybrał.

– Wiedziałam też, jak bardzo pani Regina pokochała tego psa, a i Rudzik wręcz mówi ludzkim głosem, kiedy ją widzi. Są dla siebie stworzeni – uważa Andrzejewska. – Skoro nie może wziąć Rudzika do domu, to niech on zostanie tam, gdzie jest.

Starsza pani, która choruje na cukrzycę i z trudem się porusza, zaczęła zbierać podpisy poparcia, aby Rudzik został pod jej balkonem. Sąsiedzi pomogli, ale sama zebrała czterdzieści. Cóż to zresztą takiego, skoro mówi, że dla Rudzika była gotowa odebrać sobie życie. W krytycznym momencie konfliktu z pomocą Rudzikowi przyszedł też prezydent Zgierza, który wzruszył się jego historią. – Przeczytałem w lokalnym piśmie, że na naszym osied­lu straż miejska przepędza psa – wspomina Jerzy Sokół, prezydent Zgierza. – Sam mam chorą sukę Sambę i wiem, co to znaczy kochać zwierzę. Chciałem ludziom, którzy się Rudzikiem opiekują, jakoś pomóc. I wpad­łem na pomysł, aby dać mu immunitet. Oczywiście nie ma takiej formy prawnej, ale chodziło o to, aby wysłać wyraźny sygnał do straży miejskiej, że nie należy go ruszać. Natychmiast podniosły się głosy, że jest tyle innych psów, którym trzeba pomóc, że Rudzik na pewno kogoś zaraz pogryzie. Ale cóż, funkcja publiczna oznacza przede wszystkim branie na siebie odpowiedzialności. Miasto to przecież nie tylko ludzie, ale także zwierzęta, a wśród nich bezdomne psy. W ten sposób chciałem pokazać, że podejmując decyzje, władze Zgierza będą się kierować sercem.

– Bardzo zręcznie sobie to prezydent wykombinował, bo kto taki ten nasz Rudzik: taki biedny, ze śmietników, a ma immunitet jak poseł – cieszy się Regina Dąbrowska.

Immunitet immunitetem, a pilnować trzeba
Pewnego ranka pod balkonem pani Reginy znów pojawiła się buda. Piękna, ze zdejmowanym dachem. Pies został wykastrowany, ubezpieczony od odpowiedzialności cywilnej, dostał obrożę.

Pani Regina spędza z nim każdy dzień. W nocy wstaje, by go uciszać, czyści codziennie budę i miseczki, bo immunitet immunitetem, ale ludzie nie mogą się skarżyć. – Wiadomo, że ten immunitet to tylko symbol – mówią mieszkańcy ul. Leśmiana – bo przecież w Zgierzu bezdomnych psów jest więcej, a jeszcze więcej jest u nas nabrzmiałych zwierzęcych problemów.

Jednak dzięki temu, że Rudzik stał się sławny i zaczęli tu bywać dziennikarze i wycieczki szkolne z całego Zgierza, aby zobaczyć psa z immunitetem – spory o niego ucichły. W pobliskiej szkole zawisły zdjęcia i rysunki przedstawiające go, a dzieci zainteresowały się losem bezdomnych zwierząt.

– Dla mnie, starego belfra, ważne jest to, że te dzieciaki, które czasem rzucały w Rudzika kamieniami, zrozumiały, że warto walczyć o zwierzęta – mówi Regina Dąbrowska. – Bo przecież zainteresował się biednym psem sam prezydent. O wielkości człowieka świadczy to, nad jak małymi sprawami się pochyla.

Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *