Nie zatrzaskujmy bram - Psy.pl

Nie zatrzaskujmy bram

Każde zwierzę - także to z problemami, takimi jak nadpobudliwość, lękliwość czy też umiarkowana agresja lękowa - zasługuje na godne i dobre życie

W lutowym numerze „Mojego Psa” ukazał się artykuł Zofii Mrzewińskiej pt. „Przepustka na życie”, poruszający kwestie adopcji zwierząt ze schronisk oraz związanego z tym ryzyka. Analiza problemu pod wieloma względami jest trafna i zawiera istotne informacje o kłopotach ludzi adoptujących zwierzęta z azylów. Należy się zgodzić z autorką, kiedy pisze, że psy w schroniskach żyją w nieustannym stresie, ich zachowanie jest zmienione przez nienaturalne warunki życia, a ich często nieznana przeszłość może rzutować na relacje z przyszłym opiekunem. Cenne jest także dostrzeżenie roli wolontariuszy, którzy mają szansę dokładnie poznać zwierzęta i udzielić wyczerpujących informacji potencjalnym nowym właścicielom.

Z głównymi tezami tego artykułu nie mogę się jednak zgodzić. Przez lata praktyki lekarskiej oraz podczas trwającej osiem lat pracy w schronisku dla zwierząt miałem okazję dokonać obserwacji, które pozwalają na wyciągnięcie zgoła innych wniosków niż te, które przedstawiła autorka.

BEZDUSZNA ZASADA
Zofia Mrzewińska jest zwolenniczką stosowanej w Kanadzie zasady, że nie tylko pies agresywny, ale także nadpobudliwy nie powinien dostać drugiej szansy na życie. Uważa to rozwiązanie za lepsze od naiwnej wiary w to, że każdy zwierzak odpłaci wdzięcznością za ofiarowanie mu domu i nie będzie sprawiał kłopotów. Tymczasem i jedna, i druga postawa jest niewłaściwa. Trudno mi się zgodzić z tezą, że „Żelazną regułą wszystkich schronisk powinno się stać niewydawanie psów, które pogryzły człowieka. Również tych oddanych przez dotychczasowych właścicieli – bo warczały na domowników”.

Pomijam już kwestię bezwarunkowej wiary w słowa oddających zwierzę do schroniska właścicieli – z prawdomównością w takich okolicznościach bywa bowiem różnie. Warczenie na domowników – jak i większość innych przykładów zachowań psów zaliczanych przez autorkę do agresywnych i nadpobudliwych – nie należy do sytuacji skrajnych (kiedy izolacja i eutanazja są koniecznością), ale typowych i łatwych do opanowania (mały mieszaniec podszczypujący domowników, pies bojący się miotły).
Wbrew temu, co pisze autorka, do poradzenia sobie z problemami tego rodzaju nie są potrzebni zawodowi trenerzy. Wystarczy nieco większa niż elementarna wiedza na temat zachowań psów, konsekwencja i właściwe podejście do zwierzaka od pierwszych godzin po adopcji. Sporym problemem jest istotnie wykazywanie przez psa agresji w stosunku do dzieci, często będące efektem utrwalonych urazów. Takich psów nie należy wydawać do domów, w których są dzieci – ale też powinno to być jedyne ograniczenie.

Skazywanie stwarzających kłopoty psów na dożywocie w schronisku to zasada bezduszna, bezwzględna i nielicząca się z realiami polskich schronisk, doprowadziłaby ona do ich przepełnienia, stworzenia psiego getta i w ostateczności do masowego uśmiercania. Zamiast tego wystarczy przyjęcie przez schroniska zasady świadomych adopcji. Najistotniejsze jest tu rzetelne informowanie potencjalnych opiekunów o zachowaniu, charakterze i ewentualnych problemach danego psa (nieocenioną pomocą dla pracowników schroniska są tu wolontariusze) oraz – jeśli to możliwe – dobry wywiad z właścicielami oddającymi zwierzę.

ŚWIADOME ADOPCJE
Można spotkać ludzi, którzy świadomie i z wielkim zaangażowaniem podejmują się adopcji psa z problemami i przejścia z nim przez proces wychowawczy, by darować mu dobre życie – w miejsce proponowanego przez autorkę dożywocia w schronisku.

Mrzewińska słusznie zauważa, że do schronisk „przychodzą zwykle ludzie z nadzieją na otrzymanie niekłopotliwego domownika”. Owszem – takie osoby stanowią większość. Jest jednak także mniejszość, która świadomie chce wziąć na siebie ułożenie lękliwego, nadpobudliwego czy wykazującego agresję psa. Ludzie ci mają wiedzę na temat zachowań stadnych psów, dominacji i hierarchiczności. Wiedzą, jak korygować niepożądane zachowania. Nie są to bynajmniej zawodowi trenerzy – choć oczywiście nowi opiekunowie mogą skorzystać z ich usług, na co schronisk nie stać.

Zofia Mrzewińska pisze, że doskonałą formą znajdowania skrzywdzonym zwierzętom nowych domów są ogłoszenia na stronach i forach internetowych, twierdzi jednak, że „i tam często emocje biorą górę nad rozsądkiem”. Moim zdaniem jednak to właśnie te media dają możliwość rozsądnego rozważenia adopcji konkretnego psa, ocenienia własnych możliwości i sił, bez emocji towarzyszących zwykle wizycie w schronisku. Inaczej myślimy przed monitorem, inaczej stojąc oko w oko z budzącym litość zwierzakiem.

ZAGĘŚCIĆ SITO
Każde zwierzę, także to z problemami takimi jak nadpobudliwość, lękliwość czy też umiarkowana agresja lękowa (pomijając przypadki skrajne), zasługuje na godne i dobre życie, nie tylko, jak pisze autorka, te „najmłodsze, najzdrowsze, te, które w azylu przebywają najkrócej, niewykazujące agresywnych zachowań”. Nawiasem mówiąc, z tego i kolejnych, kończących artykuł stwierdzeń wynika, że bramę schroniska należy zatrzasnąć na zawsze nie tylko za psami trudnymi, ale także starymi, chorymi, niepełnosprawnymi, porzuconymi przez właścicieli jak stary, zużyty przedmiot. Takie myślenie niewiele ma wspólnego ze zdaniem otwierającym Ustawę o ochronie zwierząt, głoszącym że „zwierzę nie jest rzeczą”.

Opierając się na doświadczeniu zdobytym podczas pracy w schronisku i praktyce lekarskiej, postulowałbym zatem zagęszczenie sita nie przy wyborze psów, ale przy doborze adoptujących. Największą radością dla pracowników schronisk i wolontariuszy są adopcje zwierząt trudnych, dzięki wrażliwości i determinacji opiekunów przywróconych do normalnego życia, a także tych starych, kalekich, chorych, którym ofiarowano godny los. Zwierzęta młode, zdrowe, miłe, przebywające w schronisku krótko oczywiście zasługują na domy – i z reguły bez problemów je znajdują.

Nie wytrzymuje też krytyki argument, że odgórne zablokowanie adopcji psów trudnych w istotny sposób zmniejszy problem „zwrotów” do schroniska. Świadome adopcje psów trudnych nie kończą się zwrotami. Bardziej prawdopodobne jest, że zdarzy się tak w sytuacji, gdy ludzie szukali młodej, zdrowej i bezproblemowej „zabawki”. A tu nagle okazało się, że psa trzeba leczyć, wyprowadzać i wychowywać…

Lepszy nadmiar ostrożności

Chylę głowę przed szacunkiem dla zwierząt i troską o nie, które emanują z listu pana Piotra Dąbrowskiego. Nie jestem zwolenniczką wszystkich rozwiązań kanadyjskich – uważam je za okrutne, co zresztą napisałam – ale mimo wszystko sądzę, że lepszy jest nadmiar ostrożności niż jej niedobór. Nie ma gwarancji, że pies, który pogryzł dziecko, wydany do domu, w którym dzieci nie ma – nigdy nie zetknie się z dzieckiem rodziny czy znajomych właściciela. Statystyki pogryzień wskazują, że na odpowiedzialność wielu właścicieli psów nie ma co liczyć. Ani na wiedzę. W szkole ani jedna lekcja biologii nie jest poświęcona zwierzętom, które spotykamy na co dzień. Uczestniczyłam w aukcjach bezpańskich zwierząt – zaprzyjaźniony ośrodek szkolenia oferował bezpłatne lekcje dla chętnych, by wziąć psy ze schroniska – i wśród zabierających psy do domu nie spotkałam ani jednej osoby, która wiedziałaby, że pies nie rozumie znaczenia słów.

Bardzo bym chciała, aby wszystkie psy azylowe miały szansę na drugie godne życie. Ale to nierealne. Dlatego uważam, że najpierw powinny być wydawane te młode, bezproblemowe, krótko przebywające w schronisku, zanim ich psychika zostanie okaleczona. Jeśli znajdzie się ktoś o wielkim sercu, kto świadomie chce wziąć schorowaną biedotę lub trudniejszego psa – to wspaniale, można temu tylko przyklasnąć. Jednak przeciętnemu chętnemu na psa proponowałabym zwierzę najłatwiejsze. (Zofia Mrzewińska)

Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *