Latarka świeci dla zwierząt - wywiad z Kasią Moś - Psy.pl
Kasia Moś z psami

Latarka świeci dla zwierząt – wywiad z Kasią Moś

O Felusiu z kamieniami w brzuchu i odważnej sesji z kundelkami dla „Playboya” – opowiada Kasia Moś.

Fragment wywiadu z magazynu „Mój Pies i Kot” nr 5(23)/2017. Z Kasią Moś rozmawia Paulina Król.

Małą Kasię połączyła ze zwierzętami magiczna więź. Czuła ich ból i cierpienie, i już wtedy wiedziała, że to właśnie im poświęci cząstkę swego życia. Pierwszą poważną akcją, jaką przeprowadziła, była demonstracja z zaprzyjaźnionymi dziećmi. Chodziło o suczkę Nukę błąkającą się po Węgierskiej Górce, w której parę razy spędzała wakacje. Wcześniej, ilekroć była burza, siedziała z Nuką na dworze, dopóki burza nie ustąpiła. Wreszcie postanowiła wymóc na mamie, aby zabrać sunię do domu.

Zwołała dzieci z okolicy i namówiła je, by stały wraz z nią i płakały tak długo, aż pies nie wsiądzie do samochodu. Kasia płakała naprawdę, a dzieciaki tylko udawały, ale protest po godzinie okazał się skuteczny. Rodzice ustąpili. I co zrobiła suczka, gdy wsiadła do auta? Zwymiotowała wprost na skrzynię biegów! Przez następnych wiele lat Nusia była ukochanym pieskiem całej rodziny, ale Kasia kochała ją najbardziej.

fot. Instagram / Kasia Moś

Nuka była pierwszym adoptowanym psem. Teraz masz ich już pięć…

I dwa koty. Z wyjątkiem Coco, suczki w typie pekińczyka, wszystkie pozostałe zwierzaki są przygarnięte. Coco przez parę lat była jedynaczką rozpieszczoną do granic możliwości. Kiedy więc z bytomskiego schroniska, gdzie kiedyś byłam wolontariuszką, adoptowałam Zetkę, musiała się nauczyć oddawać zabawki i zaakceptować nową domowniczkę. Zetka jest czystej rasy jamnikowatym kundelkiem z ludzkim wyrazem oczu. To bez wątpienia najmądrzejszy pies, jakiego znam. Za nią tęsknię najbardziej, kiedy wyjeżdżam, bo łączy nas wyjątkowa więź.

Gagę wypatrzyłam koło więzienia, kiedy wracałam z jakiejś imprezy samochodem. Nie mogłabym spokojnie zasnąć, gdybym tam nie wróciła. Czułam, że ona potrzebuje pomocy. Nie było łatwo ją zwabić, mimo że dawałam jej wodę i jedzenie. Ciągle mi uciekała, w dodatku na jezdnię. Wreszcie po dwóch godzinach czekania wzięłam ją na ręce. Miała pazury tak długie, że aż pozakręcane dookoła i przerażające, dzikie oczy. Strasznie mnie podrapała, ale udało mi się zabrać ją do domu. Była bardzo wystraszona i pomalutku musieliśmy ją wszystkiego uczyć.

Wkrótce dołączył do naszego stada Feluś. Jechaliśmy z tatą do znajomych i nagle przy drodze mignął mi szkielet psa. Było 20 stopni mrozu i nie dawało mi to spokoju, więc zawróciliśmy. Psa nie było, ale nie daliśmy za wygraną i krążąc, wołaliśmy: piesku, piesku. Już traciliśmy nadzieję, gdy nagle się pojawił. Tak wycieńczonego psa nigdy wcześniej nie widziałam. To były kości powleczone skórą. Łzy same napływały mi do oczu. Daliśmy mu coś do zjedzenia i zabraliśmy do auta. Pierwsze, co zrobił Feluś, to wskoczył na kanapę i zwymiotował czymś, co przypominało grubą kiełbasę, a były to kamienie zmieszane z podanym przez nas jedzeniem. W nocy spał ze mną, wtulony pod kołdrą.

Rano u weterynarza okazało się, że w jego brzuchu jest ze dwa kilo kamieni wapiennych, które połykał z głodu. Groziła mu operacja, ale dostał na noc leki przeczyszczające. Obudziło mnie dziwne uderzenie, a to Feluś wydalił cały swój balast. Zaopatrzyłam go w ubranko, żeby nie marzł, ale i tak było widać, jak bardzo jest wychudzony. Na spacerach patrzono na nas jak na oprawców, którzy zagłodzili swojego psa. Teraz jest grubiutki, bo wcina za czterech.

W programie TVN „Misja Pies” poznajemy Twoją suczkę Mimi. Jak trafiłaś do programu?

Dzięki mojemu fryzjerowi Łukaszowi Urbańskiemu, który czesze także Joasię Krupę. Poszukiwano osób, które chcą przygarnąć psa, a ja podczas preselekcji do Eurowizji zwierzyłam mu się, że chciałabym zaadoptować kolejnego psa.

Jestem propsia, a właściwie prokundelkowa. Wykorzystuję więc każdą okazję, by promować hasło: nie kupuj, adoptuj. Pomyślałam, że to byłaby świetna okazja, aby przedstawić wszystkie nasze zaadoptowane psy, nie tylko moje, ale też te, które są w naszej rodzinie. Żeby pokazać, że w rodzinie jest siła, że się wspieramy, że sobie pomagamy.

Laluś, weteran wojny na Ukrainie, nie ma przednich łapek i miał zostać uśpiony. Wraz z kuzynką zdecydowałyśmy, że się nim zajmiemy. Żal było patrzeć na tego biedaka poruszającego się jak kangurek i strasznie cierpiącego. Jakiś domorosły weterynarz założył mu pseudoprotezę: kawałek metalu z rurką z PCV za 2,99 zł. Po operacji usunięcia tego „widelca” wspólnie załatwialiśmy dla niego najpierw wózek inwalidzki, który jednak okazał się za ciężki, a potem zamówiliśmy w Austrii specjalną protezę. Teraz Laluś śmiga na trzech łapkach, z których jedna jest protezą. Czwarta łapka w wyniku zaniku mięśni nie kwalifikowała się do założenia protezy. Laluś mieszka w Mszanie Dolnej z moją ukochaną ciocią Gosią.

A decyzję o przygarnięciu Mimi podjęłam natychmiast, kiedy kuzynka Kasia przysłała mi jej zdjęcie znalezione w internecie. Jej buźka do złudzenia przypominała pyszczek ukochanej Zetki. Mimi przyjechała do nas mocno przestraszona, ale teraz to wulkan energii. Kiedy przyjeżdżam, łapie moją rękę i chyba z nadmiaru miłości i tęsknoty podgryza ją. Tylko mnie tak wita.

Kasia Moś na gali Serce dla Zwierząt
fot. Facebook / Kasia Moś

Dla zwierząt zdecydowałaś się na sesję dla „Playboya”. Nie wszystkim się to podobało.

Tata mi powiedział, że lepiej żałować, że coś się zrobiło, niż że czegoś się nie zrobiło. Ja niczego nie żałuję. Chciałam zwrócić uwagę na to, co mnie boli, co jest dla mnie ważne, czyli dobro i prawa zwierząt, i to mi się udało. W sesji, co było moim warunkiem, wystąpiłam z bezdomnymi psami czekającymi na kochające rodziny. Wszystkie miały więcej niż 7 lat, a takimi zwierzakami mało kto się interesuje. I jeden na pewno znalazł dom.

Jestem przekonana, że gdyby jakiś znany facet pokazał swój tors w podobnej sprawie, to wszyscy by temu przyklasnęli, a kobietę od razu się krytykuje, dopatrując się koniunkturalizmu.

Twoja piosenka na Eurowizję „Flashlight” też ma przesłanie prozwierzęce.

Tytułowa latarka ma rzucić światło na problem chodzenia w futrach, na psy na łańcuchach, na to, jak źle zwierzęta są traktowane. Wiedziałam, że ten przekaz pójdzie w świat. W każdym wywiadzie podkreślałam, że piosenka jest dedykowana zwierzętom i osobom walczącym o ich prawa.

Młodzi ludzie, którzy usłyszeli o mnie dzięki Eurowizji, zmontowali piękny filmik na YouTube „Stop Keeping Dog on Chains with Kasia Moś” – Przestańcie trzymać psy na łańcuchach razem z Kasią Moś. Piszą do mnie dorośli i dzieci zaniepokojeni losami jakichś psów na łańcuchach i pytają, co zrobić. To są rzeczy, które naprawdę cieszą.

Kasia Moś z psami
fot. Instagram / Kasia Moś

Stajesz w obronie zwierząt od dzieciństwa. Nie wszystkie dzieci są takie.

Ważne jest to, co wynosi się z domu, ale bez edukacji najmłodszych niewiele się zmieni. Sporo mogliby zdziałać księża, szczególnie w małych miasteczkach. Kiedyś zagadnęłam księdza, czy nie mógłby powiedzieć coś z ambony o szacunku dla zwierząt, bo w nim pokładam nadzieję. Odpowiedział, że nadzieja umiera ostatnia.

Wiem, że są też księża wyznający zasady św. Franciszka, patrona zwierząt, którzy ratują psy, przygarniają je przy parafiach. Podobnie jest wśród policjantów wzywanych na interwencję: jedni mają ogrom empatii, inni nie widzą niczego złego nawet w sytuacjach ewidentnego znęcania się nad zwierzęciem.

Na Instagramie zamieściłaś zdjęcie ze swoimi psami z cytatem Donalda l. Hicksa: „Ci, którzy najwięcej uczą człowieczeństwa, nie zawsze są ludźmi”.

Człowiek jest najbardziej brutalnym gatunkiem w przyrodzie. A zwierzęta są czyste i dobre. I to od nich powinniśmy się uczyć dobra.

Na gali Serce dla Zwierząt
fot. Celestyna Król

Katarzyna Moś – utalentowana wokalistka i autorka tekstów, córka dyrygenta i altowiolistki, reprezentantka Polski w Konkursie Piosenki Eurowizji w 2017 roku.

Ciąg dalszy przeczytasz w najnowszym wydaniu magazynu „Mój Pies i Kot” – do kupienia w Biedronkach!

Autor: Paulina Król
Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *