Nie taki staruszek - Haarlem - Psy.pl - mamy nosa!

Nie taki staruszek – Haarlem

Najbardziej wdzięczny pies na świecie!

Mając już 2-letnią labradorkę o imieniu Molly postanowiliśmy kupić kolejnego labradora. Przeglądając ogłoszenia nie mogłam uwierzyć ilu właścicieli chce oddać swoje psy oraz ile jak bardzo przepełnione są schroniska! Po pewnym czasie poszukiwań postanowiliśmy, że adoptujemy psa. Jeździliśmy po schroniskach szukając psiaka mającego "to coś". Nie mogłam się zdecydować, znajomi mówili, że przesadzam, że zwyczajnie boję się wziąć do domu dużego psa, o nieznanym pochodzeniu, niewiadomym zachowaniu. Patrząc z perspektywy czasu może mieli w tym trochę racji.
Pewnego dnia na portalu internetowym natknęłam się na ogłoszenie dotyczące 6-cio letniego czarnego labradora z rodowodem, mało tego z tytułem reproduktora. O dziwo nikt psa nie chciał! Powód był prosty: agresja w stosunku do innych samców, wiek, bezpłodność oraz fakt, że poprzedni właściciel nie chciał oddać jego papierów (rzekomo, by nie kryć innym psem, a pokazując rodowód Haarlema). Zadzwoniłam do właścicielki, porozmawiałyśmy, stwierdziłam, że muszę wszystko przemyśleć, omówić z rodziną. Powiedziano mi, że mam się spieszyć, ponieważ pies ma zostać uśpiony (pojęcia nie mam dlaczego). Nie mówiąc rodzinie, że pies jest agresywny, kilka dni po rozmowie z właścicielką pojechaliśmy prawie 150km zabrać psa.
Widok mnie przeraził, właścicielka mająca hodowlę psów innej rasy, trzymała wszystkie psy na dworze, bez zadaszenia, z "grupowymi" budami. Z racji tego, iż Haarlem walczył z drugim samcem, psy ze swoich zagród były wypuszczane tylko na załatwienie swoich potrzeb. Mimo takich warunków – co moim zdaniem jest niedopuszczalne w elitarnych hodowlach – szczeniaki kosztowały ok. 3 tysięcy złotych (czy Polski Związek Kynologiczny tego nie kontroluje?!).
Siedząc w kojcu Haarlem strasznie szczekał, rzucał się jak weszliśmy na podwórko, natomiast po wypuszczeniu pies zaczął tak szaleć, że nawet nie zwrócił na nas uwagi. Zwyczajnie biegał w kółko, tarzał się, znaczył teren. Wołaliśmy go, przybiegł, zaczął na nas skakać, po czym biegał dalej – dzik. Zwątpiłam czy jest sens go zabierać, czy sobie z nim poradzę, czy nie zdemoluje nam domu. Ale szczerze – w głębi duszy, czułam, że jeśli tego nie zrobię to w pewien sposób zawiodę samą siebie, najzwyczajniej w świecie bałam się.
Haarlema zabraliśmy do siebie. Podróż – wspaniała, pierwsze spotkanie z naszą suczką – świetnie. Początkowo wszystko wydawało się wspaniałe. Pies nie przejawiał żadnych objawów chorobowych – prócz tego, że od kilku lat nie był szczepiony, odrobaczany, wszystko było ok. Jednak po pewnym czasie zaczęły się drobne problemy: łupież, kulawizna (skutek złamanej w młodym wieku łapy), bóle kręgosłupa – z pomocą weterynarza poradziliśmy sobie ze wszystkim. Najgorszy dla mnie był jednak fakt, że pies wszystkiego się bał – podniesionego głosu, większych grup ludzi, miotły, odkurzacza. Zmiana takiego zachowania trwała dość długo, psiak musiał zrozumieć, że nic mu nie zagraża. Rzekoma agresja – nie zauważyłam jej.
Dzisiaj minęły już ponad 2 lata odkąd Haarlem jest z nami. Ciągle uczy się nowych sztuczek, próbuje dogonić Molkę podczas zabaw, ma lepszą kondycję, piękniejszą sierść a co najważniejsze, wydaję się być szczęśliwym psem. Nie znam psa, który byłby bardziej wdzięczny niż on. Wystarczy na niego spojrzeć, by jego ogon szalał z radości!

Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *