Na wakacjach - Psy.pl - mamy nosa!

Na wakacjach

Gospodarstwo agroturystyczne! - wymyśliłam i zapakowałam psa do samochodu. Tak, to zdecydowanie najlepszy pomysł na wakacje z psem!

Wyrwać się z tych topiących się od słońca betonów i asfaltów! Moja zamiast snuć się po kilku metrach kwadratowych wyschniętego wspomnienia po trawniku, będzie hasać szczęśliwa wśród pól, łąk i lasów!
– Wysiadamy! – zawołałam już na miejscu i otworzyłam drzwi samochodu. Mojka, zniecierpliwiona podróżą, radosnym susem wypadła na zewnątrz. Prosto na gęś. Wściekłą gęś, więc to nie było miłe spotkanie. Dlatego kaczkę starała się obejść szerokim łukiem. Udałoby się, gdyby nie to, że zaatakował ją miejscowy kocur. Ratując życie, Moja wpadła do ogródka warzywnego, skąd piskliwym krzykiem pogoniła ją gospodyni. Doszłam do wniosku, że lepiej będzie, gdy z resztą obejścia Moja zaznajomi się po spacerze – tym bardziej że w jej kierunku skradał się właśnie kogut. Wyszłam za bramę i zawołałam psa. Moja, kuląc ogon najbardziej jak się tylko dało, popatrzyła na mnie sceptycznie. Nie widziała jeszcze koguta, za to widziała doskonale, że dzieli nas cała odległość podwórka. Niebezpiecznego podwórka. Pełnego kaczek, gęsi i kocurów. Sunia znacząco zwróciła łeb w stronę samochodu, ale właśnie w tym momencie zauważyła koguta…
Gdaknęło, Moja pisnęła i w dzikim pędzie rzuciła się do mnie. Śmignęła przez podwórko. Minęła bramę. Przecięła drogę. Z rozpędu przeskoczyła rów. I dopiero wtedy zauważyła, że pędzi wprost na leżącą krowę… Niestety, na hamowanie było za późno. Za ślisko na gwałtowny zakręt. Z potwornym lamentem Moja przyjęła zderzenie i przekoziołkowała na drugą stronę. Tam, cała zjeżona, nie spuszczając krowy z oka, próbowała dojść do siebie. Niestety, nie było jej to dane – krowa, zdegustowana brakiem spokoju, wstała i leniwie podążyła akurat w kierunku Mojki… Nie, nie, nie! Tego dla mojego dzielnego psa było już za wiele! Warcząc ostrzegawczo i popiskując jednocześnie ze strachu, Moja znów rzuciła się do ucieczki. Szkoda, że ciągle gapiła się na krowę, bo przez to nie zauważyła stawu…
Wróciłyśmy do gospodarstwa i schroniłyśmy się w naszym pokoju. Niestety. Mokra, ubłocona i wstrząśnięta Moja odkryła wtedy, że nie ma jej fotela. Ani kanapy. Pod kołdrę też jej nie wolno. Wreszcie, odmawiając jedzenia, wczołgała się pod łóżko. Westchnęła ciężko, nie mogąc się doczekać, kiedy, ach, kiedy znajdzie się znów w domu!

Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *