Mordercza etykietka

Dwie wolontariuszki ratują psy, które trafiły do schroniska na Paluchu z etykietką niebezpiecznych i agresywnych

Elżbieta Lipińska ma już dwa rottweilery – Nukę i kalekiego Tobiego. Elżbieta Chromińska – na razie tylko Rona, ale niedługo może dołączy do niego Fiona. Fiona, Tobi i Ron to psy z Palucha. W schronisku jest coraz więcej porzuconych rottweilerów. Miesiąc temu było ich aż dziesięć.

Wyrzucają ze strachu
Na pozór psu tej rasy łatwo znaleźć dom. Wiele z nich szybko wraca jednak do schroniska. Nowi właściciele często nie wytrzymują presji otoczenia lub nie dają sobie rady z opieką nad dużym i silnym psem. A właściciel rottweilera musi być szczególną osobą – odpowiedzialną i zrównoważoną. Rottweiler nie jest zabawką ani narzędziem do obrony. Opiekun psa tej rasy nie powinien dopuścić do tego, by inni obawiali się jego psa, a co najważniejsze – sam nie może się go bać. Ludzie często wyrzucają rottweilery ze strachu. Niekiedy pozbywają się też psa, kiedy niedołężnieje lub gdy pogarsza się sytuacja finansowa i rodzinna. Aresa jego właściciele oddali po 7 latach, ponieważ w domu pojawiły się dzieci. A psy tej rasy żyją zwykle 10 – 12 lat. – Jak można tak okrutnie potraktować zwierzę w ostatnich latach jego życia? – pyta Elżbieta Lipińska.

Krzywdzący stereotyp
Obie Elżbiety specjalizują się w szukaniu domów dla rottweilerów po przejściach. Mówią, że to psy wierne, lojalne, o równym usposobieniu. W azylu marnieją w oczach – są delikatne, więc podatne na choroby i zdziczenie. Ostatnio z powodu chorób schroniskowych zmarły aż cztery.
Zdaniem wolontariuszek rottweilery potrzebują pomocy bardziej niż inne psy, gdyż krąży na ich temat wiele krzywdzących stereotypów. To wina nieodpowiedzialnych opiekunów, a po części także mediów, które wykreowały wizerunek rottweilera-mordercy. W efekcie nawet pracownicy schroniska boją się zajmować psami tej rasy.
– Większość rottweilerów nie ma zadatków na krwiożerczego mordercę – przekonuje Elżbieta Lipińska. – Ludzie o tym nie wiedzą i dlatego psy często znajdują nieodpowiednich właścicieli. Niedawno do schroniska trafiła suczka, która została skatowana przez właściciela, bo nie zdołała odstraszyć złodziei.
Ron Elżbiety Chromińskiej uchodził na Paluchu za „killera”, bo znalazł się w azylu z odgryzionym kawałkiem wargi. Teraz jest najwierniejszym przyjacielem domowego kocura.

Kandydat na szpilkach
Elżbieta Lipińska uważa, że nowi opiekunowie powinni dobrze poznać rottweilera w schronisku, zanim zabiorą go do domu. Martwi ją też, że bez ważnych powodów nie można odmówić wydania psa, a czasem widać, że przyszły pan nie jest dobrym kandydatem na właściciela rottweilera.
– Kiedyś przyszła wytworna pani w szpilkach. Daliśmy psa – opowiada Elżbieta Lipińska. – Niedługo potem przywiozła go z powrotem. Nie dała sobie rady. Powinnam się domyślić, że ktoś, kto przyjeżdża na Paluch w butach na wysokich obcasach, może nie do końca być świadom, z czym wiąże się opieka nad dużym psem.

Druga szansa
Na szczęście wśród adopcji rottweilerów przeważają te udane. Beata Sawicka przygarnęła Jackiego, który okazał się łagodnym jak baranek przyjacielem wszystkich domowników. Bojaźliwa Nana trafiła do Beaty Brodowskiej i, według opowieści opiekunki, „uśmiech z jej pyska nie schodzi”.
7-letni Ares znalazł schronienie u Katarzyny Strzeleckiej, która pisze o nim w liście, że „jest tak kochany, że nie da się tego wyrazić słowami”.

Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *