Nie żyje Marek Frąckowiak. Zawsze był na akcji "Zerwijmy łańcuchy"
Marek Frąckowiak

Nie żyje Marek Frąckowiak. Kochał zwierzęta, zawsze był na akcji „Zerwijmy łańcuchy”

Marek Frąckowiak – aktor, mąż Ewy Złotowskiej. Oboje to wielcy miłośnicy zwierząt. Ich dom zawsze pełen był przygarniętych psów i kotów.

Początek października. Przygotowuję relację z akcji „Zerwijmy łańcuchy”. Dzwonię do Marka Frąckowiaka, by opowiedział mi, co się zmieniło w stosunku do psów łańcuchowych przez 11 lat trwania akcji. Pan Marek jak zawsze jest gotów do rozmowy. Bo Marek Frąckowiak nigdy nie mówił, że nie ma czasu.

Marek Frąckowiak i Paulina Król
fot. Celestyna Król

Plan filmowy czy praca w teatrze nie przeszkadzały mu w opiece nad polegującymi na kanapach i biegającymi po ogrodzie psami i kotami, które z żoną, też aktorką Ewą Złotowską, przygarniali. Znajdował też zawsze czas, by przypiąć się łańcuchem do budy na placu Zamkowym w Warszawie. Bo Marek Frąckowiak wiedział, że może to uświadomić ludziom, jak trudny jest los takich zwierzaków.

Akcja „Zerwijmy łańcuchy” sprawiła, że w mojej miejscowości los psów łańcuchowych zmienił się na lepsze. Nawet jeśli są na łańcuchach, mają solidniejsze budy, są lepiej odżywione i spuszczane, by mogły swobodnie pobiegać – mówił mi pan Marek.

Miesiąc temu był z nami na akcji „Zerwijmy łańcuchy”

7 października był jak zawsze na placu Zamkowym. Odkąd zachorował na nowotwór, gdy przychodził, nie siadał przy budzie, bo nie pozwalał mu na to kręgosłup, tylko stał. Stał nie pięć czy dziesięć minut, lecz godzinę i dłużej. Z pewnością nie było mu lekko. Mogę się tylko domyślać, co czuł. To wszystko jakoś symbolicznie łączyło się z cierpieniem psów, w których imieniu protestował.

Marek Frąckowiak
fot. Celestyna Król

A psy, koty i konie od zawsze były obecne w jego życiu. Jego ukochanym, mądrym i niezastąpionym czworonogiem z dzieciństwa był bokser Trot. Z miłością jego życia, Ewą Złotowską, też połączył go pies. To czarny wilkowaty Felek aktorki pierwszy pokochał Marka. Ewa i Marek żartowali, że to pies przekonał ją do niego, że zdecydowała się z nim być, bo nie mogła patrzeć, jak zwierzak za nim tęskni i cierpi.

– Felek to był niesłychanie mądry pies. Miał tylko jedną wadę: odbierał telefony, ale nie zapisywał, kto dzwonił – śmiał się Marek Frąckowiak, gdy rozmawiałam z nim, przygotowując sylwetkę jego i jego żony, gdy zostali w 2014 roku nominowani do nagrody Serce dla Zwierząt, przyznawanej przez portal Psy.pl.

Mieli wtedy pięć psów (Klara po wylewie, Norman, Adaś, Amelka, która miała być uśpiona, i piesek uratowany z łańcucha) i sześć kotów (Gucio, Ksenia, Lucek, Cyryl, Klara i Lesio). Tym minischroniskiem opiekowali się sami mimo licznych obowiązków zawodowych. A przez wiele poprzednich lat przez ich dom przewinęło się mnóstwo innych potrzebujących pomocy zwierząt. Część zostawała u nich, część oddawali, ale zawsze w pewne, dobre ręce.

Marek Frąckowiak i Monika Mazur
fot. Celestyna Król

Zwierzęta mają jedną wadę

Trzy lata temu pan Marek powiedział, że zwierzęta mają tylko jedną wadę: żyją krócej niż człowiek. Tak, to prawda, zwykle psy i koty nas osierocają. Tym razem jednak to pan Marek osierocił swoje zwierzaki.

Dziękujemy mu za jego wielkie serce dla zwierząt. Wierzymy, że spotka gdzieś tam Felka i Trota, i wszystkie inne zwierzaki, którym pomógł.

Autor: Magdalena Ciszewska
5 na 5 na podstawie 1 głosów
Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

  • RM
    RM 8 listopada 2017 o 12:37

    szkoda,że tacy ludzie odchodzą a skurczysynów nic nie bierze,ehh

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *