Możemy uratować świat - Psy.pl - mamy nosa!

Możemy uratować świat

I znów wigilijne przygotowania. I znów żywe karpie w sklepowej ofercie. I znów są chętni na bezimiennych męczenników. A wszystko za sprawą tradycji. Tyle, że młoda ona, a do tego komunistyczna. Z dostawami było na bakier, a lodówka też nie w każdym domu. Trzeba było kupować, jak tylko rzucili i jakoś przetrzymać do świąt.

Polacy szanują tradycję. Niedawno jeden z posłów zapewniał nas, że należy do nich psi łańcuch. Chyba miał rację, bo mimo szeregu akcji przeciw traktowaniu psa jak skutego skazańca, liczba łańcuchów nie maleje. Dlaczego?

Dlatego, że nie ma w nas nawet odrobiny empatii. Nic nas nie obchodzi los kogoś, za kim nie stoi moc władzy i pieniądza. Nie chcemy wczuwać się w sytuację istoty, która nie ma czym zapłacić. To naprawdę straszne.

Tak bardzo chciałabym pisać co innego. Szczególnie w święta ma się ochotę na radosne refleksje. A tu z ekranu telewizora patrzy na mnie pies z wędzidłem w pysku. Ot, kaprys dziewczynki „kochającej” konie. Chciała z małego kundelka zrobić wierzchowca. Zamęczyłaby go na śmierć gdyby nie internetowe przechwałki. Publikowała tam zdjęcia ze swoich „osiągnięć”. Całkiem obcy ludzie zareagowali. A gdzie byli rodzice, sąsiedzi? Obok. Widzieli, ale przecież „to tylko pies”. Takich „tylko psów” są miliony. Mało który trafia do internetu. Giną cicho, bo nie mają już siły nawet na skowyt. Zresztą i tak nikt na niego nie reagował. Wręcz namacalnie czuję ich rozpaczliwą niemoc i może dlatego coraz trudniej mi być dobrej myśli.

Siadam do wigilijnego stołu i spoglądam na Lusię. Gdy się okazało, że żadna z niej chihuahua, wyrzucono ją na bruk. Trafiła do schroniska i pół roku siedziała w klatce dla królika. Sarna w schronisku była pięć lat. Przedtem rodziła dwa razy w roku, ale gdy złamała nogę przestała być potrzebna. Pinio trafił do schroniska mimo doskonałego rodowodu. Zaniedbana jaskra pozbawiła go wzroku, a ból nie pozwolił być reproduktorem. Drapcia ktoś wyrzucił na śmietnik jak zepsutą zabawkę. Zamieszkał tam, bo nie miał dokąd iść. Bombisia wyrzucili z jadącego samochodu. Nomen omen przed świętami. Kajtek włóczył się po ulicach Warszawy. Umiał radzić sobie nawet z wysokim śmietnikami. Wywracał je. Bubek urodził się na polskiej wsi i miał trafić do wiadra z wodą. Bolek po jedenastu latach znudził się swojej pani. Postanowiła oddać go do schroniska.

Dziś to moje ukochane psy. Każdy wybaczył człowiekowi i oddałby mu ostatnią koszulę. Szkoda, że nie jesteśmy im podobni. Świat wyglądałby zupełnie inaczej. Pisałam już wiele razy i napiszę jeszcze raz – człowiek nie zasłużył na psa. Nie ustanę w walce o jego los, dopóki choć jeden będzie przykuty do łańcucha, zamknięty w schroniskowej klatce lub laboratorium. Wiem, że takie teksty czytają wielbiciele psów, ale wiem również, że każdy z nich zna przynajmniej sto osób. Robi się z tego całkiem spora grupa.

Drodzy czytelnicy, bardzo proszę, błagam – bierzcie psy z niedoli i namawiajcie do tego wszystkich swoich znajomych. Naprawdę możemy uratować świat. I wcale nie tylko w świąteczny czas. Rok ma ponad trzysta dni i każdy jest dobry, aby pomóc potrzebującemu.  Życzę wszystkim czytelnikom pełnych miłości (tej psiej także), zdrowych i smacznych świąt Bożego Narodzenia.

Autor: Dorota Sumińska
Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Przeczytaj także

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *