Martwy sezon - Psy.pl - mamy nosa!

Martwy sezon

Lazur wody, błękit nieba, majestat gór. A na mijanym przystanku autobusowym leży w skwarze cały miot wychudzonych szczeniąt. Kreta - raj tylko dla turystów

Muszę kupić parówki. Kosztują 3 euro i są niezdrowe dla zwierząt – ale w miejscowych sklepikach nie ma żadnej karmy. A przecież ten biały kocur, bez przerwy drapiący chore uszy, znów z przenikliwym miaukiem zamelduje się przy moim stoliku podczas śniadania.
Nie tak łatwo jednak na Krecie donieść parówki do celu. W połowie drogi do hotelu dostrzegam przy śmietniku niedużą czarną suczkę. Nie po raz pierwszy ją tu spotykam. Wygląda jak krzyżówka labradora z jamnikiem. Nieproporcjonalnie duża głowa kiwa się życzliwie na nieforemnym korpusie, wyciągnięte sutki prawie sięgają ziemi. Kuli się w poddańczej pozie i choć głodna, bierze kęsy z ręki bardzo delikatnie. Wkrótce zorientuję się, że wszystkie tutejsze psy podchodzą do ludzi w ten sam sposób: nie ufam ci, ale głód jest silniejszy. Sunia połyka ostatnie kawałki i biegnie za mną, wzniecając tumany kurzu nie do końca sprawnymi tylnymi łapami – z nadzieją na więcej…

Przeżyć z turystą
Mija parę dni. Poznaję wyspę – nie tylko od turystycznej, polecanej strony. Dociera do mnie, że ani biały kot, ani zaniedbana sunia wcale nie należą do najniższej kasty kreteńskich zwierząt. Przede wszystkim mają to nieoczywiste szczęście, że w pobliskim hotelu trwa jeszcze sezon. Wprawdzie raczej nie mają co liczyć na zlewki z kuchni, ale pewnie w każdej grupie gości trafi się ktoś, komu kęs stanie w gardle na widok wpatrzonych w niego głodnych oczu. Tym razem wzrok białaska podziałał na małżeństwo Rosjan – pani pracowicie wyławia skwarki z jajecznicy, a pan pstryka kotu fotki.
Kotów nie brakuje na kreteńskich pocztówkach. Ale to tylko tani chwyt marketingowy. Mieszkańcy wyspy traktują je bowiem jak powietrze. Z jednej strony nie przeszkadza im kot chodzący po stole w ogródku przy restauracji. Z drugiej – wydają się nieczuli na los zwierząt, które do nich lgną. Część tawern została już zamknięta po sezonie – ale wygłodniałe, skrajnie wychudzone koty wciąż pod nimi tkwią. Następny sezon zacznie się w kwietniu. Tylko raz widziałam, jak mieszkańcy wyspy – mnisi w zabytkowym monastyrze – dawali kotom coś do jedzenia. Był to ugotowany w wodzie makaron. A na wysuszonej słońcem, skalistej, czerwonej ziemi pozbawionej zarośli trudno coś upolować – jeśli w ogóle jest co… Pozostaje chodzenie od śmietnika do śmietnika – kreteńczycy na szczęście nie zamykają kontenerów. Koty i tak są jednak w lepszej sytuacji niż psy, bo mogą wskoczyć do środka.

Przygodne kąski
Mój hotel jest na uboczu. Ale wystarczy pojechać do jakiejkolwiek miejscowości, by spotkać również wiele bezpańskich psów. Łączy je pewne podobieństwo – najczęściej są krótkowłose, średniej wielkości. Poruszają się prawie zawsze wolnym krokiem, jakby celowo oszczędzały energię. Leżą zwinięte w kłębek przy głównych handlowych deptakach, drzemią w cieniu zabytków. Są ciche – nie słychać poszczekiwania – tylko uważnie przyglądają się przechodniom. Na widok ekip porządkujących ulice znikają bezszelestnie, by po kilkunastu minutach równie niepostrzeżenie powrócić na „swoje” miejsca. Ich smukłe sylwetki zdobią place, a nawet cokoły niektórych pomników. Na jednym z takich placów sprawiedliwie rozdzielam kanapkę, starając się nie wywołać o nią bójki. Przypada po kilka kęsów na zwierzaka, ale to wystarcza, by mała sfora na chwilę się ożywiła. Jedynie najmłodszy i najchudszy psiak rozochocony próbuje mi towarzyszyć – pozostałe odchodzą, jak zapewne robią to zawsze. Nauczyły się już, że tylko na tyle mogą liczyć – przygodne kąski od przygodnych ludzi…
Czy Kreteńczycy nie lubią zwierząt? Zbyt krótko tu jestem, by o tym wyrokować. Wydaje się, że sami mają niełatwe życie – zwłaszcza mieszkańcy wysoko położonych wiosek, ciągnących się wśród wyrwanych skałom dróg. Najpowszechniejsze tutaj udomowione zwierzę to koza – bo jej wystarczy niemal pionowy stok za maleńkim domkiem przyklejonym do szosy i trochę słomy rzuconej na spaloną ziemię.
Pracownik recepcji hotelowej pyta, czy wrócę tu za rok. Wrócę – pod warunkiem że zastanę jeszcze białego kota…

Dorota Gąsiewska
fot. Tomasz Jastrzębowski
Skarb z Krety

Psy rasy Kritikos Ichnilatis trafiły na Kretę ze starożytnego Egiptu, dzięki kreteńskim żeglarzom. To doskonałe psy myśliwskie, które do pracy używają zabójczo skutecznej kombinacji doskonałego węchu, słuchu i niezwykłej szybkości. Od czasów starożytnych aż po czasy imperium rzymskiego handlowano nimi w całym obszarze Morza Śródziemnego, prawdopodobnie ich krew płynie więc w wielu współczesnych rasach myśliwskich.
Obecnie rasa uważana za kynologiczny skarb jest poważnie zagrożona wyginięciem. Psy te spotkać można we wschodniej części wyspy w górach Dikti, w okolicach miejscowości Sitia i Ierapetra.

Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *