Maszerowali dla chartów - Psy.pl - mamy nosa!

Maszerowali dla chartów

Porzucane albo zabijane w okrutny sposób, czasem pozostawione w szopie na odludziu, by zginęły z głodu i pragnienia. To smutny koniec życia chartów wyścigowych, które już zakończyły karierę sportową. Miłośnicy chartów uznali, że trzeba zwrócić uwagę na potrzebę adopcji tych pięknych stworzeń. W wielu miastach świata w ostatnią niedzielę odbyły się imprezy terenowe zwane „Wielkimi Charcimi Marszami”, aby przekonać jak największą liczbę osób do ich adopcji.

Los chartów biegających w profesjonalnych wyścigach jest nie do pozazdroszczenia: ciągłe treningi, samotność, duże ryzyko urazów, a na końcu kariery niebezpieczeństwo uśpienia. Względy humanitarne nie mają zbyt wielkiego znaczenia w środowisku sportu i związanego z nim hazardu. Pies, który zestarzał się, osłabł lub uległ kontuzji jest postrzegany jako darmozjad, który w psiarni blokuje miejsce dla wzrastających kolejnych gwiazd toru.

Uśpienie bywa w wielu przypadkach wręcz dobrodziejstwem w porównaniu z losem, który spotyka część populacji. W ciągu wielu lat niektórym właścicielom wyścigowych chartów udowadniano ich zabijanie ze szczególnym okrucieństwem lub pozostawianie w zamknięciu na pustkowiu, aby tam zginęły w męczarniach. Ci, którzy sami o sobie mówili, że są „humanitarni”, płacili komuś za zastrzelenie psich emerytów, co wypadało taniej niż śmiertelny zastrzyk u weterynarza.

W ostatnich latach dzięki obrońcom zwierząt o sprawie zrobiło się głośno i opinia publiczna oraz wymiar sprawiedliwości zaczął bacznie przyglądać się działaniom właścicieli torów.

Grono ludzi dobrej woli usiłuje przeciwdziałać takim patologiom. Zrzeszają się w organizacje przeprowadzające adopcje i kontrolujące warunki, w jakich przebywają psy wyścigowe, a także starają się promować przygarnianie psich sportowców. Wokół adopcji chartów narosło bowiem wiele mitów.

Powszechna jest opinia, że taki pies nie przystosuje się do domowych warunków, że będzie agresywny, że nie będzie się umiał przywiązać do swoich nowych opiekunów. Żeby wyprowadzić ich z błędu, od kilku lat organizowane są marsze, w których biorą udział wszyscy chętni, ale w szczególności rodziny, które przyjęły pod swój dach emerytowane charty wyścigowe. Właściciele chętnie opowiadają, jak łagodnymi, czułymi i kochającymi psami są ich pupile. Zachęcają, żeby dać szansę jak największej liczbie sportowych zwierzaków.

Zaczęło się od marszów w kilku miastach w Wielkiej Brytanii. Z roku na rok było ich coraz więcej, więc nadano im wspólną nazwę Great British Greyhound Walk (Wielki Brytyjski Marsz Chartów). Teraz pod tym sztandarem wędrują charciarze na całym świecie.

Ten rok był rekordowy pod względem ilości imprez odbywających się w różnych miejscach. Tylko w Wielkiej Brytanii przemarsze chartów odbyły się w 109 miejscowościach, zaś na świecie dołączyło do nich 41 kolejnych, głównie w Irlandii, Australii, Włoszech i Stanach Zjednoczonych, gdzie kwestia porzucania albo zabijania charcich emerytów jest dużym problemem.

Imprezom towarzyszyły różne konkursy i sprzedaż gadżetów na rzecz stowarzyszeń zajmujących się adopcjami wyścigowych weteranów. PŁ

Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Przeczytaj także

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *