Maciej Kuroń - Psy.pl - mamy nosa!

Maciej Kuroń

W naszym domu mieszkają - w kolejności przygarniania - Zaraza, Szakal, Miniacz i Toffi. Kiedy pojawiła się Zaraza, która ma teraz 10 lat, królował u nas owczarek kaukaski Iwan i nie planowaliśmy drugiego psa. Wraz z nią rozwiązał się jednak worek z psiakami. Zaraza trafiła tu wraz z robotnikami budowlanymi.

W ich rodzinnym miasteczku oszczeniła się suka. Zabrali z sobą jednego szczeniaka, sądząc, że w Warszawie dobrze go sprzedadzą. Ponieważ im się to nie udało, zatrzymaliśmy go u siebie. Długo nie mieliśmy pomysłu, jak nazwać suczkę. Kiedy zniszczyła buty, imię samo się znalazło… Zaraza od razu zdobyła serca dzieci, więc Iwan był nieco zazdrosny. Z drugiej jednak strony miał dla niej dużo cierpliwości i pozwalał jej nawet kłaść się na sobie. Nie dopuszczał tylko do tego, by wyjadała z jego miski. Zwierzaki wiodły niezależne życie. Iwan oddawał się pilnowaniu – była to równocześnie jego praca i hobby. Szczególną troską otaczał dzieci. W czasie spacerów uważał, aby żadne z czwórki nie zboczyło z drogi. Zaraza wciąż była szczeniakiem, który potrzebuje uwagi i pieszczot. Życie toczyło się spokojnie aż do dnia, gdy Iwan został w niewyjaśnionych okolicznościach otruty.
1 czerwca 2000 r. w okolicy domu zauważyliśmy zabiedzoną i wycieńczoną suczkę. Dzieci najpierw postawiły jej przy bramie miskę z jedzeniem, a potem powiedziały, że chcą dostać tego psa na Dzień Dziecka. Z racji umaszczenia kundelek otrzymał imię Szakal. Minęły kolejne dwa lata, gdy jakiś rowerzysta wprost pod naszą furtkę podrzucił szczeniaka. Początkowo chcieliśmy mu znaleźć inny dom, ale najmłodszy syn Kacper mocno go przytulił, więc… zatrzymaliśmy psiaka. Ze względu na niewielkie rozmiary suczka dostała na imię Mini, a wołamy na nią Miniacz. Przerwa w przygarnianiu trwała jakieś cztery lata, aż synowie wybrali się do lasu na grzyby i znaleźli małego kudłatego szczeniaka. I znów najpierw myśleliśmy o oddaniu go w dobre ręce, ale już po trzech dniach zrezygnowaliśmy z tego zamiaru, tym bardziej że Toffi – bo tak go nazwaliśmy – wspaniale się dogadał z resztą czworonożnego i dwunożnego towarzystwa.
W okolicy, w której mieszkam, właściwie stale można by przygarniać zwierzaki. Znajomy lekarz weterynarii wyróżnia dwie „rasy”: truskawską (we wsi Truskaw jest pętla podmiejskiego autobusu) i sierakowską (w Sierakowie znajduje się duży samochodowy parking na skraju Puszczy Kampinoskiej). Jak wygląda wspólne życie naszych czworonogów? Zaraza jest opiekunką stada, a w stosunku do Toffiego zachowuje się wręcz jak matka. Poza tym odmłodniała i chętnie się bawi. Od reszty najbardziej dystansuje się Szakal – zapewne z powodu tego, co przeszła, nim do nas trafiła. Największą indywidualistką jest Miniacz. Ma silny charakter i jest inteligentna. Potrafi złapać mysz, a gdy zabraknie wody w misce, tłucze nią w podłogę. Gdy mam więcej czasu, zwierzaki korzystają z mojej profesji – przygotowuję im wtedy głównie podroby: smakowite dudy, serca lub nerki. Życie psów toczy się głównie na terenie posesji, ale oczywiście chodzimy też razem na spacery. Na kanapach i fotelach w salonie chętnie rozkładają się zwłaszcza wtedy, gdy w kominku płonie ogień. Naszej czwórce nie wolno tylko ściągać jedzenia ze stołu i spać w łóżku moim i mojej żony – ten zakaz nie dotyczy jednak łóżek dzieci. Co do ogródka – właściwie nie udaje się go utrzymać w dobrym stanie, a skarpa ziemna wokół tarasu jest wciąż przekopywana. Bardziej kochamy jednak psy niż wypielęgnowane trawniki.

Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *