Modlitwa o śmierć – czy ITI musi umrzeć? - Psy.pl

Modlitwa o śmierć – czy ITI musi umrzeć?

Kiedyś myślałem, że życie jest piękne. Nigdy nie było mi łatwo, zawsze było bicie, kopanie i wrzaski. Ale żyłem. Byle jak, po cichutku, przeganiany z kąta w kąt. Dziś oddałbym wiele, aby cofnąć czas. Mogę znów znosić kopniaki, obelgi, byle tylko ból minął. Ale nie mija. Mam uszkodzony kręgosłup, nie chodzę, nie mogę się podnieść. Człowieku wielki i miłosierny! Dokonaj wyboru: moje życie albo śmierć. To modlitwa pieska Itusia wyrzuconego z II piętra.

„Kiedyś myślałem, że życie jest piękne… Nigdy nie było mi łatwo, o nie, zawsze było bicie, kopanie i wrzaski… Ale żyłem… Byle jak, po cichutku, przeganiany z kąta w kąt… Ale żyłem… Dziś… Oddałbym wiele, aby cofnąć czas. Mogę znów znosić razy, kopniaki i obelgi, byle tylko ból minął… Ale nie mija…Mam uszkodzony kręgosłup, nie chodzę, nie mogę się podnieść. Moje biedne nóżki leżą podkurczone… Czy kiedykolwiek wstanę? Czy kiedykolwiek poczuję pod łapkami zieloną trawę, zamiast zimnego betonu? Tak mnie boli – kręgosłup, plecy, łapki i życie chyba też… Moje stracone życie… Tak strasznie zazdroszczę tym, którzy umarli i nic ich już nie boli…Człowieku, czy zasłużyłem na to cierpienie? Jestem jeszcze dzieckiem… Maleńkim, przerażonym, nieszczęśliwym psim dzieckiem… Człowieku wielki i miłosierny! Dokonaj wyboru: moje życie albo śmierć… Możesz mi pomóc. Potrzebuję wiele, bardzo wiele: pieniędzy na leczenie i spokojnego domu, gdzie mógłbym spróbować odnaleźć swoją szansę. Jeżeli nie możesz mi tego zaoferować, poproszę o miłosierną igłę…”

Jest to modlitwa Itusia, pieska wyrzuconego z drugiego piętra przez dziecko, na polecenie swoich pijanych rodziców. Ituś potrzebuje wszystkiego: leczenia, rehabilitacji a najbardziej kochającego domu. Nie śmiał sam o to prosić, dlatego zwracamy się do Ludzi w jego imieniu. Pamiętacie, jak nazwał Was Ituś? „Człowieku wielki i miłosierny…” Czy jesteście nim? Historia ITUSIA, który nie prosił się na ten świat, lecz nie miał wyboru jest przerażająca. Tak zdecydowała natura, pojawił się, aby cierpieć. Prawdziwą niespodziankę, której nie mógł się spodziewać, zgotował mu człowiek, jego opiekun…kat i oprawca. Dzieciństwo upływało biedakowi pod znakiem walki o przetrwanie. Nie sposób zliczyć ilości razów, kopniaków, ran, jakimi hartowano jego ciało! Drobne kosteczki, marniutkie mięśnie i kruchutkie stawy starały się tak ze sobą współpracować, by zminimalizować uszczerbek na zdrowiu, zdążyć zregenerować się do kolejnego etapu wyścigu o życie. Niestety, malec wciąż przegrywał. Miłosierne ściany pochłaniały skowyt, pisk, łkanie. Sąsiedzkie sumienia pozostawały głuche na mrożące krew w żyłach odgłosy tragedii.

Pewnego dnia, opisane okrucieństwo osiągnęło swe apogeum. Iti został wyrzucony przez okno. Ziemia przyjęła udręczone ciało z pokorą. Poraniony, potłuczony, z bezwładnie zwisającymi tylnymi łapkami trafił do schroniska, gdzie w takim stanie został pozostawiony sam sobie (nie zdiagnozowano go, nie podjęto leczenia, w tym i operacyjnego, a to, przeprowadzone na świeżo, mogło przywrócić utraconą sprawność). Weterynarz długo wahał się z decyzją, czy nie oddać mu ostatniej przysługi miłosiernym zastrzykiem zapomnienia. Zwyciężyła litość i…kto wie…naiwna wiara, że szczęście nie opuści kaleki? Przeczucie okazało się trafione. Determinacja obcych sobie ludzi dobrej woli, których połączyło współczucie wobec Itiego, a i których sercami zawładnął on niepodzielnie, przyniosła pierwsze efekty. Piesek trafił pod pieczę centrum rehabilitacyjnego we Wrocławiu. Liczne badania i konsultacje medyczne, jakim został poddany w międzyczasie, nie pozwoliły dłużej karmić się złudzeniami. Ituś nie będzie chodził. Poważny uraz w odcinku piersiowym (zniszczenie rdzenia kręgowego), poprzerywane unerwienie, uszkodzony staw biodrowy i kolanowy tylnej łapki, zaburzenia czucia, zwyrodnienia i zniekształcenie mięśni…wszystko to oznaczało jedno, widmo wózeczka, jako jedynego środka lokomocji i ciągła rehabilitacja, której zadaniem jest utrzymanie status quo (zapobieganie zagrażającej martwicy jednej z kończyny i kompletnemu zanikowi jej mięśni). Pomimo takiego udręczenia Iti chce żyć! Z każdym dniem widać to coraz bardziej. Okazuje to przy każdej sposobności kontaktu z człowiekiem. To na jego widok wprawia swe sparaliżowane ciało w taneczny wir byle doświadczyć łaski przytulenia, pieszczot i poczucia bliskości. Odważny, czujny i pomimo swej ułomności niezwykle ruchliwy, pragnie wykazać się własną użytecznością.

Czy można mu odmówić prawa do bycia kochanym, prawa do istnienia wśród nas i zakończyć jego życie, jak sugeruje wielu? Czy możemy mu teraz odebrać jedyną szansę, jaką dostał jeszcze raz i odwrócić jego los? NIE, PO PROSTU NIE! Ta istota wycierpiała już wystarczająco dużo! Najwyższy czas pokazać Itiemu, że nie każdy człowiek to potwór! Poszukujemy dla niego wspaniałego domku, który zapewni mu miłość i możliwość dalszej rehabilitacji, dzięki której jest w stanie poruszać się choćby na wózku. Co bedzie jego ratunkiem przezd wyrokiem śmiercionośnego zastrzyku.

Osoby zainteresowane losem Itusia, skłonne włączyć się w działanie na rzecz jego powrotu do normalności, a najbardziej skłonne dać mu dom, proszone są o kontakt z Panią Agnieszką, pisząc na adres mailowy: [email protected] lub dzwoniąc na numer 0 – 694 795 026.

Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *