Odskocznia od politycznych zwierząt - Psy.pl - mamy nosa!

Odskocznia od politycznych zwierząt

Franz, Franciszek, Franzulo, a dla dzieci po prostu Francik. Berneńczyk Tomasza Lisa to spełnienie jego marzeń o silnym, ale łagodnym psie

Trudniej jest rządzić psem niż ludźmi?
Jeśli chodzi o wymagania wobec Franza, to mam tylko jedno – i musiałem o to trochę powalczyć – żeby nie wskakiwał do łóżka. Bo jeszcze pół roku temu, gdy tylko wstawałem, natychmiast do niego właził i żona nie miała żadnych szans, żeby go eksmitować. Dorobił się nawet roboczej ksywki: Wiceprezes.
Z góry zdecydowałem, że nie zafunduję mu żadnej tresury. Pewnie się przydaje, ale czułbym się idiotycznie, musztrując psa – równaj, równaj. Po co ma równać, jeśli wychodzę z nim wyłącznie do lasu.

Dobre wychowanie przydałoby się w różnych sytuacjach, na przykład podczas wspólnych wyjazdów.
Wyjazdy faktycznie są męczące, bo Franz siedzi za mną albo obok mnie i w praktyce ma łeb albo na moim ramieniu, albo na mojej ręce, którą właśnie mam zamiar zmienić bieg, ewentualnie intensywnie liże szyby. Po prostu trzeba się pogodzić z tym, że po podróży samochód i ja jesteśmy do prania.

Franz to od Kafki?
Nie. Ponieważ jest to berneński pies pasterski, uznaliśmy, że imię powinno być austriacko-szwajcarsko-germańskie. Zaczęliśmy się zastanawiać i żona powiedziała: „To może Franz?”. I już nie wymyślaliśmy dalej. Wcześniej inspirowały mnie kluby piłkarskie, na przykład sznaucera średniego moich rodziców nazwałem Ajax.

Ajax się pojawił, gdy Pan już nie mieszkał z rodzicami?
Tak, ale wcześniej miałem dwa kundelki – Ramzesa i Dudusia. Oba przyniosłem z podwórka. Kadencje z tymi pieskami były krótkie – jeden miał raka, a drugi nosówkę, ale przynajmniej koniec życia spędziły w fajnych warunkach. Ajax też umarł na raka, więc rodzice odradzali mi kupowanie psa, przekonując, że gdy zwierzak odchodzi, człowiek przeżywa straszną traumę. Zawsze jednak marzyłem o dużym, ale pozbawionym agresji psie, który chciałby spędzać czas z dziećmi i któremu nic głupiego do łba nie strzeli. Pies bardzo integruje, zmusza do ruchu. I Franz taki jest – bardzo przyjazny, dzieci go uwielbiają. Jest jeszcze trochę głupawy – ma dopiero półtora roku – taki dość duży pluszak.

Decydując się na berneńczyka, wiedział Pan, że psy tej rasy żyją krótko?
Dowiedziałem się o tym z jakiegoś pisma już po fakcie, ale gdybyśmy o tym wiedzieli, i tak wzięlibyśmy właśnie berneńczyka.

Na przykładzie zwierząt da się wytłumaczyć dzieciom kwestie ostateczne?
Nie myślałem o tym, obecność psa na pewno uczy dziecko odpowiedzialności za inne stworzenia – duże i małe. Choć gdy obserwuję dzieci, to widzę, że są bardziej i mniej „uzwierzęcone”. Moja starsza córka chętnie się psem zajmuje, młodsza niby też lubi, ale mniej. A z kolei starsza córka mojej żony – w przeciwieństwie do swej siostry – bardzo opiekuje się swoim kotem Denverem, z którym Franz kohabituje.

Omijają się?
Generalnie tak, choć czasem Franz podskoczy i przestraszy kota, ale nigdy nie było cienia agresji z którejkolwiek strony. Najczęściej zachowują się, jakby się nie zauważali – chyba że jest szansa wyżarcia czegoś z miski konkurenta. Raz się zdarzyło, gdy wyjechaliśmy na wczasy, że Denver położył się na trochę osowiałym Franzu i tak sobie leżeli, pewnie dzieląc smutek.

Gdy Państwo wyjeżdżają, pies ma zapewnioną opiekę?
Albo tutaj, albo w Zielonej Górze u moich rodziców, którzy mieszkają blisko lasu, więc jest gdzie chodzić na długie spacery. Choć po pierwszym takim pobycie
– i może zbyt długich spacerach – wyniknęły kłopoty: Franz zaczął mocno kuleć. Na początku dostawał jakieś lekarstewka, coś na wzmocnienie. Ale mijały miesiące i nic się nie poprawiało, więc poszliśmy do innego weterynarza i niestety Franzulo musiał trafić pod nóż. Lekarz dał 80 procent szans, że wróci do pełnej sprawności. Trwało to jednak parę miesięcy.

Pół godziny spaceru, o którym Pan wspomniał w swoim internetowym programie „Co z Polską?”, w którym Franz gościł przez chwilę, to pewnie dla niego mało?
Chyba mu wystarcza, bo jak widać, szaleje bez umiaru – po powrocie będzie solidnie sapał przez pół godziny…

Do pracy Pan go czasem zabiera?
A broń Panie Boże! Dwa razy go wzięliśmy i newsroom miał problemy z funkcjonowaniem. Raz go zabrałem do studia, ale wyszła z tego mała konfrontacja ze spanielem marszałka Bronisława Komorowskiego. Spanielka warczała, Franz skakał, wykładzina fruwała na wszystkie strony, więc po trzech minutach musiałem go wyprosić ze studia – i to był koniec jego kariery telewizyjnej.

A gdyby pies był spokojny?
Dlaczego nie – siedzi sobie w kącie i jest super. Ale góra 2-3 godziny – bo trudno wymagać od zwierzęcia, by wytrzymało dłużej w zamkniętym pomieszczeniu.

Saba w Sejmie Panu przeszkadzała?
I tak, i nie. Sejm i psy – to może niekoniecznie. Choć powiedzmy sobie szczerze, że różne stworzenia na dwóch łapach po nim biegają, więc to jedno na czterech nie powinno aż tak przeszkadzać. Ludwik Dorn trochę stracił na tym w moich oczach jako marszałek, ale bardzo zyskał jako człowiek.

Pies może pomóc politykowi?
Gdyby miał się stać narzędziem public relations, byłoby to zbyt cyniczne. Jednak ktoś, kto ma psa – i do tego jeszcze nie jest on psem Baskerville’ów – cieszy się większą sympatią. W 2002 r. miałem przeprowadzić wywiad z George’em Bushem. Przyjechałem do Białego Domu, ale wszystko się opóźniało. Uspokajano mnie, że prezydent wraca z Alabamy, więc to jeszcze trochę potrwa, ale ja się już bardzo denerwowałem. Nagle gdzieś za murem dało się słyszeć szczekanie i agenci Secret Service powiedzieli: „Pies już jest, zaraz będzie prezydent”.

W Ameryce psy są bardziej doceniane przez polityków niż w Europie – właśnie jako narzędzie PR?
Nie sądzę… Myślę, że to raczej człowiek, który się obraca w świecie politycznych zwierząt, pragnąłby mieć bardziej ludzkie stworzenia wokół siebie. Harry Truman powiedział kiedyś: „Jeśli chcesz mieć przyjaciela w Waszyngtonie, to kup sobie psa”.

Pan, obcując intensywnie ze światem polityki, powinien mieć już całe stado…
Na razie jeden wystarczy – choć był przez chwilę pomysł na doga numer dwa. Może jak Franz wydorośleje, ale gdy go obserwuję, nie mam wrażenia, że ta chwila jest bliska.

Państwo powinno ingerować w kwestię posiadania psów, na przykład ustalać spisy ras niebezpiecznych?
Trzeba by wprowadzić rasy niebezpiecznych ludzi, bo to chyba poważniejszy problem.

Niektórzy uważają, że na psa powinno się uzyskiwać zezwolenie na podobnych zasadach jak na broń, przejść testy psychologiczne…
Niezły pomysł. Czasem na sam widok właściciela wydaje mi się, że pies ma spore szanse, aby być agresywny. Tylko czy taki ktoś będzie się przejmować testami i barierami?

To kwestia zdolności egzekwowania prawa przez państwo.
OK, ale u nas nawet w ważniejszych sprawach państwo nie jest w stanie tego zrobić, więc może już te pieski zostawmy.

Tylko że te pieski potem urastają czasem do dużych problemów. Zajmie się Pan tym kiedyś w swoim programie?
Psami?

Nie strojeniem yorków, tylko kwestią bezpieczeństwa posiadania psów.
Chyba nie. Ludzie uwielbiają psy, ale nie wiem, czy chcieliby o nich słuchać dłużej niż 25 minut.

Mam nadzieję, że to nieprawda – ponad 20 tysięcy osób kupuje co miesiąc nasze pismo. Martwi Pana brak silnej partii zielonych w Polsce?
Martwi, ale nie dziwi. Ruch ekologiczny pojawił się na świecie dopiero wtedy, gdy w dość bogatych społeczeństwach były już zaspokojone podstawowe potrzeby. W kraju, który jest na dorobku, w którym wszystko się rozwija i ludzie chcą nadrobić stracony czas, nikt nie ma głowy do ochrony środowiska. Przyznam, że też bagatelizowałem ten problem. Ale kilka tygodni temu wysłuchałem wykładu Ala Gore’a, laureata Pokojowej Nagrody Nobla, o globalnym ociepleniu. Ta prezentacja była świetna i uświadomiła mi, że jest to realny problem. I że to nie przypadek, iż kwestia ochrony środowiska jest ważnym elementem programu wyborczego amerykańskich kandydatów w wyborach prezydenckich, a doradcy do spraw tej ochrony, których dawniej powoływano ot tak sobie, pełnią dziś ważne funkcje. U nas się te sprawy bagatelizuje, a są one dużo ważniejsze niż trwające parę tygodni kuriozalne zamieszanie w sprawie traktatu lizbońskiego. Myślę jednak, że już za 5-10 lat kwestie ochrony środowiska będą całkiem ważne w kampanii wyborczej.

Tomasz Lis
Dziennikarz telewizyjny, publicysta. Był amerykańskim korespondentem „Wiadomości” TVP 1. Współtworzył programy informacyjne „Fakty” w TVN i „Wydarzenia” w Polsacie. Pomysłodawca i gospodarz telewizyjnego programu publicystycznego „Co z tą Polską?” w Polsacie oraz internetowego „Co z Polską?” (Agora). Od lutego br. prowadzi autorski program publicystyczny „Tomasz Lis na żywo” w TVP 2.

Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *