Odpowiedzialność za psa i za dziecko - Psy.pl

Odpowiedzialność za psa i za dziecko

W mojej wsi zdarzył się bardzo przykry wypadek. Dwa psy dość dotkliwie pogryzły „własne” dziecko. Kilkuletni chłopiec poszedł z dziadkiem i psami na spacer. Chciał rzucić patyk, potknął się i upadł. Pies i suczka zareagowały w zupełnie nieoczekiwany sposób. Rzuciły się na chłopca i gdyby nie dziadek, nie wiadomo, czy skończyłoby się tylko na kilku szwach.

Nie znam tej rodziny osobiście. Wiem z opowiadań, że psy mieszkały w domu, a nawet sypiały z chłopcem. Psów też nie znam

Z ustnych przekazów mogę się domyślić, że to amstafy, ale mogą być mieszańcami innych ras uznanych za trudne. I tu jest „pies pogrzebany”. Dlaczego ludzie kupują sobie psy takich ras? Nie mam nic przeciw psom bez względu na ich pochodzenie, ale nie umiem zrozumieć ludzi. Co prawda amstafy zazwyczaj sprawdzają się jako psy rodzinne, ale jakże łatwo wywołać w nich agresję. Szczególnie wówczas, gdy mamy do czynienia nawet z dwuosobową sforą.

Wychowanie psa trudnej rasy w taki sposób, by nigdy nie stwarzał zagrożenia, wymaga zarówno umiejętności, jak i czasu. Bardzo dużo czasu. Bywa, że i to nie wystarcza. Zatem przede wszystkim potrzebna jest odpowiedzialność. Tego brakuje w wielu dziedzinach życia. Opiekun ponosi pełną odpowiedzialność za psa i za dziecko. Ktoś, kto decyduje się na takiego, a nie innego psa tylko dlatego, że mu się podoba, że sąsiad ma takiego, że widział psa w telewizji, musi się liczyć z przykrymi konsekwencjami. Czyli po prostu nie jest odpowiedzialny i w ogóle nie powinien mieć zwierząt.

Niestety smutne konsekwencje pogryzień zazwyczaj ponoszą psy. Są poddawane eutanazji, trafiają do schronisk lub są porzucane. To trochę tak jak w chińskiej przypowieści. Dziewczynka znalazła zranioną żmiję. Zaopiekowała się nią, opatrzyła rany. Gdy żmija wyzdrowiała, ugryzła dziewczynkę. Dlaczego to zrobiłaś? Przecież opiekowałam się tobą? – zapytała pogryziona. – Czy nie wiedziałaś, że jestem żmiją? – usłyszała w odpowiedzi. Niech nikt nie myśli, że porównanie psa ze żmiją ma pejoratywny wydźwięk. Na pewno, nie w moim wydaniu. Bardzo lubię wszystkie gady, a żmije szczególnie. To bardzo spokojne zwierzęta i kąsają tylko w obliczu zagrożenia. Nie jest ich winą, że mają zęby jadowe.

Nie jest winą psa, że poprzez trwającą czasem setki lat nienaturalną selekcję człowiek wpisał w jego genotyp nadmierną agresję. Nie jest jego winą, że w nielegalnych hodowlach nikt nie eliminował z rozrodu osobników nadmiernie agresywnych. Nie jest jego winą, że nikt nie poświęcił mu wystarczająco dużo uwagi. Nie poradził się specjalisty od wychowania psów. Nie poznał historii rasy i sposobów pozbywania się niechcianych zachowań. Pamiętając oczywiście, że nie jest to możliwe w stu procentach i pewne okoliczności mogą wywołać to, czego się obawiamy. I nie będzie winą psa to, że nie dowiedzieliśmy się, jakie to okoliczności.

Nie chciałabym wpędzić w poczucie winy tych, którzy mają psy trudnych ras. Mają odpowiedzialnie. Znają je doskonale i wiedzą, jakich sytuacji unikać. Bardzo ważne jest to, o czym wspomniałam na początku – jeden pies to zupełnie inna bajka niż dwa lub więcej. W grupie wystarczy jeden „zapalnik”, aby wybuch rozszerzył się na wszystkie zwierzęta. To dokładnie taki sam scenariusz jak wśród ludzi. Pojedynczo nie stać nas na wiele, ale w grupie siła. Wystarczy wybrać się na mecz piłki nożnej. W porównaniu z zachowaniem kiboli nawet bardzo agresywne psy wypadają niewinnie.

Każdy opiekun psa o rasowo groźnym pochodzeniu nie może o nim zapomnieć nawet na sekundę. Musi też pamiętać, że większość tych ras dojrzewa emocjonalnie dopiero około trzeciego roku życia. Wcześniej praktycznie nie zdarzają się kłopoty z agresją w stosunku do ludzi. Warto się zastanowić przede wszystkim nad tym, że atakowani są prawie wyłącznie członkowie rodziny. Rodzi to pytanie, czy czasem rodzina nie potrzebuje pomocy psychologicznej. Zazwyczaj tak.

Autor: Dorota Sumińska
Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

  • dwbem
    dwbem 27 czerwca 2017 o 19:40

    Uwielbiam panią i pani stosunek do zwierząt. I zgadzam się, że żeby mieć psa trzeba być rozumnym i odpowiedzialnym. Ja od ponad 35 lat mam szkalowane od lat rottweilery, szkolone na psy obronne policyjnie a mimo to, wszystkie byly doskonale zsocjalizowane i choć zawsze mieszkałam w osiedlu miedzy ludźmi, dziecmi i różnej wielkości psami moje psy nigdy nie stanowiły zagrożenia dla otoczenia. Przeciwnie - potrafiły z własnej inicjatywy bronić osobnikow słabszych atakowanych przez silniejsze ale nigdy krwawo. Po prostu pacyfikowaly agresora bez używania zębów. Ale to była moja praca w wychowywanie od szczenięcia. A nmoja ostatnia staruszka jest uosobieniem łagodności - ją nawet agresja nie zmusi do agresji a cały świat zalizalaby na śmierć, taka groźna.

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *