Niezastąpione jak grecki chór - Psy.pl - mamy nosa!

Niezastąpione jak grecki chór

Nie rozdają autografów i nic nie wiedzą o swojej popularności. Ale grające w teatrze Zenek, Bułat i Lex to osobowości sceniczne - lubią zwracać na siebie uwagę

Teatr w swej historii powoli stawał się instytucją demokratyczną, niechętnie otwierał się na kobiety aktorki, a co dopiero na czworonożnych artystów… Jednak Chorea, jak przystało na teatr eksperymentalny, należy pod tym względem do światowej czołówki. Zenek, pies aktora i reżysera Tomasza Rodowicza, od lat wychodzi na scenę podczas przedstawień – można go oglądać w „Tańcach labiryntu” i w „Orkiestrze antycznej”. Nie wygłasza co prawda żadnej kwestii, ale publiczność i tak cały czas na niego patrzy.

– Nigdy nie stara się zdominować przedstawienia – zaznacza Tomasz Rodowicz. – Co prawda raz wybiegł na środek sceny, ale to był wyjątek. Kiedy mu się bardzo nudzi, na ogół idzie na widownię, zwłaszcza jeśli zobaczy kogoś znajomego.

Pies kulturalnie milczy na scenie, dyskretny, ale niezastąpiony jak grecki chór. Nikt nie dziwi się jego obecności podczas spektaklu. Istota teatru Chorea to przecież spontaniczność i tajemnica – a więc nawet pies na scenie jest na swoim miejscu.

Z kapeluszem na bakier
Zenek jest też obecny na wszystkich sesjach naukowych, sympozjach i warsztatach teatralnych, w których bierze udział jego pan. Prawdziwa sława jednak dopiero przed nim. Niedawno zagrał pierwszą znaczącą rolę – w sztuce „Sczeźli” opartej na tekstach Tadeusza Kantora. – Nastrój przedstawienia jest tak zbudowany, że pies wydaje się jedyną realną postacią – opowiada Tomasz Rodowicz. – Taka też jest rola Zenka – być strażnikiem rzeczywistości, prawdziwego świata, podczas gdy reszta jest wyjęta ze snu.

Zenon w przedstawieniu dostał poważne aktorskie zadania. Kiedy postać zwana Narratorem wygłasza wykład o abstrakcji, pies, według scenariusza, łapie rzucony kapelusz i tarmosi go zajadle. Tak się jednak dziwnie złożyło, że wykonywał to jedynie na próbach. Na premierze ograniczył się do podbiegnięcia i sceptycznego obwąchania rekwizytu. – Teraz na widok kapelusza właściwie tylko się przeciąga – przyznaje Tomasz Rodowicz. – Ale recenzenci i tak byli zachwyceni. Niektórzy potraktowali go jak najważniejszą postać w przedstawieniu.

W innej scenie Narrator wygłasza kwestię o samobójstwie. W tym momencie pies wskakuje mu na kolana. I rzeczywiście, ani razu nie zdarzyła się wpadka. Zenek zawsze bezbłędnie wchodzi w rolę w odpowiednim momencie. Pytanie tylko, skąd to wszystko wie. Tomasz Rodowicz zarzeka się, że go nie szkoli. Nie planuje też na razie obsadzania go w innych rolach, bo, jak twierdzi, nie chce z psa zrobić cyrkowca. Istotą jego gry ma być spontaniczność, naturalność. Zenek w teatrze Chorea jest symbolem nieprzewidywalności, magicznego „wszystko się może zdarzyć”.

Amator oklasków
Z temperamentu przypomina owczarka węgierskiego, a z wyglądu – krzyżówkę sznaucera z jamnikiem szorstkowłosym. – Zenonem został dlatego, że wyglądał mi na takiego zwykłego, poczciwego, wiejskiego kundla. W erze tych wszystkich Pimpusiów albo, co gorsza, Dionizosów chciałem dać mu bezpretensjonalne imię – opowiada właściciel psa.

Kariera czworonoga rozpoczęła się właściwie przypadkiem – Tomasz Rodowicz nie chciał zostawiać go samego w domu, więc pozwolił mu asystować podczas prób i przedstawień. Zenek od początku na scenie był bardzo spokojny – drzemał na swoim kocu, pilnując teatru, aż do oklasków. Wtedy zrywał się i biegł do pana – oczywiście zbierając kolejne owacje. Najwyraźniej szybko się zorientował, że oklaski to sygnał końca nudziarstwa i będzie można iść na spacer…

– Od samego początku pies uczestniczy w całym moim życiu – opowiada Tomasz Rodowicz. – Chodzę z nim wszędzie i dlatego często mam na pieńku z nerwowymi ochroniarzami, zakompleksionymi odźwiernymi i alergicznymi właścicielami restauracji. Nie lubię go nigdzie zostawiać – przecież jest przewodnikiem stada, a przewodnik nie może zostawać w tyle.

Zenek, pies o duszy pasterza – niech nikogo nie zmyli ta skromna postura – zawsze i wszędzie kładzie się naprzeciwko drzwi i ubezpiecza swojego pana. Na scenie, na której do pilnowania jest aż tylu aktorów (nie mówiąc o widowni), czuje się więc jak ryba w wodzie.

Aktor z ulicy
Dziś już czternastolatek i doświadczony aktor Zenek zaczynał, o dziwo, jako pies bojaźliwy. Miał zaledwie rok, gdy jego pan znalazł go na ulicy. – Pamiętam, jak szedł – cały skulony, jakby przepraszał, że żyje – wspomina Tomasz Rodowicz. – Złapałem go na skórkę od chleba. Przypuszczam, że był nie tylko głodzony, ale i bity. Dopiero po miesiącu pierwszy raz szczeknął i przerażony własnym głosem schował się pod łóżko. Po roku Zenek się oswoił. Jakby z dnia na dzień zapomniał o traumatycznych przeżyciach z dzieciństwa, zaczął być normalnym psem. Takim, któremu różne rzeczy się należą – kanapa w domu i kocyk na scenie.

Tomasz Rodowicz długo uważał, że jako aktor nie może mieć psa: cały czas w rozjazdach, życie na walizkach, nie ma sensu wlec z sobą zwierzęcia. Mimo to doskwierał mu brak czworonoga. Dzięki Zenkowi przekonał się, że zwierzak może mu towarzyszyć nie tylko w trasie, ale i w teatrze. Dziś jeżdżą razem na przedstawienia do Łodzi, Wrocławia, Warszawy, Krakowa…

Zenek jest nastawiony na uczenie się. Jego opiekun policzył, że rozumie trzydzieści osiem słów. Na hasło „kury!” przegania ptactwo, które w wiejskim domu Rodowicza pcha się natrętnie do środka, bezbłędnie reaguje na „chodź” i „idź”, a „dobry” uważa za swoje drugie imię, bo tak często słyszy od pana: „dobry Zenek!”. Najdziwniej jednak reaguje na słowo „niestety” – siada i kładzie uszy po sobie…

Charty na scenie narodowej
Na przeciwległym biegunie plasują się ci psi aktorzy, którzy porzucili barwną improwizację na rzecz poważnego profesjonalizmu. Charty hodowców Renaty i Andrzeja Zembowiczów grały w reklamach i chodziły z modelkami po wybiegu. Wszystko zaczęło się trzy lata temu. Gdy się okazało, że zrównoważone, opanowane, a przy tym piękne psy pana Andrzeja bardzo dobrze znoszą pozowanie i nastrój panujący w studiu, propozycje posypały się jak z rękawa. Dziś Bułat, Lex, Paprika, Ławra i Tuła to prawdziwe gwiazdy. Są nie tylko championami (a trzy z nich interchampionami).

Mogą się także pochwalić czymś więcej – bo który inny chart grał z Janem Englertem? Ukoronowaniem kariery Bułata i Leksa jest rola w spektaklu w Teatrze Narodowym. W ubiegłym roku do pana Andrzeja zadzwoniła reżyser Maja Kleczewska. Przygotowywała „Fedrę” i chciała, aby w jednej ze scen wystąpiły charty rosyjskie. Psy poszły na casting i od grudnia grają od trzech do pięciu spektakli miesięcznie.

Deski sceny narodowej bynajmniej nie stresują zwierząt Andrzeja Zembowicza. Jeśli już jakiś czynnik wpływa rozpraszająco, to publiczność, która bardzo entuzjastycznie reaguje na prawdziwe psy w teatrze.

W przeciwieństwie do Zenona Lex i Bułat nie mają możliwości swobodnej interpretacji roli. Oba psy, występujące z Janem Englertem i Danutą Stenką, cały czas są trzymane na smyczy. Mimo to przed spektaklem ich właściciel pozwala im pobiegać po scenie, żeby przyzwyczaiły się do otoczenia i atmosfery. Później siada na widowni. Dzięki temu czworonogi cały czas go widzą i są spokojne. Gdy kończy się scena, w której występują, jadą z panem do domu.

– Charty mają szczególne predyspozycje do takich zadań – uważa Andrzej Zembowicz. – Są zrównoważone i pozbawione agresji, więc aktor łatwo sobie z nimi radzi. Przez wieki ta rasa budziła powszechny zachwyt, nic więc dziwnego, że w końcu trafiła do Teatru Narodowego. A przecież nawet nie każdy dwunożny aktor tam dociera!

Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *