Odyseja zaginionego Chestera. Nadal poszukiwany! - Psy.pl - mamy nosa!

Odyseja zaginionego Chestera. Nadal poszukiwany!

Od lutego trwają poszukiwania zaginionego w miejscowości pod Mińskiem Mazowieckim psa. Nie byłoby w tym może nic niezwykłego gdyby nie determinacja właścicielki zwierzaka, pozwalająca dość dokładnie prześledzić jego losy. Skradziony z posesji, miał być prezentem, a stał się kolejnym błąkającym się psem bez domu.

Pies może mieć obrożę z adresówką, może być zadbany i pilnowany, a przez jednego złego czy bezmyślnego człowieka i tak zawali się nasz bezpieczny świat. Przekonała się o tym pani Beata, właścicielka mieszańca basseta o imieniu Chester. W lutym pies nagle zniknął z posesji. Po rozmowach z sąsiadami i mieszkańcami okolicznych miejscowości podejrzenia padły na pracującą w okolicy ekipę zajmującą się wyrębem drzew. Żeby ustalić, co się stało z psem, jego właścicielka odbyła długą podróż do siedziby właściciela firmy. Mimo, że w krytycznym dniu w lesie pracowało dwudziestu pięciu ludzi, nie zniechęciło to pani Beaty, która dotarła do każdego z nich.

Okazało się, że zniknięcie psa nie było okrutnym żartem, tylko pospolitą kradzieżą. Pracujący z ekipą zięć właściciela firmy uprowadził psa, jak mówił, „dla ojca, który kocha psy i przygarnia bezdomniaki”. Sprawca nie potrafił wyjaśnić, dlaczego potraktował zwierzaka w obroży z adresówką, przebywającego na zamkniętej posesji, jako bezdomnego. Uznał po prostu, że będzie to świetny prezent dla tatusia.

Pies, wyrwany tak nagle z domowych warunków, spomiędzy psich przyjaciół (Chester jest członkiem większej psiej rodziny) był w szoku, ale nie zrezygnował z próby powrotu do swoich ludzi. Przy pierwszej nadarzającej się okazji uciekł porywaczowi. Świadkowie zeznają, że widzieli biegnącego polami psa; czasami zgłaszano jego obecność w którejś z pobliskich miejscowości. Wygląda na to, że pies usiłuje znaleźć drogę powrotną, co mu się nie udaje, bo został wywieziony daleko od domu. Najgorsze, że nie ma już na sobie obroży z adresem. Chester z wyglądu przypomina nieco czarnego podpalanego jamnika – ma wydłużone ciało, jest gładkowłosy, ma zwisające uszy – choć tak naprawdę to całkiem spory zwierzak ważący ok. 20 kg. Stąd wiele mylnych tropów, bo przepełnieni dobrymi chęciami ludzie zawiadamiają właścicielkę o widzianych psach w typie jamnika, a nie nietypowo umaszczonego mieszańca basseta.

W zeszłym miesiącu pojawił się nowy trop: pewna kobieta spotkała psa przy swojej działce rekreacyjnej. Zrobiła mu nawet zdjęcia, dzięki czemu jest pewne, że był to zaginiony Chester. Niestety, pani tej zabrakło chęci, żeby przetrzymać psa – a to często ratuje takiemu zabłąkanemu psu życie.

Właścicielka psa mówi: „Najgorsza jest niepewność. Nawet jeśli miałby nie wrócić do domu, chcielibyśmy to wiedzieć.”

Jeśli nie zdarzył się wypadek z jego udziałem, Chester musi gdzieś być. Może ktoś z naszych czytelników ma jakieś informacje? Jeśli tak, prosimy zgłaszać je bezpośrednio właścicielom, tel.795 924 681. PŁ

Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Przeczytaj także

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *