Najcudowniejsza wredna baba - Psy.pl - mamy nosa!

Najcudowniejsza wredna baba

O zaadoptowanym przed kilku tygodniami kundelku Mambo, który wyrywa ręce na spacerach, i kundelce Bryśce, która spędziła pół roku w Paryżu, opowiada aktorka Agata Buzek

W ostatnią sobotę rano brała Pani udział w akcji fundacji Viva!, a po południu pojechała do schroniska po drugiego psa. Zawsze tak prozwierzęco spędza Pani wolny czas?
Niestety nie zawsze, ale staram się.

Dlaczego wybrała Pani akurat tego psa i znów ze schroniska w Józefowie?
Rzeczywiście, mój pierwszy pies – Brysia – też jest z tego schroniska. Po nią pojechała jednak moja mama, bo ja się wtedy nie odważyłam. Powiedziałam tylko, że chciałabym, aby była kudłata.
Od dłuższego czasu rozmawialiśmy z moim mężem Adamem o tym, że skoro przy naszym nowym domu jest ogródek, to można pomóc jeszcze jednemu psu. Jechaliśmy po konkretnego, przedstawionego na stronie internetowej schroniska jako pilny do adopcji – napisano, że przebywa tam już długo i jest w kiepskim stanie. Gdy dotarliśmy na miejsce, okazało się, że został już adoptowany, więc poprosiliśmy o jakiegoś innego. Bo nie wyobrażam sobie, żebym mogła sama wybrać: o, ten jest śliczny, tego sobie weźmy… Mambo urodził się w schronisku, niedawno skończył pół roku i jeszcze ma szansę, żeby wyjść na prostą.

Trudne zadanie Pani dostała – pewnie był problem nawet z wejściem do domu…
Problemy były ze wszystkim. Na początku trzeba go było wynieść z samochodu, bo nie umiał sobie poradzić z tym, że jest nad ziemią. A gdy zobaczył najpierw siebie, a potem mnie w lustrze, to myślałam, że dostanie schizofrenii… Widział mnie żywą i mnie odbitą i patrzył raz na jedną, raz na drugą. Schody też były dla niego nie do przejścia. A gdy dziś rano Adam otworzył drzwi od łazienki – a robił to powolusieńku, bo wiedział, że Mambo może być w pobliżu – i ledwie go nimi musnął, to łapy mu się rozjechały i się przewrócił. Ale niewiarygodnie szybko się uczy. Już wie, gdzie jest jego koc, i Bryśce do kosza nie wchodzi – zresztą ona by mu na to nigdy nie pozwoliła.

Jak Brysia go powitała?
Całkiem przyjaźnie. Mambo był przerażony, gdy go wypuściliśmy w ogródku. Ale kiedy wybiegła Bryśka, wyraźnie się ucieszył, że jest jakiś stwór, który wygląda znajomo. Zaczął ją zaczepiać, więc Brysia przez pierwsze pięć minut była zachwycona, że ma z kim się pobawić. Potem się znudziła i dawała nam do zrozumienia, że już możemy go zabrać… Teraz troszkę ignoruje Mambo, choć gdy wczoraj wieczorem Adam poszedł na spacer tylko z nim, to czekała na ganku, aż wrócą.

Wspólne spacery na razie nie wchodzą w grę?
Ja zabieram na nie oba psiaki – Bryśka się mnie trzyma, więc mam ją z głowy, a Mambo na razie wyrywa mi ręce…

Uczy się od Brysi?
Przede wszystkim chodzi za nią, więc gdy ona reaguje na „chodź”, on też podbiega. Mam nadzieję, że Bryśka nie pokaże mu pod naszą nieobecność, że można wejść na kanapę… Bo ona przy nas jest grzeczna, ale potem okazuje się, że mamy w łóżku pełno piachu…

Co jeszcze może Pani powiedzieć o swojej suczce po ośmiu spędzonych z nią latach?
Jest wredną babą, ma charakterek i potrafi się obrazić.

Ostatnio potwierdzono naukowo tezę, że zwierzęta upodabniają się do właścicieli…
Ja też potrafię się obrazić… Można się dużo dowiedzieć o sobie, patrząc na swojego psa. Bryśka na przykład jest humorzasta…

Ale jakieś zalety chyba ma?
Jest najcudowniejsza! Ma w sobie coś kociego – nie jest totalną przylepą, która sobie nie radzi, gdy zostawiamy ją samą w domu. Wspaniałe jest to, że się cieszy, gdy wracamy, i nie płacze, gdy wychodzimy. Nie jest totalnie uzależniona od naszej obecności, ale jednocześnie potrafi okazać, jak bardzo nas potrzebuje.

Zdarzało się jej z Panią podróżować?
Często jeździ z nami na wakacje, była też ze mną przez pierwsze pół roku mojego pobytu w Paryżu. Potem jednak odstawiłam ją do mamy, bo stwierdziłam, że jest to trudne nie tylko dla mnie, ale i dla niej. Tam są wyznaczone dla psów ogrodzone alejki w parkach – ale ile razy można alejkę długości 50-m przejść w tę i z powrotem? Poza tym dopiero gdy się przebywa w tym mieście z psem, to się zauważa, że beton przechodzi w beton: ściana domu, chodnik, ulica, a drzewa są obudowane metalowymi kratami. Tamtejsze psy są nauczone załatwiać się na chodnik, ale Bryśka nie potrafiła. A nie było takiej możliwości, żebym ja szła chodnikiem, a ona po trawniku obok mnie – bo tam nie ma takich trawników. Oczywiście do superparków, takich jak Ogrody Luksemburskie czy Jardins des Tuileries, nie wolno wejść z psem. Próbowałam jeździć metrem do Lasku Bulońskiego, ale zastanawiałam się, czy Bryśka bardziej korzysta ze spaceru, czy stresuje się w metrze.

Jak w tej rzeczywistości funkcjonują Francuzi?
Widziałam w Paryżu dwa typy właścicieli psów. Pierwszy to bardzo zadbane panie i tacyż panowie z yorkami i innymi małymi pieskami – bo w metrze wolno mieć tylko takiego zwierzaka, którego można trzymać na kolanach lub w torbie. Drugi typ to ludzie, którzy nic sobie z tego nie robią i wsiadają ze swoimi wielkimi, włochatymi kundelkami do metra mimo zakazu. Cechuje ich totalny luz: nie ma trawy? – to znajdziemy trawę!

Powinniśmy chyba szukać złotego środka między tym, co się dzieje u nas, a sytuacją w Paryżu?
Trzeba się starać zapewnić psom choćby minimalny dostęp do natury – kawałka trawy, drzewa, wody, w której chcą się wykąpać. Gdy mieszkałam na Mokotowie, chodziłam głównie na Pole Mokotowskie. Tam jest duży teren, który w niepisany sposób należy do psów – można by go ogrodzić, żeby bezpiecznie się na nim razem bawiły.

Co Pani – jako współzałożycielka Przestrzeni Wymiany Działań „Arteria” – sądzi o głośnej sprawie psa głodzonego dla celów ponoć artystycznych?
Sztuka jest ważna, ale życie ważniejsze. Głodzenie psa dla sztuki wydaje mi się totalnie nieludzkie. Widzę tu szerszy problem – według mnie to potworne, gdy męczy się zwierzaki na potrzeby filmu. Jeśli mają w nim występować, trzeba im zapewnić odpowiednie warunki.
Ostatnio grałam z psem w Niemczech. Było to przeprowadzone w genialny sposób: właściciel zwierzaka cały czas przebywał z nim na planie. Gdy widział, że jest zmęczony, mówił: Bardzo państwa przepraszam, ale teraz idziemy na spacer – wrócimy za 15 minut.

Lubi Pani grać z psami?
Nie – podobnie jak nie lubię grać z niemowlakami. Przecież ani zwierzakowi, ani małemu dziecku – choćby powstawało nie wiem jakie arcydzieło – nie zależy na przebywaniu w świetle reflektorów, w tłumie obcych ludzi.

Planuje Pani z Arterią jakąś akcję na rzecz zwierząt?
Bardzo chciałabym uczestniczyć w przedsięwzięciu, które przemawiałoby do ludzi za pomocą sztuki i uruchamiało ich wrażliwość na sprawy zwierząt. Nie chciałabym jednak marnować sił swoich i innych artystów na robienie wielkiej akcji, która nie przyniesie efektów – wyprodukować megazdjęcie czy megaspektakl, które na nikim nie zrobią wrażenia. Tak jak każde działanie w sferze kultury i sztuki – wymaga to natchnienia – więc czekam.

Miała Pani – jako aktorka i modelka – problemy związane z konsekwencajmi swego światopoglądu? Na przykład faktem, że protestuje Pani przeciwko noszeniu futer?
Ja o tym spokojnie i otwarcie mówię na miarach kostiumów. Jeśli się to powie szczerze, wielu ludziom robi się wręcz głupio, że mogli pomyśleć inaczej. Nie jest to postrzegane jako dziwactwo czy kaprys gwiazdy – spotykam się z dużym zrozumieniem. Podobnie jest z niejedzeniem mięsa.

Niektórzy nawet z psów robią wegetarian. Brysia lubi sałatę?
Nie, ale ciasteczka jak najbardziej! Zresztą w większości tanich karm jest znikomy procent mięsa, więc jak go zabraknie, nic się psu nie stanie. Myślę, że zdrowiej dla niego będzie, gdy się mu kupi w wegańskim sklepie karmę dla zwierząt bogatą w różne niezbędne składniki. Brysia chętnie ją jada.

Ostatnio głośno było o psach w polityce – inaczej niż w czasach, gdy Pani ojciec był premierem?
Dokładnie tak samo! Przecież wtedy też krążyły opowieści, jak to Brysia zeżarła meble w willi rządowej…

Agata Buzek – aktorka i modelka. Córka byłego premiera Jerzego Buzka. W 1999 roku ukończyła studia na Wydziale Aktorskim Akademii Teatralnej w Warszawie. Zagrała wiele ról filmowych w Polsce („Kochaj i rób, co chcesz”, „Wiedźmin”, „Zemsta”), we Włoszech, Francji i w Niemczech. Występowała w spektaklach Teatru Telewizji i warszawskich teatrów: Ateneum, Powszechnego, Polonia. Współzałożycielka Przestrzeni Wymiany Działań „Arteria”, która inicjuje, realizuje i wspiera projekty młodych artystów. Współpracuje z fundacją Viva! Akcja dla Zwierząt.

Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *