Najlepszy dowód - Psy.pl - mamy nosa!

Najlepszy dowód

Wierząc, że kropla drąży skałę, przy różnych okazjach powtarzam ostatnio swój ulubiony dowcip. Może nie na zrywanie boków ze śmiechu, ale na pewno na czasie.

Facet mówi otóż do przyjaciela, że chciałby być tolerancyjny.  

– A co ci przeszkadza?

– Żydzi, geje i czarni.

Mnie natomiast przeszkadzają tylko ci, którzy źle traktują zwierzęta. Po prostu ich nie toleruję. Uważam bowiem, że tak, jak nie wolno krzywdzić drugiego człowieka, dokładnie tak samo nie wolno krzywdzić psa, kota czy każdego innego zwierzaka. To nie są przecież przedmioty, tylko żywe istoty.

„Bronku, jesteś za życiem, prawda? – spytał kiedyś Adam Michnik pana prezydenta. – Oczywiście! – potwierdził pan prezydent. – A za życiem głuszca?”. Tyle z książki znanego rysownika Marka Raczkowskiego. Ale ja dziś nie o myśliwych – choć ich pasji też nie rozumiem, a dodatkowo mnie wkurza, że wciągają do tego psy – tylko właśnie o psach. A konkretnie o jednym, którego historia (opisana przez włoską gazetę) jest najlepszym dowodem.

Na co? Oceńcie państwo sami.

Tommy, owczarek niemiecki, dziś 12-letni, jako bezdomny szczeniak został przygarnięty przez samotną Marię Lochi. Kobieta, nazywana przez miejscowych (w San Donaci koło Brindisi w północnych Włoszech) „Marią ze wzgórz”, mieszkała tylko z nim i trzema innymi psami. Czasami w towarzystwie Tommy’ego chodziła do kościoła. Nagle, dwa miesiące temu, zmarła. Tommy odprowadził jej trumnę do kościoła i od czasu mszy żałobnej każdego dnia tam wraca. Leży przed ołtarzem, gdy ksiądz odprawia mszę, i wypatruje wśród wiernych swojej ukochanej pani. A oni oraz duchowny nie mają nic przeciw jego obecności. Otoczyli go troskliwą opieką, a ksiądz nie wyobraża już sobie, że Tommy mógłby nie uczestniczyć w codziennej mszy.

A ja nie wyobrażam sobie, żeby u nas mógł uczestniczyć. I to jest właśnie najlepszy dowód. Na co?

Najlepiej, jak już wspomniałam, żeby każdy odpowiedział sobie sam.


 

Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Przeczytaj także

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *