O psie, który dostał… babcię

Mały chihuahua był kiedyś ślicznym, modnym pieskiem. Kiedy się zestarzał i zachorował, jego właściciele pozbyli się go w najprostszy możliwy sposób: wyrzucając na ulicę. Ktoś poinformował służby ochrony zwierząt o przestraszonym, zagubionym zwierzątku, które drepcze po ulicach Los Angeles i tak nasz bohater został przewieziony do schroniska. Niestety, miejsce, w którym się znalazł, było tzw. „kill shelter” – placówką, w której usypiane są zwierzaki stare, chore, niesprawne. Na wychudzonego malca zapadł wyrok śmierci.

Na szczęście jednemu z pracowników schroniska żal się zrobiło drżącego staruszka i zawiadomił o nim organizację Leave No Paws Behind – fundację specjalizującą się w ratowaniu bardzo starych psiaków przeznaczonych do uśpienia w schroniskach Kalifornii. Szefowa tej fundacji, Toby Wisneski, uratowała już wiele psich istnień. Także i w tym przypadku Toby błyskawicznie zorganizowała pomoc, wysyłając współpracownika do schroniska aby czym prędzej zabrał psiaka. Jednocześnie zadzwoniła do zaprzyjaźnionego weterynarza. Doktor Mark Hohne, właściciel kliniki East Valley odpowiedział krótko: „Już jadę!” i rzeczywiście, żeby przyjąć psiego staruszka otworzył przychodnię, która była tego dnia nieczynna. Szlachetny lekarz stwierdził, że piesek jest w fatalnym stanie: miał chorą skórę, był odwodniony i zagłodzony, a przy tym przerażony. Przy okazji usiłowano ustalić wiek małego pacjenta: doktor Hohne uznał, że to prawdziwy psi matuzalem – może mieć nawet 18 lat!

Zarówno wiek, jak i zły stan zdrowia nie odstraszyły ratowników i mały piesek został otoczony czułą opieką. Jego stan udało się ustabilizować. Nadano mu też imię: Oliver. Toby natychmiast zaczęła szukać domu dla małego pacjenta – fundacja stworzyła sieć domów adopcyjnych zdecydowanych na przygarnięcie psich staruszków, żeby dać im szczęście na ostatnie lata (a nieraz tylko miesiące) życia. Oliver miał szczęście. Bardzo szybko zgłosili się po niego dobrzy ludzie współpracujący z fundacją.

W wielopokoleniowej rodzinie, która przyjęła pieska pod swój dach, mieszka bardzo ważna osoba – Babcia. I to do niej przylgnęło serduszko Olivera od pierwszej chwili. Jak się okazało, z wzajemnością. Dwie wiekowe istoty pokochały się i spędzają razem czas. Jak powiedziała Toby Wisneski: „Każdy pies zasługuje na to, żeby mieć babcię!”. Pewnie: babcia nie wychowuje – babcia rozpieszcza, babcia zawsze ma pod ręką jakiś smakołyk, z babcią najlepiej spędza się czas. PŁ