Łapy, które zastępują ręce i nogi - Psy.pl

Łapy, które zastępują ręce i nogi

W Stanach Zjednoczonych czworonogi są szkolone do pomocy inwalidom wojennym z Iraku i Afganistanu, a ostatnio zaczęły wspierać psychicznie żołnierzy w bazach wojskowych na terenie tych krajów

Jose Ramos z Chicago ma 26 lat. Mimo młodego wieku jest inwalidą wojennym. Cztery lata temu stracił w Iraku lewą rękę. W opancerzony samochód, którym jechał, trafił pocisk artyleryjski. – Świat mi się kompletnie zawalił – wspomina Jose. Dzisiaj na jego twarzy nie widać już załamania. Przeciwnie – tryska energią, studiuje w college’u. Wrócił do normalnego życia. – Nie stałoby się tak, gdyby nie Stryker, mój najlepszy przyjaciel. To on pomógł mi wyjść z dołka i na co dzień pomaga mi radzić sobie z kalectwem – mówi Jose, poklepując czteroletniego czarnego labradora.

Sprawdzą psa i weterana
Stryker jest jednym z kilkunastu psów wyszkolonych w ostatnich latach przez organizację The Guide Dog Fundation, która od 1945 roku specjalizuje się w przygotowywaniu czworonogów dla weteranów amerykańskiej armii. Do chwili wybuchu wojny w Iraku szkoliła przede wszystkim czworonożnych przewodników, którzy pomagali niedowidzącym żołnierzom. Konflikt na Bliskim Wschodzie zdecydował o opracowaniu nowego programu szkolenia psów.
– Od początku wojny rannych zostało dwadzieścia tysięcy amerykańskich żołnierzy. Ponad pięciuset z nich wróciło do domu jako inwalidzi. Stracili nogi, ręce. Uznaliśmy, że im również trzeba jakoś pomóc. Tak powstał program VetDogs – tłumaczy Mike Sergeant, koordynator psich treningów w GDF, weteran wojny w Wietnamie.
Pierwsze szkolenia psów dla żołnierzy z amputowanymi kończynami zorganizowano w 2004 r. Zgłosiło się 30 młodych weteranów. Niestety, ponad połowie trzeba było odmówić. Choć fundacja współpracuje z kilkudziesięcioma ośrodkami szkoleniowymi w całym kraju, a także schroniskami, nie udało się znaleźć tylu psów, które spełniałyby surowe kryteria programu. Do szkolenia angażowane są bowiem jedynie trzy rasy: labradory, goldeny i owczarki niemieckie. – Mają one odpowiednie gabaryty i są wystarczająco silne, by w razie potrzeby pomóc utrzymać równowagę człowiekowi z amputowaną nogą – tłumaczy Mike.
Podczas szkolenia psy uczą się posłuszeństwa i chodzenia na krótkiej smyczy. – Tak wygląda pierwszy etap, który prowadzony jest przez naszych pracowników jeszcze w ośrodkach szkoleniowych. Potem zwierzaki trafiają do centrum treningowego w Smithtown w stanie Nowy Jork – opowiada Mike.
Kwalifikowane do programu są jednak nie tylko psy. Pracownicy fundacji dbają o to, by zwierzęta trafiły w dobre ręce. Zanim dojdzie do spotkania późniejszych kompanów, przeprowadzają wywiad środowiskowy. Wolontariusze odwiedzają domy żołnierzy inwalidów wojennych. Sprawdzają, w jakich warunkach będzie żył zwierzak i czy jego przyszli opiekunowie są gotowi, by go przyjąć. – Zdarzało się, że rodziny, u których byliśmy, miały wcześniej psy, ale nie podołały obowiązkom i musiały oddać je do schroniska. Nie możemy pozwolić, by taka historia się powtórzyła – mówi Wells Jones, dyrektor wykonawczy The Guide Dog Fundation.

Jak głaszcze proteza
Gdy wszystkie kryteria zostaną spełnione, zgłaszający się po psa żołnierz otrzymuje list z zaproszeniem na szkolenie w Smithtown. Trwa ono od czterech do sześciu tygodni. Ze względu na różne schorzenia weteranów z psami pracuje się indywidualnie. Na początku szkoleniowcy oswajają je z kulami, protezami, wózkami inwalidzkimi itp. – Psy inaczej reagują na głaskanie sztywną i zimną protezą – tłumaczy Mike.
Gdy poznają już nietypowe przedmioty, uczą się z pozoru prostych, ale dla kalekich żołnierzy czasem trudnych do wykonania czynności: otwierania i zamykania drzwi, podnoszenia upuszczonych przedmiotów, włączania i wyłączania światła w pokoju itp. – Spośród umiejętności, które psy zdolne są posiąść, wybieramy te, które najbardziej przydadzą się ich przyszłym właścicielom – mówi Mike. – Przy uczeniu wielu trików, jak choćby podnoszenia kluczy czy otwierania drzwi, używamy klikerów. To sprawdzona i skuteczna metoda.
Psy pomagają też w inny sposób. Na przykład Stryker nosi torbę z książkami potrzebnymi Josemu podczas wykładów. – Pocisk, przez który straciłem rękę, uszkodził również mój kręgosłup. Nie mogę nic dźwigać. Stryker nosi za mnie podręczniki, co bardzo ułatwia mi życie. Muszę tylko uważać, by nie ważyły więcej niż 10-kg, bo tyle maksymalnie pies może mieć w torbie – opowiada Jose.
Czworonogi szkoli się też, by pomagały utrzymać równowagę tym, którzy na wojnie stracili nogę. – Współczesne protezy pozwalają normalnie funkcjonować, ale mija trochę czasu, zanim pacjenci się do nich przyzwyczają. W tym okresie pies okazuje się niezbędny – wyjaśnia szef szkolenia w GDF. W praktyce wygląda to tak, że czworonogowi przypina się sztywną uprząż (taką jak dla osób niedowidzących), za którą inwalida go trzyma. Pozwala mu to zachować równowagę na równej powierzchni, a nawet zejść ze schodów bez poręczy.
Jak podkreślają weterani, którym udało się zakwalifikować do programu VetDogs, jest jeszcze jeden, być może najważniejszy, skutek posiadania psa. – Otrzymując go, dostajesz szansę nie tylko na powrót do zdrowia fizycznego, ale i psychicznego – podkreśla Jose. – To niesamowite, jak zmieniło się moje życie. Po powrocie z Iraku nie wiedziałem, co będę robić. Wydawało mi się, że jestem bezużyteczny. Dopiero moja przyjaciółka powiedziała mi o istnieniu fundacji i namówiła do złożenia podania. Jose zaprzyjaźnił się ze Strykerem jeszcze w trakcie szkolenia. – Jak tylko go zobaczyłem, coś we mnie drgnęło. Spojrzał na mnie tymi swoimi wielkimi, radosnymi oczyma, jakby chciał powiedzieć: „nie martw się, wszystko będzie OK” – opowiada Jose.
Podobnie o swojej czworonożnej asystentce Cindy mówi sierżant Dennis Cline, który stracił w Afganistanie lewą rękę. – Wielu chłopaków jest w podobnej sytuacji. Wracają z frontu jako inwalidzi wojenni. Myślą, że dla nich normalne życie już się skończyło. To nieprawda, a ja i inni, którzy mieli szczęście dostać psa z fundacji, są tego doskonałym przykładem – mówi Dennis. Odkąd Cindy pojawiła się w jego życiu, przestał mieć kłopoty ze snem. Nie budzi się już w środku nocy, nie ma koszmarów.

Włochate gąbki na stres
Specjaliści z fundacji wyciągnęli wnioski z tego, że zwierzaki pomagające inwalidom udzielają im też wsparcia psychicznego. Dlatego zdecydowali się na uruchomienie kolejnego programu, tym razem z myślą o żołnierzach przebywających na misjach wojskowych. Chodzi w nim o zwalczanie stresu związanego z wykonywaniem zadań bojowych i życiem z dala od domu. Psy mają dawać żołnierzom spokój i radość – zarówno podczas spotkań grupowych, jak i indywidualnych.
– Musieliśmy je przygotować do przebywania w warunkach polowych, przyzwyczaić do większego hałasu. W bazach wojskowych cały czas coś się dzieje: lądują śmigłowce, samoloty, przewozi się ciężki sprzęt. Czworonogi muszą się także oswoić z towarzystwem większej grupy ludzi. – mówi odpowiedzialny w fundacji za szkolenia Mike Sergeant.
Dwa czarne labradory, Budge i Boe, jeszcze przed świętami Bożego Narodzenia wysłano do Iraku. Major Stacie Caswell, dowódca 85. jednostki medycznej, jest nimi zachwycony: – Choć mamy na miejscu mnóstwo psychologów, którzy pracują z żołnierzami, to pomoc psów okazała się nieoceniona. Nie zawsze rozmowa z lekarzem skutkuje tak, jak zwykła zabawa z czworonogiem.
Choć Budge i Boe są w Iraku dopiero miesiąc, w fundacji rozdzwoniły się telefony z gratulacjami. – Lekarze z jednostki, do której trafiły nasze psy, są zdumieni tak dobrymi wynikami psiej terapii. Do psychologów trafia mniej żołnierzy. Przebywanie w obecności czworonogów, a nawet już samo wyprowadzanie ich na spacer koi nerwy naszych chłopaków i sprawia, że na ich twarzach pojawia się uśmiech – cieszy się Wells Jones. Ubolewa jednak, że do Iraku pojechały tylko dwa labradory. Nie ma pieniędzy na szkolenie większej ich liczby. Fundacja jest organizacją non profit i utrzymuje się przede wszystkim z dotacji i pieniędzy sponsorów.

Weteran nie płaci za psa ani centa
Dzięki specjalnym programom opracowanym dla amerykańskiej armii udało się nawiązać współpracę z Departamentem ds. Weteranów Wojennych. Co roku urząd przekazuje GDF środki, które starczają na wyszkolenie od pięciu do ośmiu psów. Wells nie chce zdradzić, ile dokładnie kosztuje przygotowanie do pracy czworonożnego terapeuty. Przyznaje tylko, że kwota ta sięga kilkudziesięciu tysięcy dolarów. Wszystko zależy od tego, skąd pochodzą chętni na psy. Koszty rosną, jeżeli trzeba kogoś sprowadzić z innego stanu i zapewnić mu pobyt w Smithtown przez kilka tygodni. Weterani, którzy zgłosili się do programu nie płacą jednak ani centa.
– Niezależnie od tego, ile kosztowałoby wyszkolenie psa, będziemy to robić – zapewnia Jones. – Nasi żołnierze muszą wiedzieć, że czekamy tu na nich i chcemy im podziękować za przywracanie pokoju na świecie. Dlatego największą zapłatą jest dla mnie uśmiech zadowolonego chłopaka, który dzięki nam może wrócić do normalnego życia, w którym będzie się między innymi bawić z naszymi psem.

Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *