Murzynek była wegetarianką

Koty, żółwie, skoczki pustynne i świnka morska to domowy zwierzyniec MAryli Rodowicz. Na planie serialu "Rodzina zastępcza" spotyka się z Helenką dogiem de Bordeaux

W dzieciństwie Maryla Rodowicz przynosiła do domu wszystkie spotkane na ulicy koty, ale jej miłość nie ograniczała się tylko do nich. Niestety, próby zaprzyjaźnienia się z psami nie zawsze były udane.
– Gdy miałam jakieś pięć, sześć lat chciałam pogłaskać pewnego napotkanego psa. Ten ugryzł mnie dość dotkliwie i skończyło się na bolesnych zastrzykach.
Niezrażona tą przykrą przygodą, niedługo potem podjęła następną próbę zawarcia znajomości z psem. Tym razem weszła do jego budy. Wizyta skończyła się kolejnym pogryzieniem i nową serią zastrzyków.

Dwujęzyczny Britt

Podczas studiów, mimo, iż wynajmowała mieszkanie, też zawarła wiele miłych znajomości z kotami z okolicznych śmietników, a dwa najbardziej ulubione często przesiadywały pod jej drzwiami.
Na początku lat 70-tych, u progu kariery muzycznej, Maryla Rodowicz często przebywała w czeskiej Pradze. Tam też dostała w prezencie szczeniaka, pręgowanego boksera o imieniu Britt.
– Do psa mówiłam po polsku, ale rozumiał też po czesku, można powiedzieć, że był dwujęzyczny.
Szczeniak był uroczy, ale sprawiał sporo problemów. Sikał i gryzł różne sprzęty, co gorsza działo się to również w wynajmowanych mieszkaniach.
– Z warszawskiego hotelu Bristol właściwie zostałam wyrzucona z powodu szkód, jakie spowodował Britt. W Gdańsku w garderobie zjadł całą bombonierkę czekoladek. Innym razem, gdy przed koncertem został przywiązany w garderobie do kaloryfera, wyrwał go i w czasie występu przywlókł się z nim na scenę.

Uciekający Brunet
Jeszcze jedną próbą ułożenia domowych stosunków z psem był zakup sznaucera, brodacza monachijskiego, z renomowanej hodowli. Imiona miotu rozpoczynały się na literę B. Początkowo miał się nazywać Brunner, w końcu został Brunet. Pies był niezwykle dynamiczny, gryzł buty i inne sprzęty domowe.
– Brunet nie lubił zostawać sam w domu, co oczywiście było nieuniknione. Demonstracyjnie drapał drzwi i okna oraz szarpał zasłony, a nawet potrafił załatwić się na łóżku. Był silny i podczas na spacerów ciągnął dzieci na smyczy. Często wyprowadzanie spadało na mnie, nawet gdy do domu wracałam późno w nocy. Był oddany na tresurę, ale nic to nie pomogło, gdyż to nie my chodziliśmy z nim na zajęcia. Lubił jeździć samochodem i wskakiwał do środka, gdy tylko zobaczył otwarte drzwi.
Brunet sprawiał też wiele problemów w czasie wakacyjnych wyjazdów na Mazury. Kradł biwakującym jedzenie, a otwarte puszki z konserwami przynosił pod dom.
– Uwielbiał gumowe przedmioty. Gdy dzieci bawiły się piłką czaił się w krzakach, a potem nagle wyskakiwał, budząc ogólny strach. Najgorsze było to, że przegryzał pontony, a także wskakiwał na plecy pływających, przytapiając ich. Skargom nie było końca.
Jeszcze jednym przejawem nieposłuszeństwa były ucieczki. Po jednej z nich, pomimo długich poszukiwań, pies przepadł. Do dziś p. Maryla ogląda się za każdym brodaczem, myśląc, że może przypadkiem odnajdzie Bruneta.
– Mimo wszystkich problemów jakie sprawiał Brunet, bardzo byłam do niego przywiązana. Lubię duże psy i jeśli w przyszłości zdecyduję się na jakiegoś, ponownie będzie to brodacz monachijski, tylko lepiej ułożony.

Kocia samodzielność
Obcowanie z kotami przysparza niewątpliwie mniej problemów. Od koleżanki p. Maryla wzięła od razy dwie kotki. Choć były siostrami, całkowicie się od siebie różniły, jedna była syjamem, druga szarym dachowcem. Pierwsza otrzymała imię Morducha, druga Szarik. Z czasem dołączyła jeszcze jedna kotka, urodzona przez Morduchę, była czarna więc została Murzynkiem. Każdy kot miał inny charakter. Murzynek np. była wegetarianką, jadła biały ser i żółtka jajek. Galopowała jak pies i warowała. Kotki były bardzo samodzielne i same wychodziły na dwór. Wszystkie wesoło uganiały się za ptakami po drzewach, rosnących wokół domu. Wiele zabawy dostarczały wyjazdy na Mazury. Kotki podchodziły do jeziora i asystowały na pomoście, gdy siedziała tam rodzina.
Jak to niestety czasem bywa, samodzielność kotów może skończyć się zagubieniem. Morducha przepadła na Mazurach, a Murzynek w Warszawie. We wrześniu ub. r. Szarik dostała do towarzystwa Rudiego, którego imię nawiązuje do koloru jego sierści. Szarik nie jest jednak zadowolona z nowego towarzystwa i wielokrotnie daje tego dowody. Z kolei młody kotek jest bardzo ekspansywny i często dochodzi do bijatyk. Póki co Szarik jest większa i Rudi musi ustępować, również przy misce.

Śliniąca się Helenka
Pozostałe zwierzaki nie mają imion, a ich wolność ograniczona jest przebywaniem w klatkach, choć oczywiście to dla ich bezpieczeństwa ze względu na koty. Skoczek przebywa sam w klatce, gdyż samiczki zachowywały się wobec niego agresywnie. W osobnej klatce mieszka świnka morska, a żółwie wodne w akwarium.
Opis zwierzyńca p. Maryli byłby niepełny bez wspomnienia psa grającego w serialu „Rodzina zastępcza”. Ten dogue de Bordeaux pochodzi z hodowli i nosi imię Helenka, choć w serialu nazywają go Śliniak.
– Pies najczęściej ma dla siebie ułożone posłanie w garażu. Pojawia się na planie, gdy ma zagrać jedną ze swoich kwestii, a jego rola jest bardzo ważna, gdyż komentuje wszystkie sytuacje kiwając głową czy zasłaniając łapą oczy. Jest bardzo łakomy i bez obawy można go pogłaskać, ale nikogo nie słucha poza treserem. Wciąż się ślini i trzeba wycierać mu pysk ręcznikiem.

Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *