Mamy was! - Psy.pl

Mamy was!

Trudno zgadnąć, dlaczego nie chcemy akceptować psa takiego, jaki jest naprawdę. I dajemy się wkręcać...

Gdy wędkarz opowiada o taaaakiej rybie, uśmiechamy się z podziwem lub niedowierzaniem. Jeśli myśliwy twierdzi, że na Syberii ustrzelił z wiatrówki tygrysa – uprzejmość nie pozwala popukać się palcem w czoło. Ja też szalenie lubię opowiadać, zwłaszcza niezmotoryzowanym, jak to zdezelowanym „maluszkiem” przemknęłam z Krakowa do Łodzi w niecałe trzy godziny, grając na nosie kierowcom niknących w tyle mercedesów. Kto chce – niech wierzy, co mi tam. W fantastycznych opowieściach nikt, absolutnie nikt nie dorówna jednak wszelakiej maści psiarzom – producentom, hodowcom, trenerom, właścicielom… Zawsze znajdą oni bezkrytycznych słuchaczy.

Tyle razy pisano i mówiono, że każde szczenię z uznanego miotu dostaje metryczkę i ma prawo do wystawienia rodowodu. Ale wystarczy zapewnienie handlującego szczeniakami pod wystawą – no wie pani, to bez metryki, bo siódme z miotu, okazja – i chętna na pieseczka rasowego już oblicza, ile zaoszczędzi. – Nierodowodowy, nie będzie pani musiała wystawiać – utwierdza ją w decyzji sprzedający, niewspominając, że nawet potomka najbardziej utytułowanych championów nie trzeba wystawiać, jeśli się nie chce. Pani odchodzi ze szczeniakiem w objęciach, a handlarz już wyciąga z bagażnika auta kolejnego „siódmego” z miotu. – Kundelki są zdrowsze i mądrzejsze, szkolić nie trzeba – pan na ulicy oferuje z pudełka rachityczne szczeniątko o zaropiałych, biednych oczach i wzdętym brzuszku. Jeśli znajdzie bodaj jednego słuchacza, już wie: mam cię, weźmiesz! – bo szczeniak popiskuje, liże po rękach i wzbudza opiekuńcze uczucia w każdym normalnym człowieku.

Czyżby tylko producenci „siódmych z miotu” i kundelków grzeszyli wybujałą fantazją? O nie, wystarczy posłuchać właścicieli i hodowców psiej arystokracji…Każda rasa, aby wzbudziła odpowiednio silne zainteresowanie, powinna się wyróżniać. A to jej protoplasta wyciągnął z wody topiącego się Napoleona, a to wygrał pojedynek ze średniowiecznym rycerzem, a to potężną paszczą miażdżył bycze karki lub bodaj bohatersko rozszarpał malutkim pyszczkiem podgardle lwa! Jeśli słuchasz z zachwytem – hodowca zakrzyknie: mamy cię! Imponuje ci pies gotowy zmierzyć się z każdym rywalem? Mamy cię! Nie usłyszysz, co to zachowania asocjalne, dostaniesz z miejsca adresy miejsc, w których możesz kupić walecznego psa…

Szukasz dumnego lub niezależnego? Mamy cię! – kupisz zwierzę, które z powodu budowy dość wysoko nosi głowę. A kiedyś, gdy twój niezależny pies nie zechce wrócić na pierwsze ani dziesiąte wezwanie, za późno się przekonasz, że niezależny to taki, któremu niespecjalnie zależy także na twoim towarzystwie. Chciałbyś mieć opiekunkę dla dziecka? Mamy cię! Przecież sam widziałeś na rysunkowym filmie, który piesek leży wiernie przy dziecięcym łóżeczku. Mamy cię! – popatrz, Szarik ratuje czterech pancernych, pies z K-9 ustawia na baczność knajpę pełną oprychów. Spójrz, jak kierowca uciekającego auta wystawia za szybę zgiętą rękę – aby miał za co chwycić puszczony w pościg pies… W miłym, odległym od rzeczywistości przekonaniu o walorach zwierzaka upewni cię także niejeden trener. Gdybyś usłyszał: Panie, ten pies wszystkiego się boi – szukałbyś innej szkółki. Ale szkoda klienta stracić, lepiej powiedzieć: Piesek jest inteligentny, ale bardzo wrażliwy i nieufny. Nieufny – to brzmi znacznie lepiej niż tchórzliwy, prawda? – Nauczymy go obrony – zapewnia trener, a ty już widzisz czterdziestu rozbójników uciekających w ciemną noc przed bohaterskim psem. I bez żalu rozstajesz się z kolejną stuzłotówką – mamy cię!

Za słowami producentów, hodowców i trenerów nie pozostajemy w tyle i my, zwykli posiadacze psów. Jeśli całkowicie wyprany z zainteresowania otoczeniem piesek drepcze za nami obojętnie – chwalimy się przyjacielem tak mądrym, że szkolić go nie trzeba. Przyklejone nieustannie do nogi zwierzątko może umierać ze strachu przed całym światem, ale o ile milej podkreślać, jak bezgranicznie jest wierne i oddane… Jeśli z czystego lenistwa nie chce nam się psa niczego nauczyć, raczymy znajomych opowieścią, że tej rasy szkolić się nie da, bo jest stworzona do innych celów.

– Czy bardzo tęsknił? – pyta pani odbierająca ulubieńca z psiego hotelu. Ani chybi poczułaby się zdradzona, słysząc, że pies zajadał z apetytem i merdał ogonem do opiekunki. – Tak, bardzo tęsknił, ale obiecywaliśmy, że pani niedługo wróci – to już jest wersja do zaakceptowania, pani w przyszłości skorzysta z tego samego hotelu – mamy ją!

Trudno zgadnąć, dlaczego nie chcemy akceptować psa takiego, jaki jest naprawdę. To prawda, że przez wszystkie szkolne lata, aż do matury, żadna lekcja nie jest poświęcona poznaniu tych zwierząt, z którymi na pewno będziemy się spotykać na co dzień. Może dlatego bezkrytycznie wierzymy filmom, reklamom, najbardziej nieprawdopodobnym opowieściom o taaakim psie. To się zdarzyło naprawdę. Do oddziału Związku Kynologicznego w Polsce w dniu dyżuru komisji szkolenia przyszedł pan z młodziutką rottweilerką. Martwił się bardzo zbyt małą – jego zdaniem – głową suczki. Popatrzyłyśmy na siebie spod oka, instruktorka szkolenia Jola i ja. – Niech pan się zapisze na szkolenie, głowa jej urośnie – powiedziała spokojnie Jola. – To prawda – dołożyłam swoje. – Suka będzie bardzo dużo myślała, rozwiną się komórki mózgowe, to i czaszka musi się powiększyć… – To możliwe? – oczy pana zabłysły nadzieją. – Oczywiście – odpowiedziałyśmy, zachowując kamienny spokój. Pochodzenie tej suczki było nam znane, a ponadto bez cienia wątpliwości szczenięca jeszcze głowa zapowiadała się doskonale. Doprawdy trudno było o lepszego, pilniejszego kursanta! Za pół roku na wystawie suka zajęła jedną z czołowych lokat. Już po ocenie uszczęśliwiony właściciel zapewniał stojących obok ringu, że właśnie szkolenie pomaga uzyskać tak piękną, szlachetną głowę… Jeśli słuchacze uwierzyli – tym lepiej. Na pewno szkolenie nie zaszkodzi żadnemu rottweilerowi…
Mamy was!

Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *